Premier Donald Tusk postanowił podjąć ofensywę ostatniej szansy. Za jej początek można uznać wywiad udzielony Adamowi Michnikowi i Jarosławowi Kurskiemu, opublikowany w dzisiejszej „Gazecie Wyborczej”. Tusk momentami mówi ciekawie, jednocześnie sam obnaża główny problem ze swoim przywództwem.

REKLAMA
Momentami mówi nawet nie tyle ciekawie, co wręcz leje miód na moje serce. Przyjemnie się czyta, gdy premier opisuje swoją ewolucję od liberalnego dogmatyzmu do socjaldemokratycznej wrażliwości. Bo na pewno jeszcze nie socjaldemokratycznego programu.
Dla mnie najważniejszy w wywiadzie jest jednak następujący fragment. Michnik domaga się, aby Tusk TŁUMACZYŁ Polakom, dlaczego euro jest Polsce potrzebne. Tusk odpowiada następująco: „Nie wierzę w perswazyjno-edukacyjną rolę premiera. Premier jest od tego, żeby przedstawić wszystkie argumenty za i przeciw, a potem jasno uzasadnić decyzję, którą podjął”. Na co Michnik odpowiada „To pan nigdy nie przekona ludzi!”. I ma sto procent racji.
Dajmy już spokój euro. Weźmy na warsztat sześciolatków. Potrzebna i mądra reforma, którą premier zostawił sześć lat temu ministrom edukacji. Zamiast tłumaczyć Polakom, dlaczego posłanie sześciolatków do szkół jest dobrym pomysłem (wyrównywanie szans, łatwiejsze przyswajanie wiedzy itp.) zrzucił sprawę na barki minister Hall i Szumilas i ich niewielkie zdolności perswazyjne. Przykłady można by mnożyć.
Sam stoję na stanowisku, że nie jest sztuką robić politykę „pod sondaże”. Nie jest sztuką reformować wbrew społeczeństwu. Polityk powinien obywatelom tłumaczyć swoją wizję zmian i przekonywać do niej. Sam mam wiele doświadczeń ze spotkań z rolnikami. Zaczynałem mówić do sali eurosceptyków a kończyłem mając pewność, że większość przekonałem do korzyści z członkostwa w Unii.
Taka skuteczność perswazyjno-edukacyjna przydałaby się Polsce i w innych sprawach.
I żeby nie był to Jarosław Kaczyński. Bo on akurat na polu perswazyjno-edukacyjnym nie odpuszcza. I jest coraz bardziej skuteczny.