
Szanowany Profesor, szef komisji etyki nauki Polskiej Akademii Nauk Andrzej Zoll, w wywiadzie dla GW mówił słusznie, że trzeba było wcześniej prostować to co mówią „uczeni smoleńscy”. Jednak gdy słyszę, że coś „trzeba zrobić” zawsze wspominam swoją teściową, bo gdy zdarzyła się jakaś awaria, mówiła, że „trzeba naprawić” co znaczyło, że to my musimy się tym zająć. W przypadku komisji etyki nauki PAN, sprawa wygląda tak, że nie było tych, którzy rozumieli, że „trzeba”. Dopiero po przyznaniu się smoleńszczaka z komisji Macierewicza do tego, że blefował, bawił się wprowadzając w błąd dziennikarza z TVP, ktoś się przebudził.
Niestety przez prawie dwa lata PO zostawiła w tym względzie wolne pole, po którym wokół brzozy hulały wichry Antoniego M, roznosząc swoje rewelacje. Komisja Laska została podana jak musztarda, już po obiedzie, choć dobre i to. Wysokie poparcie PiS wzięło się z braku dementi, jeśli nie podaje się faktów, to co słabsze umysły zaczynają wierzyć w paranoję.
Ciekawi mnie pewna sprawa związana z podsłuchami. Wiemy już z pewnością, po ujawnieniu faktów przez Edwarda Snowdena, że NSA szpiegował internautów. Szybko okazało się, że nie tylko nasz – nomen omen - Wielki Brat, czyli amerykański przyjaciel, który zastąpił poprzedniego, podsłuchuje wszystko co się rusza. Merkelowa się zdrowo wkurzyła. Niektórych w naszym kraju złości to, że nas zbytnio nie podsłuchiwano, bo to by znaczyło, że jesteśmy mało ważni.
