Nie milkną echa stuprocentowo męskiego panelu o zdrowiu reprodukcyjnym kobiet, który kilka tygodni temu odbył się pod przewodnictwem republikanina Darella Issy. Prezydent Obama wkrótce potem podjął decyzję, iż świadczenia związane ze zdrowiem reprodukcyjnym kobiet mają być dostępne w ramach ubezpieczenia. Na tym jednak się nie skończyło. Sprawę postanowił skomentować nie kryjący swych republikańskich sympatii znany konserwatywny dziennikarz Rush Limbaugh.

REKLAMA
Sandra Fluke, studentka prawa z Georgetown University, której Issa nie pozwolił przemówić uzasadniając to tym, że jej słowa “nic nie wniosą”, dotarła ze swoim przesłaniem do milionów ludzi. Próba ocenzurowania debaty przyczyniła się do nagłośnienia wystąpienia kobiety, która najpierw w materiale udostępnionym na You Tube, a potem przed demokratyczną komisją Kongresu, wypowiedziała się za dostępnością antykoncepcji w ramach ubezpieczenia zdrowotnego. Uczyniła to w imieniu większości Amerykanek, które stosują (stosowały) te środki.
Zdjęcie z męskiej debaty o kobietach i nagranie Sandry Fluke błyskawicznie rozprzestrzeniły się w internecie i zdobyły duże zainteresowanie tradycyjnych mediów. Panel tylko-panów-ekspertów stał się również obiektem żartów.
Prezydent Obama podjął wkrótce potem decyzję, iż świadczenia związane ze zdrowiem reprodukcyjnym kobiet mają być dostępne w ramach ubezpieczenia. Na tym jednak sprawa się nie zakończyła. Sprawę, a właściwie samą Sandrę Fluke, postanowił skomentować nie kryjący swych republikańskich sympatii (delikatnie rzecz ujmując) znany dziennikarz Rush Limbaugh.
Co nam to mówi o studentce Sandrze Fluke, która staje przed kongresową komisją i w gruncie rzeczy mówi, że trzeba jej płacić za seks? Kim wobec tego jest? Jest szmatą, prawda? Jest prostytutką. Trzeba jej płacić za to, by uprawiała seks.
Wypowiedź Limbaugh wywołała burzę. Część sponsorów wycofała się z finansowania jego programu radiowego. Limbaugh stwierdził później, że co prawda studentki nie można nazwać szmatą, ale adekwatnym określeniem jest rozpustnica. Sytuacja dojrzała do tego, że w sprawę zaangażował się sam prezydent Obama, który zadzwonił do Fluke z wyrazami wsparcia i podziękowaniem za jej działalność na rzecz praw kobiet.
Efektem słów Limbaugh były hojne wpłaty na kampanię Partii Demokratycznej “Zakończ republikańską wojnę z kobietami” - w samym zeszłym tygodniu wyborczynie i wyborcy przekazali na jej konto 1,1 mln dolarów.
Poza tym uwagę mediów zyskało stare jak świat zjawisko “slut-shaming”, polegające na poniżaniu lub wyśmiewaniu kobiet prowadzących życie seksualne lub nawet tylko podejrzewanych o to, że je prowadzą. Zgodnie z seksistowską logiką slut-shamingu, kobieta której doświadczenia seksualne nie są ograniczone do współżycia z (jednym) mężem, może być nazwana szmatą, dziwką, zdzirą lub puszczalską.
Slut-shaming (termin jeszcze nie ma polskiego odpowiednika, być może adekwatne byłoby “zdzirowanie”) wpisuje się w kulturę gwałtu uprawomacniającą męską przemoc wobec kobiet - szmatę można zgwałcić gdyż sama się o to prosi, a ponieważ większość kobiet według tej definicji to szmaty, to przemoc mężczyzn wobec kobiet jest usprawiedliwiona, usankcjonowana i normalna.
Sandra Fluke jako kobieta stosująca antykoncepcję, a na dodatek rzeczniczka praw reprodukcyjnych kobiet, jest zgodnie z taką optyką szmatą w dwójnasób. Gdy Fluke nie została uciszona przez zakaz wypowiedzi przed komisją, “szmatą” postanowił zakneblować ją prorepublikański dziennikarz - czterokrotnie żonaty, bezdzietny piewca tzw. tradycyjnych wartości. Na szczęście dla kobiet umiejętne wykorzystanie internetu sprawia, że nie można ich już zakneblować.