W normalnej demokracji, gdy zbliża się referendum i trzeba zdecydować się "za" lub "przeciw", przeciwnicy urzędującej prezydent Warszawy agitowaliby do głosu na "tak", a jej zwolennicy do głosu na "nie". W Polsce stratedzy Platformy uznali, że uratować panią prezydent może frekwencja. Stąd kuriozalne apele o to, aby warszawiacy nie szli do głosowania.

REKLAMA
Prezydent, premier, rzeczoznawcy konstytucyjni przekonują, że to najwyższa forma demokracji. Czynią to w kraju, w którym wielkim problemem jest uczestnictwo społeczeństwa w procedurach demokratycznych, a właściwie brak uczestnictwa. Sama zainteresowana wczoraj w płomiennym wystąpieniu ogłosiła, że też nie zagłosuje. Tak jakby była "za", a nawet "przeciw".
W tej sprawie głos zabrał również prymas Polski, abp Józef Kowalczyk (nie jest biskupem warszawskim). Również zachęca do pozostania w domu i dodatkowo wzmacnia przyjaciół pani prezydent autorytatywnym stwierdzeniem, że absencja w referendum to nie grzech.
Stare przysłowie amerykańskie mówi: nie wkładaj wszystkich jaj do jednego koszyka. Czytaj: jak się wywrócisz, to wszystkie rozbijesz. Najwyższe władze w Polsce, państwowe i religijne, wsadziły wszystkie jajka do koszyka HGW. Teraz pozostaje tylko modlitwa o deszcz 13 października.