Koń, jaki jest, każdy widzi. Tym słynnym zdaniem autorstwa Benedykta Chmielowskiego zapisaliśmy się, jako naród, w światowej historii leksykografii. Choćby z tego tylko jednego powodu każdy Polak, nawet mały, powinien umieć odróżnić konia od innych zwierząt gospodarskich. Zwłaszcza wyborca PiS, bo wyznawcy tej akurat partii chętnie nawiązują do husarskiej tradycji, „ich” prezydent natychmiast objęciu urzędu wymienił w gabinecie Nowosielskiego na Kossaka, a nominowany na dyrektora kumpel „pisowskiego” ministra osobiście doprowadził do upadku stadninę w Janowie.

REKLAMA
Poza tym, poziom urbanizacji jest u nas ciągle niewysoki i tak się składa, że większość wyborców pana prezesa mieszka w polskim interiorze, gdzie furmanka to wciąż jeszcze stały element krajobrazu.
A tu, tymczasem, najważniejsi ministrowie w państwie, ten od obronności i drugi – od bezpieczeństwa wewnętrznego, nie potrafią odróżnić konia od innych zwierząt gospodarskich. Konkretnie od krowy.
To jednak, w zasadzie, dobrze. Bo w zaistniałej sytuacji naród nie ogarnie, że wierząc swoim ministrom podobny jest do stada baranów. I że niektórzy popierani przezeń politycy zachowują się jak świnie, a inni jak osły (z góry przepraszam i osły, i świnie za to niezbyt stosowne porównanie). Elektorat konsekwentnie też nie zauważa, jak – chodząc na paskach TVP – jest regularnie zapędzany w kozi róg.
Minister Czarnek, zwiększając wymiar nauczania religii kosztem biologii, jeszcze przyczynia się więc do zbydlęcenia narodu, ale przecież czyni tak w dobrze pojętym interesie swojej partii, która, pomimo niekompetencji ministrów, zyskała właśnie przedłużenie stanu wyjątkowego na kolejne dwa miesiące.
Tak więc, szarża panów Kamińskiego i Błaszczaka ostatecznie okazała się sukcesem. Starannie przygotowana, bogato ilustrowana „narracja” o imigrantach, którzy z pomocą swoich amerykańskich telefonów zamierzają szerzyć w Polsce terroryzm, pornografię i inne zboczenia potknęła się – owszem – na rogaciźnie. Ale przecież nie na tyle, żeby wywrócić misterny plan związany z przedłużeniem stanu wyjątkowego na granicy.
Inna sprawa, że to dość, by nadwyrężyć i tak już kruche zaufanie niepiwowskiej części społeczeństwa do aktualnej władzy.
Bowiem, pomimo planowanych deficytów wiedzy narodu o naturze, okazało się, że przynajmniej niektórzy Polacy nie gęsi, lecz swój język mają. I nawet zwyczajny internauta rozpozna w zwierzęciu rzekomo molestowanym przez imigranta- zoofilia z białoruskiej granicy nie krowę, jak twierdzili oficjele, ale klacz. Szybko ustalono też, że film, rzekomo pochodzący z komórki uwięzionego na granicy „Araba”, jest pornograficznym „kawałkiem klasy D, pamięta czasy technologii VHS i jest do skopiowania w Sieci.
Wyszło więc na to, że wystąpienie oczerniające imigrantów było grubymi powrósłami szyte. No, koń by się uśmiał.
Inna sprawa, że w czasach „pisizmu” ten się śmieje, kto się śmieje ostatni. Bo jednak oszczerstwa zostały uszyte skutecznie, czyli że minister siwka od krasuli odróżniać nie musi. Wystarczy, że umie się posługiwać narzędziami rolniczymi, zwłaszcza kłonicą i cepem, i nie zawaha się ich użyć.
I tutaj właśnie tkwi – zdaje się – znana już chyba wszystkim tajemnica „Pisowskiej Ośmiornicy”, czyli kadrowej sieci krewnych i znajomych pana prezesa i jego czynowników, oplatającej gęsto cały aparat państwa, na czele ze spółkami skarbu. Zdaje się, że to zastępca rzecznika partii prezesa, z wykształcenia maturzysta (teraz podobno coś tam studiuje) Radosław Fogiel, wyznał publicznie, że to nie nepotyzm ani kolesiostwo, tylko przemyślana, starannie zaplanowana strategia. Bo za poprzednich swoich rządów PiS postawił na fachowców i wtedy „nie wyszło”. Okazało się, że oni mieli „inne niż partia podejście do kwestii społecznych i gospodarki”. Wykształcenie kierunkowe im w rządzeniu po pisowsku przeszkadzało. I system wartości. Oraz – zdaje się – wiedza ogólna tudzież resztki wstydu i przyzwoitości, a też przynajmniej szczątkowe poszanowanie dla racjonalizmu i standardów europejskich.
Teraz, po obsadzeniu kraju swojakami, to już nie problem. A koń, jaki jest i tak każdy widzi.