REKLAMA
Mężczyzna wszedł do gabinetu z wysoko podniesioną głową. Rozpierała go duma, bo rzadko się zdarza by funkcjonariusza średniego szczebla zapraszał do siebie sam szef.
− Proszę siadać gospodarz, wskazał mu miejsce w fotelu. Chciałbym, żeby opowiedział mi pan o swojej karierze, bez zbędnych wstępów rozpoczął rozmowę.
Mężczyzna milczał przez chwilę, zastanawiając się od czego zacząć. Pracował w firmie od kilkunastu lat, miał za sobą sporo sukcesów i nie wiedział, którym z nich powinien pochwalić się. W końcu zdecydował się opowiedzieć o najważniejszym śledztwie, które przyszło mu prowadzić.
- Jestem dumny z tego, że jestem prokuratorem – rozpoczął spokojnym i pewnym głosem. Gdy pracowałem w prokuraturze okręgowej szef, doceniając jakość mojej pracy, zdecydował się powierzyć mi najtrudniejsze śledztwo, z jakim miał do czynienia. Istniało podejrzenie, że szefowie jednej ze służb specjalnych, w trakcie wykonywania obowiązków, nadużyli uprawnień dla oskarżenia osób które wytypowali. Mówiąc wprost, sami wykreowali przestępstwo, żeby móc ich oskarżyć. Wszcząłem postępowanie. Przez wiele miesięcy analizowałem dowody a kiedy okazało się, że podejrzenia były słuszne, zdecydowałem się wnieść akt oskarżenia do sądu. Proces trwał kilka lat. Sąd orzekający w składzie zawodowym niezmiernie szczegółowo analizował dowody i przyznał mi rację. Doszło do skazania wszystkich oskarżonych. Wymierzono im bezwzględne kary pozbawienia wolności. To była spraw precedensowa w skali Europy. Doprowadzając do skazania dowiodłem, że wszyscy są równi wobec prawa. Po tej sprawie otrzymałem awans na prokuratora apelacyjnego.
Szef długo wpatrywał się w podwładnego twardym i przenikliwym wzrokiem. Mężczyzna w skupieniu czekał na jego reakcję.
- No to czas, żeby zaczął się pan pakować – odezwał się w końcu szef.
- Pakować?
- Pakować! A pan czego spodziewał się. Przenoszę pana do prokuratury rejonowej.
- Proszę o uzasadnienie, powiedział spokojnie prokurator.
- Uzasadnienie jest proste – odparł minister – zapomniał pan o podstawowej zasadzie, którą powinien się kierować prokurator dobrej zmiany. Nigdy nie podnosi się ręki na swoich.
Mężczyzna zrozumiał, że stawiając na przyzwoitość i profesjonalizm, popełnił grzech nie do przebaczenia. Powoli wstał z fotela. Nim zdążył ruszyć do drzwi, do gabinetu wszedł niewysoki mężczyzna w okularach.
- Panowie się znacie - minister znany z dobrych manier wzorowo wywiązał się z obowiązków gospodarza? Pan prokurator rejonowy, pan minister - koordynator służb specjalnych - przestawił sobie gości.
- Tak znamy się, powiedział prokurator - rozpoznając funkcjonariusza, którego oskarżał – miałem zaszczyt, albo nieszczęście pana poznać. I nie czekając na reakcję ministra i jego gościa, powiedział - nawet zsyłka do rejonu nie odbierze mi godności. Pana władza, pana decyzja. Ja się podporządkuję, ale zapewniam pana, że wielu z nas przeczeka, bo warto. Co powiedziawszy wyszedł.
Minister odprowadził wzrokiem wychodzącego gościa. Miał poczucie dobrze spełnionego obowiązku. Zadowolony z siebie machinalnie przesunął dłonią po policzku i nagle odniósł wrażenie, że dotyka miejsca, którego nie zna. Spojrzał w lustro. To, co zobaczył, przeraziło go. Patrzył na zgorzkniałego otępiałego starca z grymasem agresji na twarzy. Chusteczką do nosa przetarł taflę z nadzieją, ze zmora zniknie, ale ciągle widział to samo.
Przerażony wezwał sekretarkę, chcąc sprawdzić jak zareaguje na jego nagłą odmianę. Bał się tej reakcji. Do gabinetu weszła młoda kobieta. Uśmiechnęła się do niego kokieteryjnie.
− Szefie, odmłodniał pan - powiedziała - widzę, że dobra zmiana panu służy.
Minister odetchnął z ulgą, wszystko nadal mogło się toczyć tak jak zwykle.