Ten tekst przyszło mi pisać w przededniu rozpoczynającego się cyklu wyborczego wewnątrz Platformy Obywatelskiej, w trakcie burzliwej dyskusji na temat OFE, po „aferze” garniturowo-garsonkowej, oraz sytuacji, gdy aż 79% Polaków wyraża zadowolenie ze swojego życia w Polsce. Trudny czas na debiut blogerski, zwłaszcza dla kogoś kto jest jednocześnie członkiem PO, przedsiębiorcą i gejem. Nie pozostaje mi nic innego, jak dokonać próby rozrachunku z moją partią i z dzisiejszą rzeczywistością społeczno-polityczną. Niech będzie to skromny bilans otwarcia mojego nowego, blogerskiego życia na portalu Na Temat.pl, któremu dziękuję za gościnę.

REKLAMA
Od kilku miesięcy cała Polska zastanawia się nad przyczynami spadającego poparcia sondażowego partii rządzącej oraz gwałtownego spadku zaufania do rządu. Niech ten, może nieco przydługi tekst, będzie moim wkładem w dyskusję.
Cofnijmy się do nieodległej przeszłości.
Formuła partii wielonurtowej sprawdzała się w latach 2007-2011. Wówczas przed Polską stały nieco inne cele, a Polacy nieco inaczej definiowali swoje własne aspiracje. To był czas, w którym mimo wielu dramatycznych i obiektywnych przeciwności losu, pokazaliśmy, że politykę można uprawiać
w sposób spokojny, racjonalny i wyważony.
Bez specjalnej histerii, co było przedmiotem wielu zarzutów, sprzątaliśmy kraj po fatalnych rządach braci Kaczyńskich. Rozpoczynaliśmy proces inwestycyjny na skalę nie spotykaną nigdy wcześniej, przygotowywaliśmy Euro 2012. Odbudowaliśmy reputację Polski na arenie międzynarodowej, zwłaszcza europejskiej.
Jednocześnie udało się przeprowadzić kilka istotnych zmian. Przypomnę tylko likwidację obowiązkowego poboru do armii, szybkie uchwalenie ustawy środowiskowej, które miało kapitalne znaczenie dla odblokowania procesu inwestycyjnego w Polsce, likwidację emerytur pomostowych, tzw. pakiet Szejnfelda zmniejszający poziom biurokracji w obszarze przedsiębiorczości. Ponad to powołaliśmy rzecznika praw pacjenta, przywróciliśmy funkcję pełnomocnika rządu ds. równouprawnienia oraz wprowadziliśmy cały szereg innych mniej lub bardziej widocznych zmian przyczyniających się do racjonalizacji wydatków publicznych oraz tworzenia bardziej przyjaznej atmosfery dla przedsiębiorców i życia obywateli.
Wówczas nie odczuwaliśmy jeszcze tak dotkliwie skutków globalnego kryzysu.
Równocześnie mieliśmy już świadomość, że musimy żegnać się z wieloma własnymi marzeniami i planami i że wiele inwestycji nie zostanie ukończonych w planowanym wcześniej czasie.
Mimo wszystko społeczeństwo doceniło nasze wysiłki i dało nam silny mandat w 2011.
Cóż takiego się więc zdarzyło, że po półtora roku, po udanych dla nas wyborach, popadamy w niełaskę wyborców i jesteśmy poddawani gwałtownej krytyce?
Kilka oczywistych dla mnie przyczyn.
Po pierwsze, dość gwałtownie zaczęliśmy odczuwać skutki spowolnienia gospodarczego, jednocześnie dostrzegając, że rządzący nie nadążają z propozycjami zmian za narastającą dynamiką negatywnych zjawisk w gospodarce, a przekładających się wprost na finanse publiczne i rynek pracy. Mam poczucie, że gdzieś w zapomnienie odeszła walka z biurokracją, zapomnieliśmy o upraszczaniu systemu podatkowego, do lamusa poszły pomysły na reformę tych instytucji, które są odpowiedzialne za obsługę przedsiębiorczości. W zamian minister finansów ma właściwie zawsze tylko jedną odpowiedź, a jest nią dokręcanie śruby podatkowej. Trudno nie odnosić wrażenia, że taka polityka przynosi skutki odwrotne od zamierzonych. Widać to po tym, jak rozrasta się szara strefa gospodarcza, a coraz większe ciężary ponoszą uczciwie działający przedsiębiorcy. Minister Rostowski, który dramatycznie i z sukcesami walczy o bezpieczeństwo finansów, równocześnie nie potrafi sformułować niemal żadnej oferty dla polskiego przedsiębiorcy.
Jak tlenu brakuje mi kogoś o potencjale intelektualnym oraz percepcji rzeczywistości podobnej
do prof. Balcerowicza. Balcerowicz, w przeciwieństwie do Rostowskiego, dostrzega z jednej strony interes budżetu państwa, z drugiej zaś strony bardzo dobrze rozumie potrzeby gospodarki.
Po drugie, ogromne inwestycje infrastrukturalne, zwłaszcza drogowe, które miały być jednym
z ważniejszych źródeł wzrostu PKB, stały się przekleństwem dla wielu firm budowlanych. Przyczyny nie są jednoznaczne, ale gołym okiem widać, że coś nie działa. A skoro coś nie działa i widać to już mniej więcej od dwóch lat, to Państwo powinno podjąć takie działania naprawcze, żeby działało.
