REKLAMA
Ciągle jesteśmy pod wrażeniem zachowania posła na Sejm, pana Dominika Tarczyńskiego, który oburzony odmiennością poglądów głoszonych przez Prezydenta Lecha Wałęsę, w celu przywołania go do intelektualnej dyscypliny, oświadczył publiczne „zapraszam cię na solo, ty bydlaku”. Budzi nasz podziw odwaga młodego, zdrowego na ciele posła, gotowego stanąć w szranki ze schorowanym siedemdziesięciolatkiem. Jak się należało spodziewać słuch po nadziei parlamentarnego pięściarstwa zaginął, gdy wyzwanie w imieniu byłego Prezydenta podjął Dariusz Michalczewski, oświadczając, że on osobiście „wje… posłowi jak kozie za obiery”.
Innym politykiem propagującym siłową edukację, jest pan marszałek Joachim Brudziński, który - komentując sprawę kelnera żądającego, by matka karmiąca dziecko w restauracji kontynuowała tę czynność w toalecie - wypalił „ode mnie dostałby w papę”. Poseł oświadczył, że jego małżonka karmi piersią czteromiesięcznego Ignasia gdzie jej przyjdzie ochota i podobny los grozi każdemu, kto starałby się podważyć jej prawo.
Nie zamierzamy włączać się w dyskusję na temat uprawnień karmiących matek. Chcemy jedynie wskazać na niespójność ocen w obozie rządzącym. Komentując przed kilkoma dniami wyrok łódzkiego sądu w sprawie pracownika drukarni, który odmówił wykonania zlecenia dla fundacji LGBT, Minister Sprawiedliwości i Prokurator Generalny pan Zbigniew Ziobro oświadczył, że wydany wyrok jest niebezpiecznym precedensem, burzącym wolność myśli i poglądów (to pachnie jak „róbta co chceta”!). Zdaniem ministra każdy pracownik ma prawo wyboru, czy i w jaki sposób wykona zlecaną mu usługę i karanie go za odmowę postępowania w sposób sprzeczny z jego poglądami, godziłoby w gwarantowaną konstytucyjnie wolność sumienia. Tym samym minister uważa, że pracownik świadczący usługi, realizując swoje prawo do wolność i swobodę sumienia, może suwerennie podejmować decyzje dla kogo i w jaki sposób będzie świadczył usługi. Idąc tokiem myślenia pana ministra, jeśli kelner nie chce by w obsługiwanej przezeń restauracji matki karmiły niemowlęta piersią, ma pełne – wręcz konstytucyjne - prawo prosić, by robiły to w miejscu ustronnym. Rzecz w tym, że za taką propozycję, przynajmniej skierowaną do jego małżonki, pan marszałek gotów jest dawać w papę. O takiej sytuacji prawnicy mówią „spór w doktrynie”.
Ponieważ czujemy się zagubieni wzywamy ministra i marszałka do niezwłocznego uzgodnienia stanowiska. Żeby nie było tak, że podlegli ministrowi prokuratorzy będą ścigać tych, którzy posłuchają marszałka.
Dubois & Stępiński