Rolą, ba – obowiązkiem mediów jest patrzeć na ręce władzy, politykom, szefom wielkich firm. Niestety, w dzisiejszej Polsce wszystko zostaje sprowadzone do światopoglądowych i politycznych podziałów, a przy okazji ożywia szkodliwe stereotypy. Widać to przy okazji publikacji na temat prezesa PKN Orlen.
REKLAMA
Nie majątek prezesa czy jego życiorys są przedmiotem mojego komentarza – darują Państwo, ale analizy w tym zakresie zostawię innym. Dyskusja, w którą zaangażowani są politycy obu walczących obozów, publicyści i eksperci zaczyna zmierzać jednak w kierunku budzenia upiorów przeszłości. Nie takiej dawnej zresztą. A wydawało się, że z niektórymi narodowymi kompleksami i uprzedzeniami potrafiliśmy sobie poradzić…
Jednym z najbardziej krzywdzących powiedzeń, które bezmyślnie przytaczano w latach 90., było: „pierwszy milion trzeba ukraść”. W domyśle – każdy, kto doszedł do majątku, musiał go zdobyć w sposób nieuczciwy. Jeżeli nie całkowicie, to przynajmniej pomagając sobie znajomościami i obchodzeniem prawa. Czy takie osoby były? Bez wątpienia. Tak, jak są również bez wątpienia nieuczciwi urzędnicy, lekarze, policjanci. Czy daje to podstawę do krzywdzących uogólnień? Oczywiście, że nie. Efekt stereotypów na temat zamożniejszych biznesmenów i inwestorów przekłada się na postrzeganie przedsiębiorców przez opinię publiczną. Bardzo długo byli i wciąż są darzeni nieufnością bez świadomości, że im lepiej się wiedzie prowadzącym biznes, tym lepiej się wiedzie całej gospodarce.
Odnoszę wrażenie, że w sprawie majątku danej osoby tylko część zabierających głos stawia konkretne pytania i wskazuje, co ich zdaniem jest niejasne. Reszta zadowala się prostą sugestią: zamożny, to podejrzany z definicji. Nie mam zamiaru ferować jakichkolwiek wyroków w tej sprawie. Ale czy potraficie Państwo w normalnym kraju wskazać prezesa wielkiego koncernu, który przez wiele lat kariery zawodowej zdołał zarobić jedynie na kawalerkę i używany samochód? Umiejętność inwestowania także w zakresie majątku prywatnego świadczy o zaradności i jest jedną z cech dobrego menedżera. Jakże często osoby z małych ośrodków, jeśli osiągają sukces, to zwykle jest to sukces dzięki ich uporowi i zdolnościom. Bo nie mają podanego niczego na tacy i muszą walczyć z obiegowymi opiniami, jak choćby ta, że tylko ci z wielkich miast, a najlepiej tacy, którzy w dodatku kształcili się za granicą, są coś warci. To wcale nie znaczy, że dziennikarze nie mogą się nimi interesować i tego majątku prześwietlać. Po to w końcu są, na tym między innymi polega ich misja.
Badania opinii publicznej, opublikowane przez „Gazetę Wyborczą”, pokazały, że elektorat PiS stoi murem (96%) za prezesem Orlenu, zaś „anty-PiS” w większości mu nie wierzy. To kolejny symptom szkodliwego dla Polski zjawiska. O wiarygodności osób czy instytucji nie powinno się dyskutować przez pryzmat politycznych sympatii – bo w końcu nawet wybory kulturalne czy kulinarne staną się wyborami politycznymi. Każdy z nas po to ma swój rozum, by oceniać informacje, ważyć ich wiarygodność, z dystansem traktować polityków, którzy każą wierzyć we wszystko bez weryfikacji.
Społeczeństwo obywatelskie musi być społeczeństwem świadomym, a nie podążającym ślepo za partyjnymi harcownikami. Dlatego tak ważna jest powszechna edukacja również ekonomiczna.
Jednym z najbardziej krzywdzących powiedzeń, które bezmyślnie przytaczano w latach 90., było: „pierwszy milion trzeba ukraść”. W domyśle – każdy, kto doszedł do majątku, musiał go zdobyć w sposób nieuczciwy. Jeżeli nie całkowicie, to przynajmniej pomagając sobie znajomościami i obchodzeniem prawa. Czy takie osoby były? Bez wątpienia. Tak, jak są również bez wątpienia nieuczciwi urzędnicy, lekarze, policjanci. Czy daje to podstawę do krzywdzących uogólnień? Oczywiście, że nie. Efekt stereotypów na temat zamożniejszych biznesmenów i inwestorów przekłada się na postrzeganie przedsiębiorców przez opinię publiczną. Bardzo długo byli i wciąż są darzeni nieufnością bez świadomości, że im lepiej się wiedzie prowadzącym biznes, tym lepiej się wiedzie całej gospodarce.
Odnoszę wrażenie, że w sprawie majątku danej osoby tylko część zabierających głos stawia konkretne pytania i wskazuje, co ich zdaniem jest niejasne. Reszta zadowala się prostą sugestią: zamożny, to podejrzany z definicji. Nie mam zamiaru ferować jakichkolwiek wyroków w tej sprawie. Ale czy potraficie Państwo w normalnym kraju wskazać prezesa wielkiego koncernu, który przez wiele lat kariery zawodowej zdołał zarobić jedynie na kawalerkę i używany samochód? Umiejętność inwestowania także w zakresie majątku prywatnego świadczy o zaradności i jest jedną z cech dobrego menedżera. Jakże często osoby z małych ośrodków, jeśli osiągają sukces, to zwykle jest to sukces dzięki ich uporowi i zdolnościom. Bo nie mają podanego niczego na tacy i muszą walczyć z obiegowymi opiniami, jak choćby ta, że tylko ci z wielkich miast, a najlepiej tacy, którzy w dodatku kształcili się za granicą, są coś warci. To wcale nie znaczy, że dziennikarze nie mogą się nimi interesować i tego majątku prześwietlać. Po to w końcu są, na tym między innymi polega ich misja.
Badania opinii publicznej, opublikowane przez „Gazetę Wyborczą”, pokazały, że elektorat PiS stoi murem (96%) za prezesem Orlenu, zaś „anty-PiS” w większości mu nie wierzy. To kolejny symptom szkodliwego dla Polski zjawiska. O wiarygodności osób czy instytucji nie powinno się dyskutować przez pryzmat politycznych sympatii – bo w końcu nawet wybory kulturalne czy kulinarne staną się wyborami politycznymi. Każdy z nas po to ma swój rozum, by oceniać informacje, ważyć ich wiarygodność, z dystansem traktować polityków, którzy każą wierzyć we wszystko bez weryfikacji.
Społeczeństwo obywatelskie musi być społeczeństwem świadomym, a nie podążającym ślepo za partyjnymi harcownikami. Dlatego tak ważna jest powszechna edukacja również ekonomiczna.
