O sprawach zmian klimatu rozmawiamy dzisiaj jak o wojnie, która ma się nie wydarzyć, ale jednak nadchodzi i zaczyna nas dotyczyć jak nic nigdy wcześniej. Znajome, prawda? Używam tej analogii, bo świetnie pasuje do poziomu zagrożenia, przed którym stoimy. W jednym i drugim przypadku mamy do czynienia z realnym zagrożeniem dla ludzkiego życia. O sile natury przypomina ostatnio choćby wyprodukowany przez Netflix serial "Wielka woda". To także temat intrygującego warszawskiego festiwalu współorganizowanego przez Ministerstwo Edukacji i Miasto Warszawa. Jesteście ciekawi czy ktoś w Polsce pracuje nad tym, abyśmy czuli się bezpiecznie?

REKLAMA
Mamy jakąś strategię obrony przed tą "wojną"?

Nasze polskie "zielone dyskusje", komunikacja na linii obywatele - obywatele, rząd - samorząd - obywatele, są marginalne. Wszyscy przyznają, że to temat ważny, ale nie planujemy z tego powodu kupić tysiąca czołgów, wybudować płot na granicy, zaszczepić populację lub np. wydać dodatkowy procent PKB, aby zapobiegać efektom zmian klimatycznych. Zachowujemy się tak jakbyśmy niespecjalnie wierzyli, że nadchodzi katastrofa. Z drugiej strony nie stwierdzamy, że to bzdura i trzeba się skupić na czymś innym. Właściwie mamy w kraju jakiś konkretny plan, wizję, strategię? Jeśli tak, dajcie znać w komentarzach. Odpowiedzi na to pytanie poszukiwałem na warszawskim Festiwalu Przemiany, o którym za chwilę opowiem nieco więcej.
Kwestie klimatyczne mogą kojarzyć się dzisiaj niektórym z przekupnymi międzynarodowymi organizacjami pozarządowymi, przepełnionym hipokryzją CSR wielkich korpo, które dbają wyłącznie o rating jako spółki giełdowe. Do tego nową formą ekokonsumpcjonizmu czyli namawiania klientów, aby konsumowali równie dużo jak do tej pory, ale wybierali produkty recyklingowane. Rzecz w tym, że zaspokajanie naszych egoizmów jest pewnie dzisiaj kluczem do "uratowania świata".
Nie wydaje się Wam, że sens ma tylko mocno kapitalistyczna ekologia? Taka, która opłaca się biznesowi, a ludziom daje pracę. To musi być ekologia, o której chcemy słuchać, o której ktoś potrafi opowiadać i przekonać nas, że bycie w tej kwestii "dobrym" zwyczajnie nam się opłaca. Tak, ujmuję to bardzo dosadnie, ale - na moje oko - dopóki nie poczujemy albo strachu przed bezpośrednim zagrożeniem, albo jakichś konkretnych korzyści, nadal będziemy prowadzić "lifestylowe dysputy".
Pewnie niewiele wydarzy się w tej kwestii jeśli do ekologii nie przekonają się światowi liderzy biznesu. Jeśli ktoś nie przekona ich, że opłaca się być pierwszym w nowych branżach, niczym Elon Mask. Koszt związanego z tym ryzyka powinny przejąć na siebie rządy państw.
Logo Ministerstwa Kultury i Miasta Warszawa obok siebie na Festiwalu Przemiany

Intrygujący warszawski Festiwal Przemiany to intelektualne wyzwanie dla mieszkańców polskich miast i przestrzeń do konkretnej rozmowy o naszej przyszłości rozumianej trochę szerzej niż "od wyborów do wyborów". Poznalibyście tutaj ludzi zainteresowanych socjologią, architekturą, ekologią czy kinem - to przestrzeń wypełniona dyskusją w międzynarodowym gronie ekspertów. To właśnie tutaj w materiałach promocyjnych, w zakładce Organizatorzy spotykają się logotypy Ministerstwa Edukacji i Miasta Warszawa. Nic w tym dziwnego, bo takich imprez jest stosunkowo niewiele. Na stronie czytamy wypowiedź kuratora Festiwalu Przemiany 2022:
"Do 2050 roku w miastach mieszkać będzie 68% ludzkości. Mimo że zajmują one zaledwie 3% powierzchni Ziemi, odpowiadają globalnie za od około 70% zużycia energii i 75% emisji związków węgla. Współczesne metropolie, pełne betonu, rachitycznych trawników i niekończącej się sieci energochłonnych urządzeń to prawdziwe punkty zapalne na klimatycznej mapie świata. [...] Jak sprawić, aby miejskie aglomeracje stały się zdrowsze, bardziej zrównoważone i przyjazne dla wszystkich zamieszkujących je gatunków? Konieczne jest podejmowanie działań mitygacyjnych, czyli powstrzymujących zmiany klimatu m.in. poprzez inteligentne zarządzanie energią oraz redukcję gazów cieplarnianych, a także adaptacyjnych, pozwalających zwiększać odporność terenów zurbanizowanych na ekstremalne zjawiska pogodowe. Główna zmiana powinna jednak dotyczyć naszych przekonań i nawyków. "
W niedzielę w Centrum Nauki Kopernik obejrzałem dokument "Journey to Utopia", który sprowokował mnie do napisania tego ogólnego blogowego wpisu. Bardzo szczera wypowiedź autora pokazująca jakim wyzwaniem społecznym, ale także rodzinnym i finansowym jest dla jednostki realne zaangażowanie się w kwestie klimatyczne. Jego rodzina - dręczona wyrzutami sumienia - zostawia swój dom i przeprowadza się do utopijnej, ekologicznej wioski Permatopii, w której mieszkańcy prowadzą wspólne gospodarstwo rolne. Film w niesztampowy sposób pokazuje przenikające się perspektywy - kobiecą matki, męską ojca, ale także punkt widzenia małych dzieci i przede wszystkim dojrzewającej nastolatki.
Dla mnie ten film pokazuje także, że kluczem do zapobiegania negatywnym efektom zmian klimatycznych jest nie tylko ekokapitalizm, ale także idee urbanistyczne, architektoniczne sprzyjające tworzeniu mniejszych wspólnot i społeczności. Jeśli mamy walczyć o środowisko naturalne, musimy podjąć się społecznej odpowiedzialności. Wydaje się, że zafunkcjonuje to dużo łatwiej w małych społecznościach, w których ludzie są sobie bliżsi, w których solidarność nabiera innego znaczenia.
Dobrze, że są miejsca, w których podejmujemy odpowiedzialne dyskusje o globalnych i polskich negatywnych skutkach zmian klimatycznych. Świetnie byłoby zobaczyć za rok, że takie wydarzenia odwiedzają czołowi polscy politycy, naukowcy, a nawet influencerzy.