To nie jest jedyne rozwiązanie. Są też inne, gorsze, ale to byłoby najbardziej logiczne. Pani premier Kopacz powinna już teraz rozpocząć rozmowy z Ryszardem Petru, a Platforma i NowoczesnaPL powinny iść do wyborów razem.
REKLAMA
Nie wiem kto słysząc to wezwanie jęknie głośniej, pani premier czy Ryszard Petru, ale proponuję, by oboje państwo wsłuchali się w argumenty za tym rozwiązaniem.
Najpierw programowe. Nad programem gospodarczym Platformy pracuje Janusz Lewandowski. To gwarancja, że program będzie poważny i wiarygodny, że będzie na tyle socjalny, na ile to możliwe oraz na tyle liberalny, na ile to konieczne.
Jeśli tylu ludzi popiera nową inicjatywę Petru, to dlatego, że uważają, iż PO odeszła od swych źródeł – od wspierania przedsiębiorców, a przede wszystkim od rozwiązań, które życie ludzi czynią prostszym, a urzędnikom nie dają władzy nad obywatelem, lecz czynią ich sługami obywateli.
Ryszard Petru lub wyznaczone przez niego osoby powinny być włączone do rozmów o programie gospodarczym PO. Jednocześnie powinny być podjęte rozmowy o wspólnym starcie wyborczym. Program PO zyska tym samym na wiarygodności. Układ polityczny między tymi ugrupowaniami wzbogacony o wspólny program gospodarczy uczyni z kolei wiarygodnym krok Petru w stronę PO - będzie wiadomo, że o program i o Polskę tu idzie, a nie o podział stołków.
Oczywiście, Ryszard Petru ma prawo w tym momencie myśleć, że zawiedzie swych zwolenników. Dopiero startuje z czymś nowym, w dużym stopniu na kontrze do władzy, a już idzie z nią pod rękę. Zwolennicy Petru są jednak racjonalni. Po pierwsze chcą, by ich postulaty były naprawdę zrealizowane. Po drugie nie chcą, by Polską rządzili neobolszewicy przebrani w kostium prawicy. Jeśli więc porozumienie będzie sensowne, poprą je.
Ewa Kopacz z kolei, podobnie jak wielu ludzi Platformy, może pomyśleć, że Petru i jego ludzie na wspólnych listach, to utrata części "biorących" miejsc i wpuszczenie kogoś obcego do własnego kurnika. Byłoby to jednak podejście krótkowzroczne i egoistyczne. Po pierwsze, kompromis wymaga, by się posunąć. Po drugie, Ewa Kopacz chce te wybory wygrać. Po trzecie, wyborcy nie wybaczą PO, gdy partia ta pozwoli, by już nie tylko Pałac Prezydencki, ale cała władza wpadła w ręce PiS-u.
Jeśli na zjednoczenie prawicy i na pójście pod rękę z panem Ziobro zdecydował się, ze względu na swój interes polityczny, Jarosław Kaczyński, to dlaczegóż nie miałaby się na to zdobyć premier Kopacz. Ona jest liderem. Jeśli wygra wybory, wyjdzie w końcu z butów Donalda Tuska i będzie realnym przywódcą.
Jeśli przegra, przywódcą być zapewne przestanie. Nawet więc egoizm powinien jej podpowiadać porozumienie. Ono jest i w jej interesie, i w interesie PO, a przede wszystkim w interesie Polski, służyłoby obronie Polski przed PiS-em.
Ryszard Petru może oczywiście wybrać inną drogę. Pójść do wyborów samodzielnie. Albo padnie, nie przekraczając progu, albo przekroczy go minimalnie i będzie w Sejmie paprotką. Mamy więc z jednej strony perspektywę klęski albo niby-wygranej, a z drugiej perspektywę udziału we władzy. Wybór wydaje się oczywisty.
Jasne, do porozumienia może nie dojść. Trzeba jednak mieć nadzieję, że zwycięży rozum, że zrobią swoje doświadczenia przeszłości. Unia Wolności nie połączyła się w 1993 roku z Kongresem Liberalno Demokratycznym. Zwyciężyły ambicje. Przegrała Unia, bo weszła do Sejmu z gorszym wynikiem, przegrał KLD, bo nie wszedł do niego w ogóle.
Perspektywa rządów PiS-u albo PiS-u z Kukizem jest szalenie realna i szalenie groźna. Grzechem niewybaczalnym byłoby niezrobienie wszystkiego, by temu czarnemu scenariuszowi zapobiec. O tym, kto będzie rządził Polską, może zdecydować kilka punktów procentowych. Stawka jest ogromna. Tu nie ma miejsca na żadne błędy, na żaden egoizm, na żadne partykularyzmy. Patriotyzm, logika i matematyka mówią to samo. Platforma Obywatelska i Nowoczesna.pl muszą iść do wyborów razem. Tylko razem mogą je wygrać. Oddzielnie przegrają obie. Wygra PiS, przegra Polska.
