No i staje się. Coraz bliżej tzw. ustawy policyjnej, która staje się ustawą inwigilacyjną. Niektórzy mówią, że to w trosce o walkę z przestępczością i w imię bezpieczeństwa, i że możemy albo nawet musimy w Polsce te rozwiązania wprowadzić. Ale przecież wszystko zależy od sposobu wprowadzenia ram dla "czynności operacyjnych" policji i służb i konkretnych rozwiązań.
REKLAMA
Jak - po latach debat i ostatnich dyskusjach - wygląda to w Europie. Są twarde fundamenty. W prawach unijnych jest prymat ochrony wolności i prywatności jednostki. I jeśli chce się zasady i granice tego prymatu przekroczyć, to trzeba spełnić określone warunki.
Po pierwsze, muszą być zdefiniowane "poważne przestępstwa" - i nie jest to kategoria publicystyczna, jak chce min. Wąsik, ale prawna, wskazywana w orzeczeniach Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. Dlatego w sporze o wdrożenie dyrektywy o udostępnianiu policji i odpowiednim służbom list pasażerskich w przelotach z Europy - w świat, ale i wewnątrz Europy - wypracowano rozwiązanie zrównoważone. Można dane osobowe pozyskiwać, można je przetwarzać , ale tylko jeśli mogą dotyczyć przestępstw, wskazanych na specjalnej liście: bezpieczeństwo, morderstwa, terroryzm, handel organami, narkotykami, ludźmi, wysokiej skali rozbój, także dokonywany online. Gdyby taki warunek przełożyć na polskie rozwiązanie - to można byłoby pozyskiwać i przetwarzać dane, lecz tylko w śledztwach dotyczących poważnej przestępczości. To pozwala trzymać służby w ryzach.
Po drugie, w wielu europejskich rozwiązaniach - można w uzasadnionych przypadkach inwigilować, ale poprzedzone jest to uprzednią kontrolą sądową, czyli zgodą sądu (następcza kontrola sądu niewiele chroni prawa obywatelskie), podlega ograniczeniom czasowym, dane zbierane w procesie śledztwa muszą być później niszczone. W dyrektywie policyjnej, która właśnie będzie wchodziła w życie i jest stowarzyszona z europejską regulacją o ochronie danych osobowych - te zasady są wskazane. Jest nawet wyodrębnienie kategorii osób, które mogą podlegać inwigilacji ze względu na podejrzenie popełnienia przestępstwa, czy bycie świadkiem. Jest też prawo do uzyskania informacji od służb, czy jest się, czy było inwigilowanym z użyciem podsłuchu, ale przede wszystkim poprzez dostęp do baz danych i treści.
Dyskusja w podkomisji polskiego sejmu prowadziła do tego, by dostęp do treści - to, co np. mailujemy, tekstujemy, etc. - usunąć z projektu ustawy, ale nie jest jasne, czy zaowocowało to decyzją. Bo dyskusje w sprawie poprawek zgłoszonych przez PO, Nowoczesną, i organizacje pozarządowe - zakończyły się zwycięstwem jedynej słusznej obecnie siły, czyli PiS. Choć trzeba przyznać, że wyniki głosowania były na krawędzi - w komisji wygrała opcja inwigilacyjna jednym głosem.
Po trzecie, czy zbieranie danych osobowych, przetwarzanie ich, profilowanie postaw, zachowań powinno być pod nadzorem, kontrolą ? W europejskim rozwiązaniu o listach pasażerskich wprowadzono nadzór inspektora ochrony danych oraz zasadę, że po pół roku dane są maskowane, tracą więc swoje cechy indywidualne.
Jak widać wszyscy w świecie szukają sposobu, by chronić bezpieczeństwo, ale z zachowaniem szacunku dla fundamentalnych praw, jakimi są wolność i ochrona prywatności. Polska idzie w odwrotną stronę, znów wejdzie w konflikt z wartościami i prawami europejskimi. I wątpię czy ten model działania realnie poprawi walkę z przestępczością i zwiększy bezpieczeństwo. Na pewno stworzy pokusę, by nadmiarowo obejmować obywateli kontrolą.
