W 2008 r. Donald Tusk w sposób stanowczy wyraził swoją opinię na temat abonamentu RTV. Gdy obecny premier rozpoczynał swoje rządy, opłata abonamentowa nie była dla niego niczym innym, jak tylko „haraczem ściąganym z ludzi”. Dzisiaj rząd z równą stanowczością stara się przekonać Polaków do tego, by ochoczo poparli wprowadzenie opłaty audiowizualnej.
REKLAMA
W przeciwieństwie do abonamentu, opłata audiowizualna miałaby być odprowadzana przez wszystkich podatników, a nie tylko przez tych, którzy chcą korzystać z usług publicznej telewizji. Donald Tusk najwyraźniej uważa, iż płacenie za usługę, z której się korzysta jest haraczem, jeśli jednak płaci się opłatę za coś, z czego nie ma się żadnego pożytku, to wówczas haracz staje się optymalnym rozwiązaniem podatkowym bądź też należną polskiemu państwu daniną.
Można więc podsunąć premierowi kilka podobnych pomysłów. Wprowadźmy na przykład opłatę szkolną pobieraną od emerytów. Można również obciążyć pacyfistów opłatą wojskową, zaś ateistów – opłatą kościelną. Ministrom obecnego rządu zaproponowałbym natomiast, by regularnie odprowadzali opłatę od dobrych pomysłów. Wprawdzie obecnie takowych nie posiadają, ale potencjalnie mogliby w przyszłości z nich korzystać (podobnie jak nieposiadający telewizora obywatel teoretycznie mógłby kiedyś zakupić odbiornik).
Oczywiście krytykując opłatę audiowizualną nie bronię obecnych rozwiązań. Chociaż sam nie użyłbym takich słów jak Donald Tusk w 2008 r., to zgadzam się, iż abonament radiowo-telewizyjny jest rozwiązaniem rażąco niesprawiedliwym. Abonenci, którzy co miesiąc odprowadzają wygórowane opłaty za to, by móc oglądać program telewizji wykonującej misję publiczną, otrzymują jedynie dostęp do kilku kanałów telewizji państwowej, która „publiczna” jest tylko w nazwie, a faktycznie niewiele różni się od tej komercyjnej. Jest bowiem oczywiste, iż przedstawiana nam przez prezesa Juliusza Brauna oferta Telewizji Polskiej dalece odbiega od wzorców brytyjskiej BBC.
Nie dziwi więc, że wobec mizerii oferty programowej stacji telewizyjnych coraz mniej osób decyduje się na korzystanie z telewizora. Zdumiewające i niezrozumiałe jest natomiast to, iż Donald Tusk chce obciążyć podatkiem audiowizualnym nawet te osoby, które nie sięgnęły po pilota telewizyjnego od kilku dobrych lat.
W wytłumaczeniu tego paradoksu pomocne może być odwołanie się do pewnego faktu z przeszłości. Otóż w 2008 roku, a więc wtedy, gdy abonament był dla premiera „haraczem”, Telewizją Polską rządził mianowany przez PiS Andrzej Urbański. Dziś jednak telewizja publiczna nie jest już tak nieżyczliwa Platformie Obywatelskiej. Można zaś z łatwością domyślić się, że gdy spółka TVP SA otrzyma od polskich podatników zastrzyk gotówki, to zapewne w jakiś sposób wyrazi swoją przychylność wobec twórców opłaty audiowizualnej.
W zbliżającej się kampanii wyborczej sympatia władz TVP SA może okazać się bardzo przydatna dla tracącej poparcie społeczne Platformy Obywatelskiej. Szkoda jednak, że za tę próbę pozyskania przez Donalda Tuska przychylności mediów publicznych zapłacą wszyscy Polacy.