Po trzecie, dużym problemem jest kulejąca komunikacja społeczna, a w zasadzie jej całkowity brak. Zwracałem na to uwagę już ponad rok temu, po burzy rozpętanej wokół ACTA.
Gołym okiem widać, że osoby za to odpowiedzialne nie radzą sobie z zarządzaniem debatą publiczną, informacją i szeroko rozumianą komunikacją społeczną. Działania są szczątkowe, chaotyczne
i reaktywne. Brak w tym spójnej myśli i konsekwentnego działania. Przykład pierwszy z brzegu: ustawa śmieciowa. Piękny temat na szeroką kampanię społeczną, którą można było wygrać. Zamiast tego mamy awanturę śmieciową na poziomie gmin i kolejną porażkę wizerunkową rządu oraz Platformy Obywatelskiej.
Po czwarte, kiedy w 2007 roku wygrywaliśmy wybory Polacy uwierzyli, że mocno staniemy po stronie praw i aspiracji obywateli, w kontrze do tego, co zaserwował społeczeństwu PiS.
W ostatnim okresie poszczególne grupy społeczne upomniały się z całą stanowczością
o obywatelskość Platformy Obywatelskiej. Postulaty są znane, a chodzi w nich o uporządkowanie prawa dotyczącego in vitro, wzmocnienia roli kobiet w życiu społecznym i gospodarczym, sformalizowanie związków partnerskich oraz ratyfikację europejskiej konwencji przeciw przemocy wobec kobiet. Wszystkie te tematy są w PO przedmiotem wewnętrznego, ostrego sporu, którego skutkiem jest brak możliwości osiągania kompromisu.
Uprawianie polityki pogardy przez niektórych naszych „ideologów” wobec kilku milionów obywateli, przynosi wściekłość zainteresowanych grup społecznych.
Pozwolę sobie wspomnieć tu Jarosława Gowina, który prawa obywatelskie potrafi nazwać tematami zastępczymi lub nowinkami z zachodu. Człowiek, który nie rozumie takich pojęć jak wolność i pluralizm społeczny, sam staje się tematem zastępczym i z całą pewnością szkodzi PO.
Formuła partii wielonurtowej, w której konserwatywne skrzydło tak silnie wychyla się w prawą stronę, zużyła się. Przez to stajemy się partią nijaką.
Po piąte, wciąż brakuje nam pełnej koncepcji zmian publicznej służby zdrowia oraz zmian w systemie edukacji. Tematy niezwykle wrażliwe społecznie, któremu nie poświęcę więcej miejsca, ponieważ czuję się niekompetentny, ale doceniam ich rangę.
Reasumując: przedsiębiorczość, gospodarka, podatki, prawa obywatelskie, komunikacja społeczna, zdrowie publiczne, edukacja - to tematy, którymi powinniśmy się pilnie zająć, poszukując nowych inspiracji, nowych propozycji, świeżych rozwiązań.
Warto oczywiście przypominać, że ostatnie półtora roku to nie tylko czas niepowodzeń. Przeprowadziliśmy dużą reformę emerytalną 67, mamy za sobą dobrze zorganizowany turniej Euro 2012, oddaliśmy setki inwestycji i rozpoczęliśmy kolejne, a pozycja Polski wciąż zyskuje na znaczeniu na arenie międzynarodowej.
Wskazałem dzisiaj kilka najbardziej istotnych według mnie problemów z jakimi musimy się zmierzyć, jeśli chcemy być formacją skuteczną i odzyskać choć część zaufania wyborców.
O ile chcemy spokoju społecznego i stabilnego rozwoju, uważam, że w Platformie Obywatelskiej potrzebna jest rewolucja idei i kadr.
Propozycja zmiany lidera nie jest dla mnie żadną odpowiedzią na potrzebę zmian. Donald Tusk wciąż posiada olbrzymi i największy potencjał przywódczy w PO. W moim przekonaniu premier powinien dokonać korekty organizacji swojego własnego zaplecza, nie tylko na poziomie kilku ministrów. Potrzeba nowej krwi, potrzeba ludzi inspirujących, witalnych, kreatywnych i nie bojących się mozolnej pracy. Potrzeba też zmiany koncepcji zarządzania partią, profesjonalizacji prowadzenia debaty politycznej oraz być może pożegnania się z niektórymi kolegami i koleżankami, którzy nie rozumieją koncepcji obywatelskości Platformy Obywatelskiej.
Jeśli dla kogoś największym źródłem inspiracji jest deklaracja ideowa Platformy Obywatelskiej z 2001 roku, to sam dyskwalifikuje się jako potencjalny przywódca. Społeczeństwo ewoluuje, a papier nie ma imienia i nazwiska, nawet jeśli jest uroczystym dokumentem.
Nasze korzenie to obywatele i tylko obywatele. To oni winni być naszą jedyną inspiracją.
Za dwa lata, kiedy wyjdziemy na ulice miast i gmin z ulotkami wyborczymi musimy mieć przekonanie, że wiemy czego bronimy i wiemy z jaką ofertą wychodzimy do ludzi.
Inaczej poniesiemy klęskę, mimo, że 79% Polaków jest dzisiaj zadowolonych ze swojego życia w Polsce.