Wyobraź sobie 150 nowych, pięknych przedszkoli, do których bez kolejki można zapisać dziecko. I to nie zaraz po urodzeniu, ale wtedy, kiedy pojawi się taka potrzeba. A teraz wyobraź sobie, jak te 150 przedszkoli idzie z dymem. Znika. Tych 150 przedszkoli nie wybudowano w naszym kraju przez ostatnie 4 lata, bo pieniądze, które można było na to przeznaczyć, zasiliły konta partii politycznych. A potem zostały wydane na cygara, garnitury, ośmiorniczki w restauracjach czy fanaberie takie, jak szkolenia działaczy w ośrodkach SPA albo kilkunastu ochroniarzy do wyłącznej dyspozycji jednego człowieka – prezesa PiS. Tylko w ostatnich 4 latach z dymem poszło w ten sposób ponad 296 milionów złotych.
Nie dokarmiaj polityków!
REKLAMA
W ostatnich latach wielokrotnie – w Sejmie, w bardziej lub mniej prywatnych rozmowach, ale też tutaj, na łamach natemat.pl – ostro krytykowałem obecne zasady finansowania partii politycznych z budżetu. Bo to system, który jest patologiczny. Każdy z nas – czy tego chce, czy nie chce, czy popiera jakąś partię, czy nie – płacąc podatki składa się na wyżej wspomniane cygara, garnitury i inne zbytki. Z mównicy sejmowej przez ostatnie trzy lata już dwa razy przekonywałem moich kolegów posłów, że ten system trzeba zmienić – bo dwa razy składałem ustawę likwidującą finansowanie partii z budżetu. W zamian proponowałem rozwiązanie, które zakłada dobrowolność, czyli odpis podatkowy na wybraną partię. Chcesz się dołożyć do budżetu PO czy PiS – możesz to zrobić. Nie chcesz wspierać żadnej partii – nie musisz, po prostu nie wypełniasz jednej rubryki w swoim PIT-cie. Rozwiązanie proste, sprawiedliwe i zakładające większą kontrolę nad wydatkami partii – bo jeśli Kowalski dowie się, że jego pieniądze poszły na wystawne kolacje, w kolejnym rozliczeniu podatkowym nie da partii ani złotówki.
Do dzisiaj moja walka o likwidację finansowania partii z budżetu przypominała walenie głową w mur. Tym murem jest sejmowa większość, która za żadne skarby nie chce zgodzić się na zakręcenie kurka z budżetowymi pieniędzmi. Kiedy w maju prezydent Komorowski ogłosił, że ta sprawa zostanie jesienią poddana pod referendum, przecierałem oczy ze zdumienia. Zrozumiałem, że tym razem powinno się udać. Że jeśli pokażemy Polakom, w jaki sposób partie wydają ich pieniądze, to oni sami, obywatele, w referendum zdecydują o odebraniu politykom tego nieuzasadnionego przywileju. Tak zrodził się pomysł na założenie stowarzyszenia Kierunek Zmiana.
To my stoimy za kampanią „Nie dokarmiaj polityków” – za spotem demaskującym patologie. To my chcemy pokazać, że są pilniejsze potrzeby, niż dotowanie partyjnych zbytków. Na tym pierwszym spocie się nie skończy. Wkrótce będą kolejne. Wiem, że koledzy politycy nie będą pałać do mnie z tego powodu sympatią – i jestem na to gotowy. Będę, a mam nadzieję, że wkrótce będziemy – razem walczyć o likwidację finansowania partii z budżetu. Bo tym razem mamy ogromne szanse na sukces.
Więcej:
Polityka krajowa