proculture.ru

Zapowiedzi Jarosława Kaczyńskiego w sprawie zmian w samorządowej ordynacji wyborczej wywołały oczywiste poruszenie w świecie mediów i polityki. Szereg komentarzy głównie ze strony tej części społeczeństwa, która czuje się w opozycji do obecnej władzy wskazuje na analogię z sytuacją na Węgrzech niejednokrotnie wyrażając swoje obawy wobec kolejnych prób zawłaszczania państwa przez Prawo i Sprawiedliwość.

REKLAMA
Minął zaledwie rok z okładem od wyborów parlamentarnych, a obecna władza już boryka się z oporem społecznym na coraz to nowych odcinkach swoich działań. Stąd też może tak drakońskie pomysły nie powinny być powodem lęku, a nadziei i mobilizacji.
Gdyby wierzyć powielanym przez wszystkich polityków i zwolenników PiS, pełnym propagandy sukcesu formułkom, nie ma takiej siły, która zatrzymałaby tę formację na drodze do kolejnego, wielkiego zwycięstwa, na polu samorządowym. Dobra zmiana, która już rzekomo dotarła pod każdy dach, niczym fala tsunami wypłukałaby wszystkich politycznych oponentów, dając niepodzielną władzę formacji Jarosława Kaczyńskiego na wszystkich szczeblach jej sprawowania. Coś chyba jednak jest na rzeczy, skoro na dżentelmeński pojedynek na pięści politycy PiS próbują przemycić w rękawicach kastet.
Samorządowcy tym różnią się od polityków formatu krajowego, iż na co dzień mają o wiele lepszy kontakt z wybierającą ich społecznością i mogą w czasie rzeczywistym reagować na zgłaszane postulaty czy problemy. Tę sposobność mają również zasiadający w radach gmin, powiatów i sejmikach województw politycy PiS. Czego więc obawiają się, skoro w pamięci ich wyborców miałaby pozostawać wspomniana wcześniej dobra zmiana jako zapowiedź kolejnych sukcesów wyborczych i umocnienia Polski jako kraju wiecznej szczęśliwości? Bo jak słychać z ulicy Nowogrodzkiej w Warszawie – ostatnią przeszkodą dla tego stanu są niekontrolowane przez PiS samorządy.
Skąd obawa, że dotychczasowe reguły politycznej rywalizacji mogłyby w jakkolwiek sposób zagrozić tej partii? Czy ta butna pewność siebie i rozpaczliwe sięganie po polityczny doping nie jest po prostu wyrazem bladego strachu jaki padł na zwycięzców ostatnich wyborów? Po Czarnych Marszach, demonstracjach w obronie Trybunału Konstytucyjnego, wolności mediów, strajkach pielęgniarek, nauczycieli i zapowiadanych przez kolejne grupy wyrazów sprzeciwu, trudno będzie wciskać kolejne frazesy przy okazji wyborów, podczas których niejednokrotnie, zwłaszcza w małych miejscowościach, wszyscy się dobrze znają.
Samorządy opierają swoją działalność na budowaniu wspólnoty. Skoro więc PiS wygrał jedne wybory właśnie dzięki systematycznemu rozbijaniu wspólnoty i pogłębianiu podziałów, ewidentnie chce powtórzyć ten manewr lokalnie. Tyle, że tutaj reguły są proste – kto idzie się bić z kastetem, ten traci szacunek na mieście.