Bezrobocie w bogatych krajach jest tematem często podejmowanym przez ekonomistów, polityków i dziennikarzy. Znacznie rzadziej mówi się o tym, że w samej Unii Europejskiej setki tysięcy ludzi pracują pod przymusem i nie mogą się z tej opresji uwolnić. Na całym świecie zjawisko to dotyczy niemal 21 milionów – wynika z danych ILO. Jak stwierdziła w czerwcowym raporcie Joseph Rowntree Foundation (JRF), w wybranych dziewięciu do badan krajach Unii, rządy zachowują niejednoznaczne stanowisko wobec pracy przymusowej. Często tolerują ją pomimo jej nielegalnego i niehumanitarnego charakteru. Pośród poddanych analizie państw znalazła się Polska.
880 tysięcy niewolników w Unii Europejskiej?
REKLAMA
Z pracą przymusową mamy do czynienia, gdy zatrudniony nie może swobodnie odejść, bo jest ograniczany fizycznie lub znajduje się pod presją, wynikającą z zastraszania lub szantażu. Według Międzynarodowego Biura Pracy (The International Labour Office – ILO) w 2012 roku najszerszy zasięg miało to zjawisko w Centralnej i Południowo-Wschodniej Europie (poza UE) oraz krajach WNP, gdzie pracowało w ten sposób 4,2 na 1000 mieszkańców, następnie w Afryce (4,0), na Bliskim Wschodzie (3.4), w Azji i rejonie Pacyfiku (3,3), w Ameryce Łacińskiej i na Karaibach (3,1), w Unii Europejskiej i innych krajach wysoko rozwiniętych gospodarczo (1,5), przy czym w same UE – prawie 1,8. Ogółem na świecie 55 procent stanowią kobiety i dziewczynki, a pozostałą część – mężczyźni i chłopcy. Dorosłych jest 76 procent, a pozostała niemal jedna czwarta – to osoby, które nie ukończyły 18 lat. 90 procent procederu pracy niewolniczej dotyczy sektora prywatnego (22 proc. – eksploatacji seksualnej, 68 proc. – innych form wykorzystywania), a 10 procent – pracy narzuconej przez państwo. W niemal połowie przypadków okres niewolniczej pracy nie trwa dłużej niż pół roku, jednak co dwudziesta tak zatrudniona osoba doświadcza tak beznadziejnej sytuacji przez ponad pięć lat.
W Europie w powszechnym przekonaniu niewolnicza praca staje się udziałem migrantów spoza spoza Unii, jednak w rzeczywistości aż 61 procent niewolniczo pracujących w UE to jej obywatele, głównie z Rumunii, Bułgarii i... Polski. Najczęściej wykonywane była praca w gospodarstwie domowym, rolnictwie, budownictwie, hotelarstwie i przemyśle tekstylnym. Zdarzały się jednak także przypadki zmuszania do nielegalnej aktywności, na przykład do żebrania. Główny autor raportu Nick Clark z Metropolitan London University, główny autor raportu JRF, w rozmowie z dziennikiem „The Guardian” stwierdził, że najbardziej zaskoczony był tym, z jaką łatwością udawał się znaleźć przykłady przymusowej pracy. A przecież krajami objętymi badaniem były kraje wysoko rozwinięte, demokratyczne i o rozbudowanym prawodawstwie: Niemcy, Francja, Włochy, Holandia, Szwecja, Hiszpania, Irlandia, Polska i Litwa.
Ludzie byli fizycznie krępowani i zastraszani przez pracodawców, ale znacznie subtelniejszą prawdą jest to, że system opieki społecznej oraz systemy imigracji i pracy wszystkie pozostawiały ludziom na dole drabiny zatrudnienia bardzo niewiele do wyboru i w tych warunkach odkrywaliśmy przestępcze praktyki i pracodawców mających się świetnie we wszystkich krajach, które zbadaliśmy – powiedział Clark. Stwierdził, że założenie, jakoby zmuszanie do pracy dotyczyło jedynie ludzi przemyconych przez granicę spoza Unii Europejskiej i że wystarczy ich odesłać z powrotem, jest błędne, gdy większość zatrudnionych w niewolniczej pracy to obywatele Unii. Jego zdaniem problem ma charakter strukturalny.
Ten raport doprowadził mnie do przekonania, że jeśli rządy uważałyby, że mogą wykorzenić pracę przymusową bez wykorzenienia złego traktowania pracowników, to zrobiłyby to. Ale praca przymusowa jest skutkiem ubocznym procesu deregulacji, który widzimy w całej Europie i który cofa granice ochrony nisko płatnej pracy, w nieuchronnie zamazując różnice pomiędzy złym traktowaniem i pracą przymusową – ocenił naukowiec z Londynu.
Bezrobocie, praca na czarno (bez jakiejkolwiek umowy i gwarancji zapłaty), praca na szaro (ze znaczącą częścią płacy nie objętą umową, bez podatku i ubezpieczenia), praca na „uczciwych” umowach śmieciowych, praca nisko płatna niepozwalająca na godne życie i utrzymanie rodziny – są to wszystko zjawiska z tego samego zaklętego kręgu neoliberalnej logiki maksymalizacji zysku kosztem pracowników. Wyzysk przyjmuje jednak również formę pracy przymusowej. W Europie doświadczają jej nie tylko imigranci z Maroka i Tunezji, Rosji i Ukrainy, Chin i Tajlandii, lecz również obywatelki i obywatele samej Unii. Nierówności materialne istnieją przecież nie tylko między państwami i regionami, lecz także między mieszkańcami danego kraju. Fizyczna przemoc, lecz częściej – brak alternatyw i podjęcie niekorzystnych zobowiązań przy braku sprawnie działających instytucji państwa sprawiają, że setki tysięcy ludzi doświadczają tej najgorszej, niewolniczej formy wyzysku.
Walcząc o swoje prawa razem ze związkami zawodowymi, przeciwstawiając się nieuczciwości, złym warunkom pracy, umowom śmieciowym, powszechnej prekaryzacji, pamiętajmy, że praca przymusowa jest inną stroną tego samego, dotyczącego nas wszystkich problemu. Dopóki państwa będą tolerowały choćby czasowe niewolnictwo, praca, także ta legalna, nie będzie przez część zatrudniających ceniona, a świadczący ją – szanowani tak, jak na to zasługują.
Więcej:
Unia Europejska