Swoją wczorajszą decyzją o podpisaniu ustawy o OFE Prezydent Komorowski udowodnił, że po pierwsze i przede wszystkim jest byłym politykiem Platformy Obywatelskiej. Co prawda ustawa trafi przed Trybunał Konstytucyjny, ale w trybie kontroli następczej. Czyli – niezależnie od wyroku TK, który zapadnie pewnie za około rok – już w lutym Polacy zostaną wywłaszczeni ze swoich oszczędności. Tym samym Prezydent stanął nie – jak powinien – na straży polskiej Konstytucji, ale na straży sondażowych słupków PO.

REKLAMA
Jeszcze kilka tygodni temu można było się łudzić, że Bronisław Komorowski zastopuje ustawę o OFE – nie podpisze jej, tylko skieruje do TK w trybie kontroli prewencyjnej. Tym bardziej, że ponad dwa lata temu, w kwietniu 2011 roku, przemawiając do sędziów Trybunału Konstytucyjnego podczas dorocznego Zgromadzenia Ogólnego, mówił sporo o tym, że konstytucyjności polskiego prawa trzeba strzec na wszystkich etapach, a kontrola następcza powinna być „absolutnym wyjątkiem”. Można te słowa potraktować jako – niedotrzymaną wczoraj – obietnicę.
Decyzja o kontroli następczej ustawy o OFE w praktyce niewiele zmienia. Błyskawicznie uchwalona i podpisana ustawa wchodzi w życie. Na początku lutego ponad połowa oszczędności Polaków, zgromadzonych w OFE, zostanie zawłaszczona przez państwo. Jeśli Trybunał finalnie zakwestionuje konstytucyjność tego posunięcia, będzie to – mówiąc kolokwialnie – musztarda po obiedzie. I spory kłopot dla Tuska – bo taki wyrok może spowodować lawinę wniosków o odszkodowanie za bezprawne wywłaszczenie. Ceną może być nie tylko ubytek w budżecie, ale też przegrana PO w kolejnych wyborach parlamentarnych.
Ważne, o co konkretnie zapyta Komorowski we wniosku do Trybunału. Z wczorajszych wypowiedzi wynika, że nie o sprawy fundamentalne, ale raczej o szczegóły. Tymczasem konstytucjonaliści podważają same zasady, na których opiera się ustawa. Dla przeciętnego Kowalskiego kluczowe jest pytanie o to, czyje są pieniądze, które ma na subkoncie w OFE. Zgodnie z logiką rządu to są pieniądze publiczne, a nie Kowalskiego – więc państwo może je zabrać. Ale nie tylko zwykła logika podpowiada, że nasze oszczędności są nasze. Z nowelizacji Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego z roku 2004 jasno wynika, że środki zgromadzone w funduszach są majątkiem wspólnym małżonków – czyli są własnością prywatną. Za tą nowelizacją nota bene głosowali w roku 2004 posłowie PO, m.in. Tusk i Komorowski.
Niestety, należy się spodziewać, że prezydencki wniosek do TK będzie miał charakter pozorowany. Ale jeśli tak będzie, nasz klub parlamentarny złoży własny wniosek. Potrzeba pod nim 50 podpisów, więc poparcia będziemy musieli szukać wśród posłów z innych klubów. Ale intuicja mi podpowiada, że w tej konkretnej sprawie nie będzie to żadnym problemem.