Chciałoby się powiedzieć, że w ostatnich dniach nastąpiło zmartwychwstanie demokracji. Zostawiając jednak to słowo dla innych użytkowników, napiszę, że demokracja ożyła. Stało się to za sprawą jednej instytucji i jednego człowieka. W Grecji, ale i w całej Unii Europejskiej, przywrócił ją do życia premier Tsipras, a w Polsce senat. Dlaczego Tsipras, wiadomo – wywija europejskimi biurokratami jak ogon psem, a i tak coraz więcej ludzi go kocha. Nie wiadomo jak grecka Zorba się skończy, ale na razie jest pięknie. Podobnie z polskim senatem.
REKLAMA
Izba, na co dzień refleksyjna i skupiona, nie wadzi nikomu. Głosy tych, co żądają jej likwidacji, wobec wieloletniej nieskuteczności, brzmią śmiesznie. I nagle, na końcu kadencji, następuje ożywienie. Za sprawą senatorów PiS i PO nieznanych jednak szerszej publiczności, człowiek taki jak ja może sobie przypomnieć kilka prawd podstawowych i zadać fundamentalne pytania.
Na przykład senatorowie twierdzą, że "dużo fajniej robić dzieci metodą tradycyjną (magia, cud natury, boska misja) niż za pomocą in vitro". Rzeczywiście, gdy wspominam swoje życie, w pełni przyznaję im rację, ale dalej zadaję sobie pytanie – skoro poza związkiem małżeńskim nie wolno poczynać dzieci metodą in vitro, to dlaczego jest zgoda na setki tysięcy małych obywatelek i obywateli poczętych bez świętego sakramentu, tradycji, po bosku?
Nieślubne dzieci, te z in vitro i te zwykłe, razem z rodzicami, dziadkami, babciami, wujkami i ciotkami, powinny obowiązkowo zapoznać się z pełną treścią debaty. Ba! W najbliższych wyborach nazwiska takie jak Czudowska, Kogut, Pęk, Hodorowicz, Dobkowski, czy Pupa, winny być ważnym wskazaniem dla głosujących – kogo nie wybierać.
