Premier Morawiecki w sposób „kompleksowy” przedstawił wczoraj dokładnie to samo, co w sposób niekompleksowy przedstawił dwa tygodnie temu.

REKLAMA
Jego prezentację slajdów można podsumować tak:
1. PiS po raz kolejny „odkrył” ustawę Platformy Obywatelskiej z 2015 roku (o Funduszu Wsparcia Kredytobiorców). Ustawa nie przystaje do dzisiejszej sytuacji społeczno-gospodarczej, ale wg nowej Minister Finansów niskie zainteresowanie Funduszem Wsparcia wynika z….braku promocji. (Strach się bać, ile milionów wydadzą na promowanie PiS-u pod płaszczykiem promowania Funduszu). Następnie Minister wyjaśniła, że Fundusz już działa, bo ustawa jest gotowa, a chwilę później dodała, że warunki skorzystania z pomocy można jednak zmienić, bo przecież narazie to są założenia i będą „szeroko konsultowane”.
2. Kolejne „odkrycie” Premiera to…. obligacje! Tymczasem już miesiąc temu Donald Tusk ogłosił trzy ustawy, które Platforma Obywatelska przygotowała, żeby z jednej strony ściągnąć zbyt dużo pieniędzy z rynku i osłabić popyt, czyli zmniejszyć drożyznę, a z drugiej wesprzeć tych, którym inflacja szczególnie daje w kość. Jedną z ustaw jest, złożona już w Sejmie, ustawa o obligacjach emitowanych przez NBP i oprocentowanych wskaźnikiem inflacji, czyli chroniących Polaków przed utratą oszczędności.
3. Powtórzony został też pomysł zamiany WIBOR na inny wskaźnik referencyjny - ON (Polonia), co miałoby obniżyć raty kredytów. To rozwiązanie Morawiecki proponuje jednak dopiero w przyszłym roku. Dlaczego? Bo rozbieżność między wskaźnikiem WIBOR 3M/6M a wskaźnikiem ON jest tym większa, im wyższe są oczekiwania na dalsze podwyżki stóp procentowych. A wszystko wskazuje na to, że w przyszłym roku RPP nie będzie już podnosiła stóp, zatem różnica miedzy tymi dwoma wskaźnikami znacząco się zmniejszy, może nawet zniknie. Czytaj: banki jednak nie stracą, a o to głównie dba Mateusz Morawiecki.
4. No i wakacje kredytowe. Tak, mogą pomóc przetrwać tarapaty, w które wpędził ludzi Glapiński z Morawieckim, ale są tylko przesunięciem zysku banków w czasie i właściwe każdy kredytobiorca może je sobie sam wynegocjować ze swoim bankiem. Nie trzeba tu żadnej ustawy! Bank, szczególnie w sytuacji dużej nadpłynności, woli przesunąć raty niż wpędzić swojego klienta w spiralę zadłużenia i narazić swój portfel na toksyczny kredyt.
Konkludując,
⁃ już w styczniu na Kongresie „Odporna Polska” mówiłam o koniecznym wsparciu dla kredytobiorców oszukanych przez Prezesa Glapińskiego. Rząd PiS potrzebował pięciu miesięcy, żeby ogłosić, że „chce, aby”.
⁃ Rada Krajowa PO zobowiązała swoich parlamentarzystów do złożenia ustawy o obligacjach, które nie tylko ochronią oszczędności Polaków, ale będą realną presją na banki do podniesienia oprocentowania depozytów. A M. Morawiecki dopiero po miesiącu obudził się i zapowiedział, że zapowie w najbliższym czasie jakieś obligacje dla obywateli. Niestety, nawet jeśli to w końcu zrobią, to będą to papiery Skarbu Państwa, a nie NBP, co znaczy, że nie będzie działania antyinflacyjnego, bo rząd PiS z łatwością wyda wszystkie pieniądze, jakie ma, a nawet te, których nie ma i w ten sposób podkręci tylko drożyznę.
Na koniec usłyszeliśmy z ust Morawieckiego słowa, które dziwnie zabrzmiały w ustach Premiera, który wpędził Polskę w zapaść inwestycyjną:
„GOSPODARKA POTRZEBUJE INWESTYCJI”!
Po tym odkryciu zasługującym na ekonomicznego Nobla, szef rządu dorzucił (te słowa kierował chyba do Z. Ziobry blokującego pieniądze z KPO): „gospodarka potrzebuje inwestycji bez zaciągania kredytu!”
I tu pogubiłam się całkiem, bo przecież wg Prezesa NBP nie potrzebujemy żadnych pieniędzy unijnych na inwestycje, bo mamy nieprzebrane ilości własnych.