
Rząd Kanady złożył w parlamencie projekt karania za umieszczanie w sieci zdjęć bez zgody osoby fotografowanej. Dwie nastolatki, które szantażowano w Internecie, popełniły samobójstwa. Po nieskutecznych - skoro nie zapobiegły tragedii - działaniach policji władze postanowiły zmienić prawo tak, aby nękający i szantażujący nie mogli czuć się bezkarni.
REKLAMA
15-letnia Amanda Todd popełniła samobójstwo w październiku 2012 roku, po dwóch latach nękania przez internetowych szantażystów, którzy rozesłali jej do jej znajomym link do zdjęcia, na którym obnażyła się podczas czatu. Policja była kilkakrotnie informowana o nękaniu, jednak nie zatrzymała w tej sprawie nikogo.
17-letnia Rehtaeh Parsons powiesiła się w kwietniu 2013 roku. Była ofiarą zbiorowego gwałtu, podczas którego robiono jej zdjęcia, a następnie prześladowano w szkole. Sprawców zidentyfikowała grupa hakerów Anonymous, jednak na prośbę rodziny ofiary nie opublikowali oni nazwisk. Policja zatrzymała w końcu dwóch nastolatków pod zarzutem... rozpowszechnianie dziecięcej pornografii. Ich proces ma się rozpocząć w grudniu.
Nowe prawo ma określić prawną definicję pojęcia "intimate images", czyli zdjęć ukazujących osobę w trakcie czynności seksualnych lub z odsłoniętymi okolicami intymnymi. Za umieszczanie takich zdjęć w Internecie bez zgody eksponowanych osób przewidziana jest kara do pięciu lat więzienia.
Sądy będą miały prawo odbierać winnym ich komputery, telefony i inne elektroniczne urządzenia użyte do zamieszczenia zdjęć w Internecie. Ponadto bliscy oskarżonych, np. małżonkowie, nie będą mogły odmówić zeznań. Na rzecz poszkodowanych będzie zasądzany zwrot kosztów związanych z usunięciem takich zdjęć z Internetu.
Mam nadzieję, że parlament przyjmie nowe prawo i Kanada stanie się jednym z krajów, które będą mogły służyć za wzór w sprawie wczesnego reagowania na elektroniczne nękanie. Jedyną wątpliwość budzi konieczność zeznawania w sprawie najbliższych osób przed sądem; jeśli oznaczałoby to także konieczność ich obciążania, miałbym wątpliwości, czy jest to moralne. Inicjatywa ustawodawcza podjęta została jednak w obliczu wzburzenia wielu obserwatorów, a ochrona zdrowia i życia niewinnych ofiar wyjaśnia nawet nietypowe postulaty.
Internet stwarza poczucie anonimowości i bezpieczeństwa, co sprawia że łatwo, nie zachowawszy ostrożności, narazić się na czyjeś złośliwe lub tylko bezmyślne działania. Także prześladowcy czują się ukryci, a więc i bezkarni. Ułatwienie w ich namierzaniu z pewnością jest krokiem w dobrym kierunku. Jednak samo prawo nie wystarczy, by zapobiec cierpieniom i tragedii. Potrzebna jest zmiana świadomości użytkowników cyberprzestrzeni. Stanowi ona źródło informacji dostępne lub mogące stać się dostępnym dla milionów ludzi. Nasze wizerunki lub chociażby osobiste wyznania czynione w prywatnych czatach mogą zostać zarejestrowane i upublicznione. Podobnie rzecz ma się ze wszystkim, co robimy lub - jak to miało miejsce w przypadku nieżyjącej już dziewczyny z czarno-białego zdjęcia - nam robią, także wbrew naszej woli, w realu.
Osobiście opowiadam także za zwiększeniem możliwości ścigania internetowych szantażystów, którzy włamują się do czyjegoś komputera lub w inny sposób wchodzą w posiadanie czyjejś korespondencji elektronicznej, by uzyskać jakąś osobistą korzyść. Być może świadomość, że nie są bezkarne, powstrzymałaby od takich działań także osoby o nieposzlakowanej opinii, które uważają, że niczym nie ryzykują usuwając wszelkie przeszkody - rzeczywiste i wyobrażone - w dążeniu do celu, na przykład robieniu błyskawicznej kariery.
Liczne badania psychologiczne wykazały, że sądy na temat czyjejś niemoralności, rozumianej jako celowe szkodzenie innym, są znacznie ważniejsze w ocenie ludzi, niż sądy o ich sprawności, na przykład formułowane na podstawie wybitnych osiągnięć zawodowych. Dlatego nagradzany naukowiec, który internetowo szantażowałby koleżankę czy kolegę, a jego działania zostałyby ujawnione, straciłby prawdopodobnie więcej, niż w swoim mniemaniu mógłby zyskać. Świadomość tego, że postępuje nie tylko niemoralnie, ale i bezprawnie, mogłaby go jednak w ogóle powstrzymać przed zrobieniem tego, co obecnie wydaje mu się dopuszczalne, bezpieczne i bezkarne.
Trzymam więc kciuki za Kanadę, współczuję bliskim Amandy i Rehtaeh, staram się powstrzymać od nienawiści do gwałcicieli i szantażystów, zaś w wybitnych naukowcach wolałbym widzieć także ludzi moralnych, a nie cybercwaniaczków i cyberkarierowiczów.
