tvn24.pl

W dzisiejszej Loży Prasowej redaktor Andrzej Stankiewicz stwierdził, iż Parlament Europejski zmienił zasady kontroli wydatków Europosłów z powodu polskich reprezentantów. No nie, Panie Redaktorze, tak nie było.

REKLAMA
Ekwilibrystyka finansowa związana z kosztami wypełniania mandatu Członka Parlamentu Europejskiego bezsprzecznie występuje. Nie mniej jednak Puchar Europy w tej dyscyplinie należy się posłom z państw tzw. starej Unii. Właśnie ze względu na praktyki reprezentantów tych państw a nie Polski, administracja PE dokonała uszczelnienia tego systemu.
Najgłośniejsze w mediach były wybryki posłów brytyjskich będących, aby było pikantniej, członkami UKIP.
Tom Wise były poseł do PE reprezentujący partię eurosceptyków UKIP w 2009 roku został skazany na 2 lata pozbawienia wolności za defraudację 39.000 GBP na fikcyjne koszty biura poselskiego.
W 2012 roku Nikki Sinclaire, zasiadająca w ławach Parlamentu Europejskiego z ramienia tej samej partii została aresztowana za przywłaszczenie sobie kwoty 840 GBP na przejazd prywatnym samochodem, podczas gdy skorzystała z rejsu tanich linii lotniczych. W chwili obecnej toczy przeciwko niej kolejne postępowanie związane z praniem pieniędzy pozyskanych z kasy PE. Noooo… jest to jakiś sposób na dekonstrukcję UE.
Mam wrażenie, że uwaga Pana Redaktora może być spowodowana lekturą książki Marka Migalskiego, w którym opisuje on mechanizmy „dorabiania” przez członków PE. Sęk w tym, że książka została opublikowana tuż przed wyborami do Parlamentu Europejskiego, a sposób zachowania byłego posła przypomina zachowanie klasowego podlizucha: „proszę pani a Kowalski powiedział słowo na Dy”. Koniec końców przeciętny politolog, mierny literat i żaden polityk nie osiągnął zamierzonego celu wywołania szoku w śród wyborców. Być może, o ile treść książki doskonale wpisuje się w kanon retoryczny czasopism i portali plotkarskich, było w niej za mało kolorowych zdjęć.
Rozumiem, cała Polska od wczoraj nuci „Żegnajcie nam dziś hiszpańskie dziewczyny”, ale to jeszcze nie powód, żebyśmy demonizowali wszystkich swoich przedstawicieli w Parlamencie Europejskim jako najgorsze zło na które musiała zareagować administracja europejska. Ani nie służy to naszemu wizerunkowi na zewnątrz, ani też nie buduje rzeczywistego obrazu wśród odbiorców takich słów. Trzymajmy się faktów, nie plotek. Głuchy telefon nigdy nie był dobrym narzędziem rzetelnego dziennikarstwa.