– Każdy w Polsce zasługuje na rozmowę, na to, aby go wysłuchać. Obowiązkiem polityków jest słuchanie Polaków. Jeśli będziemy potrafili ze sobą rozmawiać, szanować swoje zdanie, to wszystko pójdzie w tym kierunku, o którym marzą dziś Polacy – to powiedziała Beata Szydło, kandydatka PiS na premiera, wsiadając do autokaru, którym ruszyła w Polskę z kampanią wyborczą. Dziś Polacy sami przychodzą do niej, ale ona rozmawiać nie chce.
REKLAMA
Ile już było demonstracji, marszów, pikiet? Przyznam, że powoli gubię się w rachunkach. W każdym razie dużo. Ile było apeli? Różnych. Apelują polscy sędziowie, apeluje Parlament Europejski, apelują dziennikarze, artyści, naukowcy, studenci, robotnicy… A rząd ma to tam, gdzie ma.
Dziś zaapelowali byli prezydenci RP. Mogliśmy ich lubić bądź nie, mogliśmy ich popierać bądź nie. Wszyscy jednak się zgodzimy, że każdy z nich coś wie o Polsce i świecie, a żaden do histeryków nie należy. I może dlatego, że coś tam wiedzą, można im wierzyć, gdy stawiają diagnozę: - Polska zmierza do autorytaryzmu i izolacji w świecie. I chyba nie dziwi, że nie wierzą w apelowania do rządu i dlatego zwracają się już bezpośrednio do nas: - Apelujemy do wszystkich Polaków o kierowanie się w codziennej pracy i działaniu porządkiem prawnym zgodnym z Konstytucją. Próba stworzenia przez PiS porządku własnego jest uzurpacją władzy. Wzywamy polityków obozu rządzącego, którym drogie są państwo i demokracja, do odmowy udziału w ich niszczeniu. Przypominamy, że za łamanie Konstytucji winni poniosą odpowiedzialność - napisali we wspólnym oświadczeniu trzej byli prezydenci RP.
O apel pytani dziś przez dziennikarzy byli politycy PiS. Ich odpowiedzi raczej nie dziwią.
- To jest opinia tych trzech panów i pewnie paru innych osób i ja się z tą opinią nie zgadzam - stwierdził Piotr Gliński
- Ci panowie, którzy podpisali się pod tym listem uważają, że to oni są demokracją, a ja uważam inaczej. Demokracja polega na tym, że obywatele dokonują w wolnych wyborach wyborów tych, którzy mają w ich imieniu sprawować rządy. I dokonali Polacy takiego wyboru - skomentowała premier Beata Szydło.
Tak na marginesie to ciekawa jest ta forma "panowie" w odniesieniu do byłych prezydentów. Ale zostawmy to. Zastanawiające jest, co Beata Szydło mówi o demokracji. Głupia sprawa, ale premier rządu sprawującego władzę w moim kraju najzwyczajniej w świecie nie wie, czym jest demokracja.
Żeby demokracja rzeczywiście działała nie wystarczy uzyskać większości w wyborach. I bynajmniej nie chodzi mi o to, że ta większość jest dyskusyjna. Bo przypominam, że w wyborach parlamentarnych w 2015 r. PiS uzyskało 5,7 mln głosów, a uprawnionych do głosowania było 30,7 mln osób. Otóż żeby demokracja działała przestrzegana musi być konstytucja. U nas nie jest. O traktowaniu mniejszości nawet nie chce mi się pisać, bo epitety, jakimi obrzucali nas rządzący, nawet ci najważniejsi, wszyscy znamy.
Za PRL skonstruowano pojęcie "demokracja ludowa". Dziś tworzy się "demokrację PiS-ową". Żadna z nich nie jest warta funta kłaków.
Dziś zaapelowali byli prezydenci RP. Mogliśmy ich lubić bądź nie, mogliśmy ich popierać bądź nie. Wszyscy jednak się zgodzimy, że każdy z nich coś wie o Polsce i świecie, a żaden do histeryków nie należy. I może dlatego, że coś tam wiedzą, można im wierzyć, gdy stawiają diagnozę: - Polska zmierza do autorytaryzmu i izolacji w świecie. I chyba nie dziwi, że nie wierzą w apelowania do rządu i dlatego zwracają się już bezpośrednio do nas: - Apelujemy do wszystkich Polaków o kierowanie się w codziennej pracy i działaniu porządkiem prawnym zgodnym z Konstytucją. Próba stworzenia przez PiS porządku własnego jest uzurpacją władzy. Wzywamy polityków obozu rządzącego, którym drogie są państwo i demokracja, do odmowy udziału w ich niszczeniu. Przypominamy, że za łamanie Konstytucji winni poniosą odpowiedzialność - napisali we wspólnym oświadczeniu trzej byli prezydenci RP.
O apel pytani dziś przez dziennikarzy byli politycy PiS. Ich odpowiedzi raczej nie dziwią.
- To jest opinia tych trzech panów i pewnie paru innych osób i ja się z tą opinią nie zgadzam - stwierdził Piotr Gliński
- Ci panowie, którzy podpisali się pod tym listem uważają, że to oni są demokracją, a ja uważam inaczej. Demokracja polega na tym, że obywatele dokonują w wolnych wyborach wyborów tych, którzy mają w ich imieniu sprawować rządy. I dokonali Polacy takiego wyboru - skomentowała premier Beata Szydło.
Tak na marginesie to ciekawa jest ta forma "panowie" w odniesieniu do byłych prezydentów. Ale zostawmy to. Zastanawiające jest, co Beata Szydło mówi o demokracji. Głupia sprawa, ale premier rządu sprawującego władzę w moim kraju najzwyczajniej w świecie nie wie, czym jest demokracja.
Żeby demokracja rzeczywiście działała nie wystarczy uzyskać większości w wyborach. I bynajmniej nie chodzi mi o to, że ta większość jest dyskusyjna. Bo przypominam, że w wyborach parlamentarnych w 2015 r. PiS uzyskało 5,7 mln głosów, a uprawnionych do głosowania było 30,7 mln osób. Otóż żeby demokracja działała przestrzegana musi być konstytucja. U nas nie jest. O traktowaniu mniejszości nawet nie chce mi się pisać, bo epitety, jakimi obrzucali nas rządzący, nawet ci najważniejsi, wszyscy znamy.
Za PRL skonstruowano pojęcie "demokracja ludowa". Dziś tworzy się "demokrację PiS-ową". Żadna z nich nie jest warta funta kłaków.
