REKLAMA
Walka z PiS-em, który zalewa nasz kraj, jak kiedyś w znanym wierszu Szpotańskiego "czerwona pleśń", powinna być prowadzona na wielu polach, dotyczy przyszłości Polski, teraźniejszości i w zasadzie każdego z nas oczywiście z wyjątkiem beneficjentów tej dyktatury. Trafnie pisze na ten temat znana dziennikarka Eliza Michalik: "[...] politycy PiS naprawdę nie pojmują, o co ta cała wrzawa, o co ci wszyscy ludzie tak się awanturują. Oni sami od lat żyją w świecie jednego bóstwa, pracowicie przed nim pełzając, znosząc upokorzenia, z mózgami wypełnionymi przekazami dnia, przywykli do braku własnego zdania. Tyle tylko, że to wyłącznie ich problem. Tych łamiących prawo aparatczyków służących Partii oraz własnym interesikom i pensyjkom, marnym posadkom i kredycikom; tych, którymi kiedyś, mam wielką nadzieję, zajmą się sądy i Trybunał Stanu...Obywatele w tej sytuacji mogą robić tylko jedno: walczyć o prawo i zasady wszędzie, gdzie to możliwe, w sądach, na policji i nawet w prokuraturze, upubliczniać nadużywanie władzy, protestować, wychodzić na ulice. W żadnym wypadku i pod żadnym pozorem nie siedzieć cicho". (E. Michalik, "Siedzącym cicho krzywda się nie dzieje", "Gazeta Wyborcza", z dn. 4-5 lutego 2017 r.).
Na naszych oczach rozgrywa się kolejny etap walki o pamięć. Tak samo jak komuniści usiłowali zniszczyć autentycznych bohaterów, tak teraz propagandyści PiS-u usiłują zniszczyć i wymazać z pamięci Lecha Wałęsę, a wstawić w to miejsce "męża stanu" i "największego prezydenta" Lecha Kaczyńskiego. Lech Kaczyński żadnym mężem stanu nigdy nie był, był natomiast nieudolnym pisowskim prezydentem realizującym pomysły swojego brata. Oczywiście nie był marionetką w tym sensie co dziś pp. Duda i Szydło, ale nie bycie pacynką nie oznacza, że się jest mężem stanu. Fałszowanie historii to obok nagonki z udziałem IPN-u i całej pisowskiej szczujni na Lecha Wałęsę, także szpecenie Polski bezsensownymi i szpetnymi pomnikami, głazami i tablicami ku czci Lecha Kaczyńskiego i niektórych innych (znacznie rzadziej) ofiar katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem. To usiłowanie tą drogą wmówić Polakom, że mamy do czynienia z wybitnym politykiem. Gorzej, że niektórzy politycy, trafnie na ogół oceniający politykę PiS, nabierają się na tę propagandę. Nawet wyszukują wypowiedzi Lecha Kaczyńskiego, które świadczą, że dziś nie zgadzałby się z "Jarozbawem" w niektórych kwestiach np. Trybunału Konstytucyjnego, czystek w mediach, łamania Konstytucji. Takie działanie przeciwstawiające złemu Jarosławowi i jego lizusom dobrego Lecha jest warte tyle samo, ile twierdzenie, że dyktator był w zasadzie dobry, tylko otoczenie miał fatalne. Atakowanie polityki dyktatorka z Żoliborza przy pomocy cytatów jego brata to zgoda na fałszowanie historii, gdyż Lech był posłusznym narzędziem brata, to zgoda na obecność kłamstwa w życiu publicznym i działanie skrajnie nieskuteczne.
Pewnym fenomenem politycznym jest "Ucho prezesa". Jest ten kabaret wyśmiewaniem się z prezesa PiS-u i generalnie z otaczających go niedouczonych lizusów, ale na ich tle prezes wypada bardzo dobrze. Robert Górski odrzuca zarzuty o "ocieplanie" wizerunku i generalnie dość dobrze broni swojej niezależności. Przykro to powiedzieć, ale program ten działa na korzyść PiS-u. Spotykam się z porównaniem do "Kabaretu Starszych Panów", który w PRL był absolutnie jasnym punktem na ponurym tle. Ale "Kabaret Starszych Panów" był apolityczny i porównywać go do "Ucha prezesa" mimo wszystko trudno. W Polsce obalono demokrację (na razie w wielu obszarach) i wprowadzono odrażającą choć infantylną dyktaturę - nie jest to temat do żartów. Dopóki nie odzyskamy odebranej nam wolności i nie wyrównamy rachunków krzywd wyrządzonych Polsce jak pisał wybitny poeta - nie potrzebne nam białe westalki. PiS należy bojkotować i zwalczać, a nie traktować jak jeszcze jedną, trochę dziwaczną partii demokratycznej Polski i dlatego, że poważnie traktuję twórczość pana Górskiego uznałem za stosowne podzielić się moją opinią.
Podobnie nie rozumiem zachwytu poważnych dziennikarzy nad skąd inąd sympatycznym, ale politycznie szkodliwym gestem jednego z posłów, który umył pomazane drzwi biura poselskiego jednego z dygnitarzy PiS-u. Nie przypominam sobie, aby ktoś z PiS-u gasił tęczę na Placu Zbawiciela, czyścił tablicę na skwerze Profesora Bartoszewskiego, albo krytycznie reagował na morze chamstwa, dzikiej agresji i ordynarnych wyzwisk padających z ust pisowskich liderów, w tym Kaczyńskiego twierdzącego, że przeciwnicy PiS-u to "ludzie specjalnej troski" i "gorszy sort". Najpierw niech PiS przeprosi za bezmiar podłości, a potem chętnie umyję im zapaprane farbą drzwi.