Kilka tygodni temu pojawił się news, że Beverly Hills zamknęło swoje wypożyczalnie DVD w Polsce. Wczoraj przeczytałem, że telewizja publiczna zamierza zdjąć z ramówki „Dobranockę”. W obu przypadkach pomyślałem, że to jak koniec pewnej epoki.
REKLAMA
Dobranocka znika, bo rządzi oglądalność. Jak mówi prezes telewizji, dzieci przestawiły się na kanały tylko im dedykowane, a „Wieczorynkę” (tak się teraz nazywa Dobranocka) oglądają przede wszystkim emeryci. Wypożyczalnie Beverly Hills zniknęły z polskich miast z tego samego powodu – przestały zarabiać. W świecie, w którym można bez problemu wypożyczyć film nie wychodząc z domu, a nawet nie wstając z fotela, nie powinno to dziwić. Ale jakaś niewielka nostalgia pozostaje.
W dyskusji o finansowaniu partii politycznych dominuje to samo – obawa przed plajtą. Teraz każda sejmowa partia ma do końca kadencji zapewniony byt. Jeśli zlikwidujemy finansowanie z budżetu, a w zamian damy możliwość dobrowolnego odpisu na wybraną partię w wysokości 0,5% (ale do kwoty 4 złotych), co już trzeci raz proponuje Ruch Palikota – wprowadzimy zupełnie nowy wymiar międzypartyjnej konkurencji. Rywalizacja na trzy miesiące przed wyborami pozostanie, ale pojawi się nowy wyścig o 4 złote od wyborcy, który będzie trwał nieustannie. Krytycy naszego projektu mówią, że to źle, że kampania wyborcza będzie trwała cały czas. Ja mam zupełnie inne zdanie. Kampania będzie permanentna, ale to będzie zupełnie inna kampania. Nie wystarczy kilkaset billboardów i kilka wyborczych obietnic, którymi partie epatują przez kampanijne miesiące. To pewnie pozostanie, bo wynik wyborczy nadal będzie ważny. Ale żeby przekonać Kowalskiego, by odpisał z podatku swoje 4 złote, partie będą musiały tydzień po tygodniu, miesiąc po miesiącu te wygłoszone wcześniej obietnice realizować, bo Kowalski będzie im patrzył na ręce. A jego żona dokładnie sprawdzi, na co te 4 złote z podatku wydał. Jeśli na garnitury i wynajem boiska – następnym razem odpisu nie będzie.
Platforma Obywatelska doskonale wie, że finansowanie partii z budżetu Polakom się nie podoba. Już w 2010 roku w sondażu TBNS OBOP aż 75% z nich miało właśnie taką opinię. A jeszcze bardziej nie podobają im się zestawienia publikowane w ostatnich dniach, dokumentujące, na co ich – podatników – pieniądze zostały wydane. Nie bez powodu PO właśnie dziś wychodzi z propozycją całkowitej likwidacji tego mechanizmu. Mimo że w zeszłym roku dwukrotnie odrzuciła w Sejmie ustawę, która m.in. to zakładała. Pomysł wraca, bo trzeba podreperować nadszarpnięty wizerunek – to oczywiste. Tym bardziej, że sondaże z punktu widzenia Platformersów nie są jak Dobranocka, a raczej jak film grozy. Dziś na ewybory.pl Platformę wyprzedza Europa Plus, wskakując na drugie – po PiS – miejsce. Również dziś Gazeta Wyborcza publikuje sondaż TNS Polska, zgodnie z którym aż 64% warszawiaków chce odwołania Hanny Gronkiewicz-Waltz. To oznacza realne ryzyko utraty władzy w najbardziej prestiżowym mieście, uważanym dotąd za bastion Platformy.
Projektu-widma ustawy PO, likwidującej finansowanie partii z budżetu jeszcze nie ma, a już wzbudził ogromne kontrowersje. Mocno zdenerwował koalicjanta, który bez budżetowych pieniędzy może sobie nie poradzić. Słowa, że Tusk to „facet który traci poczucie rzeczywistości” nawet jak na posła Kłopotka są bardzo ostre. Premier sądzi, że ustawa PO nie ma w Sejmie szans. Doskonale wie, że PSL projektu nie poprze, tak samo jak PiS i SLD. Solidarna Polska ma za mało sejmowych szabel. Tusk jest też przekonany, że Ruch Palikota będzie walczył o swój projekt (dobrowolny odpis od podatku zamiast pieniędzy z budżetu) – więc zagłosuje za odrzuceniem platformerskiego. Tyle że tu może go spotkać niespodzianka. I dobranocki nie będzie. Pozostanie tylko nostalgia za garniturami za budżetowe pieniądze.
