W ostatnich dniach sierpnia apelowaliśmy do Premiera o utworzenie specjalnego programu operacyjnego „Metropolie” w ramach nowej perspektywy finansowej UE.
REKLAMA
Ppisałem o tym tutaj. Chodziło o to, żeby przeznaczyć 10 mld euro na inwestycje w największych polskich miastach – tak, jak od dawna przeznacza się specjalną pulę środków dla polskiej wsi. Tylko w Krakowie apel podpisało 10,5 tys. ludzi. Rząd w połowie września – w osobie minister Bieńkowskiej, która podpisała się pod odpowiedzią – odmówił, przyznając jednak, że problem niedoinwestowania naszych metropolii istnieje. W ostatnich dniach Premier najwyraźniej zmienił zdanie. Wczoraj w Łodzi Donald Tusk ogłosił, że powstanie dla nich specjalny program – Narodowy Program Rewitalizacji Miast z budżetem 25 mld zł.
Rząd ogłosił projekt jako swój, ale nie będziemy się przecież kłócić, kto jest jego autorem. Ważne, że się udało. Nie jest to co prawda 10 mld euro, o które apelowaliśmy, ale tylko około 6 mld. Środki nie będą przeznaczone na szeroko pojęte inwestycje o charakterze metropolitalnym, ale cel jest zawężony do rewitalizacji. Jednak dobre i to. Miejmy nadzieję, że rewitalizacja będzie rozumiana tak, jak myślą o niej urbaniści. Wtedy zmieszczą się i inwestycje w komunikację i w transport, jak planowaliśmy w programie „Metropolie”.
Ewidentnie apelem w sprawie programu „Metropolie” zwróciliśmy uwagę na istniejące spore problemy finansowe największych polskich miast. Tuż po przekazaniu naszego dokumentu Premierowi, do laski marszałkowskiej trafił bowiem projekt ustawy o powiecie metropolitalnym, korzystny dla największych aglomeracji, autorstwa PO. Potencjalne plusy dla obszarów metropolitalnych przewidziane w projekcie to choćby wspólna polityka przestrzenna, wspólne zarządzanie drogami czy bonusy finansowe – zwiększenie wpływów z PIT i częściowe zwolnienie z „Janosikowego” przez pierwsze 5 lat. Ustawa oczywiście nie powstała z dnia na dzień. Ale prawdopodobnie naszymi działaniami przyspieszyliśmy moment, w którym trafiła do Sejmu. Jej dużym atutem jest fakt, że jest podpisana przez posłów Platformy Obywatelskiej. Jest więc szansa, że ustawa szybko przejdzie przez Sejm i – jeśli sejmowa arytmetyka się nagle nie zmieni – zostanie uchwalona, w przeciwieństwie do projektów opozycji.
Nie mają więc racji Ci, którzy twierdzą, że opozycja może tylko krytykować albo składać w Sejmie ustawy z góry skazane na odrzucenie w I czytaniu. Opozycja może również wywierać presję. Efektem tej presji jest realizacja niektórych ważnych społecznie postulatów. I nawet jeśli rząd ukrywa przy tym ich prawdziwych autorów, to nie ma to większego znaczenia.
