Prokuratura Apelacyjna z końcem grudnia 2013 r. postanowiła, iż Antoni Macierewicz nie poniesie żadnej odpowiedzialności za swoje działania, które stanowiły zagrożenie dla bezpieczeństwa Rzeczpospolitej i jednocześnie naraziły Skarb Państwa na milionowe straty. Prokuratura uznała bowiem, iż Antoni Macierewicz likwidując WSI nie był „funkcjonariuszem publicznym”.

REKLAMA
Argumentacja Prokuratury jest w oczywisty sposób absurdalna. Czyżby bowiem Prokuratura twierdziła, że wykonywanie powierzonego przez ustawę zadania państwowego jest działalnością prywatną?! Czyżby polscy prokuratorzy uważali, że wiceminister obrony oraz przewodniczący komisji likwidacyjnej WSI uzyskiwał dostęp do najściślej strzeżonych dokumentów wojskowych w sposób osobisto-towarzyski?!
Nie tylko dla mnie, ale także dla sądów i ekspertów w dziedzinie prawa karnego jest ewidentne, że Antoni Macierewicz likwidując WSI był „funkcjonariuszem publicznym”. Domyślam się natomiast tego, co mogło skierować Prokuraturę na fałszywy trop prowadzący do przyjęcia przeciwnego stwierdzenia.
Otóż w pełni zgadzam się z tym, iż aktywność Macierewicza trudno nazwać realizacją ważnej misji państwowej. Od wielu lat obecny wiceprezes PiS-u zajmuje się bowiem głównie tworzeniem teorii spiskowych, szkalowaniem ludzi, podburzaniem, wywoływaniem awantur politycznych, rzucaniem oszczerstw oraz niszczeniem autorytetów i instytucji państwowych. Działalność ta faktycznie nie ma charakteru pro-państwowego.
Sądzę, że nikt nie powinien powoływać Macierewicza na żadne stanowiska publiczne po tym, gdy na początku lat 90-tych jako minister rządu Jana Olszewskiego bezpodstawnie oskarżał Wiesława Chrzanowskiego (który przez 7 lat siedział w stalinowskich więzieniach) o współpracę z SB. Naprawdę trudno wyobrazić sobie większą niegodziwość, aniżeli tak haniebne pomówienie.
Słowa „hańba” używam celowo, gdyż jest ono – jak zauważyłem – jednym z ulubionych słów Macierewicza. Posługuje się nim zwłaszcza wtedy, gdy ocenia działania swoich politycznych przeciwników, których najczęściej uważa za sowieckich agentów, zdrajców i spiskowców.
Niczego haniebnego Macierewicz nie dopatrzył się natomiast w ujawnieniu informacji o agentach wywiadu biorących udział w operacji w Afganistanie, co umożliwiło terrorystom i służbom innych państw zapoznanie się ze sposobem działania polskiego wywiadu. Co szczególnie ciekawe, Macierewiczowi zależało na jak najszybszym przetłumaczeniu tego raportu na język rosyjski. Niczego haniebnego Macierewicz nie dopatrzył się w tym, że wskutek jego szaleńczych działań Skarb Państwa wypłacił już ponad milion złotych odszkodowań osobom wskazanym w sporządzonym przez niego raporcie z likwidacji WSI. Odszkodowań za podanie szkalujących informacji, które okazały się fałszywe. Niczego haniebnego Macierewicz nie widzi i w tym, że posługując się „blefem” broni bzdurnych teorii o „zamachu smoleńskim”, czym już wywołał „wojnę polsko-polską”, a zapewne chciałby jeszcze wywołać „wojnę polsko-rosyjską”.
Działalności publicznej Macierewicza trzeba więc definitywnie położyć kres. Niestety Prokuratura, zamiast sformułować akt oskarżenia, najwyraźniej sama boi się oskarżeń Macierewicza. Czas więc najwyższy, by powołana przez Sejm komisja śledcza jednoznacznie powiedziała, iż dość już kłamstw Macierewicza!