„Granice mojego języka wyznaczają granice mojego świata” pisał wielki austriacki filozof Ludwig Wittgenstein. Nie wiem czy o tej mądrej uwadze słyszeli nasi politycy. Warto jednak o niej pamiętać, gdy przyglądamy się temu, co wygadują. Ich język odzwierciedla, kim są i jak kształtują swój świat, czyli – niestety – także ten, który nam fundują.
REKLAMA
Bez żadnych poważnych komentarzy przemknęła przez media skandaliczna propozycja nowej minister edukacji Joanny Kluzik-Rostkowskiej dotycząca ewentualnego podziału w klasach szkolnych edukacji seksualnej na „konserwatywną” i „świecką”. A szkoda. Zwłaszcza w kontekście podanej ponad tydzień dni temu informacji o dwunastolatce, która zaszła w ciążę z trzynastolatkiem. Nie wiemy czy winę ponosi brak właściwiej wiedzy o seksie i seksualności. Nie dojdziemy, co działo się w głowach i sercach tych dzieciaków. Ale przykładów tragedii wynikłych z takiego braku znamy aż za wiele.
Joanna Kluzik-Rostkowska nie zaprzecza doniesieniom na temat swojego pomysłu. Równie dobrze mogłaby zaproponować podział całej edukacji i wiedzy. Na chrześcijańską i świecką. Czemu część dzieciaków nie miałaby uczyć się o kreacjonizmie, a część – o ewolucji? W czym problem? Podzielmy inne lekcje. Po co nicponiom historia świata, gdy wystarczy samej Polski? Anatomia? Może tylko zwierząt? Po cholerę uczyć ich, że Ziemia obraca się wokół Słońca? W końcu przez wieki żyliśmy w błogim przeświadczeniu, że jest odwrotnie. I nikt się nie skarżył. A o edukacji seksualnej – jak dziś w naszej piaskownicy – też nic nie wiedziano. Idąc dalej można by podzielić i całą Polskę. A nawet samą panią minister. Na Kluzik i Rostkowską. Niech każda z nich rządzi swoją działką. Absurd? Jasne. Ale czy większy niż ten, jaki sama chce nam zafundować?
Ta propozycja pokazuje granice jej świata. Ciasne jak upijający but. Nie wyrzucisz go, bo tkwi na nodze od lat.
Warto zważać na język i nazywać rzeczy po imieniu. Skandal to skandal. Tak też trzeba nazwać ten pomysł i jego ewentualne wprowadzenie w życie. Oznacza on tylko jedno – polityk ta nigdy nie powinna zostać ministrem edukacji. W cywilizowanym europejskim kraju takiej funkcji nie może sprawować osoba, w której głowie kotłują się tego typu koncepcje. Pomińmy kwestię kompetencji. A premier? Milczy. Jak zwykle gdy chodzi o świat wartości i kwestie światopoglądowe. Ciekawe jednak, co poczuli wyborcy i członkowie PO, gdy usłyszeli o tej nominacji. Nie ma tam nikogo, kto zna się na edukacji? Kto działa – czy choćby sympatyzuje z partią – od lat, a nie od ostatniej wyborczej zmiany warty? Są. Ale zwykła polityczna gierka zwana wielką polityką rządzi się swoimi prawami. Uwiera cię ta nominacja? Boś niekumaty malkontent. Możesz sobie wyjechać. Byle nie przed wyborami. Idę o zakład, że tak właśnie PO traci kolejnych dotąd wiernych wyborców.
W Polsce pań Kluzik i Rostkowskiej nie ma miejsca na wreszcie obowiązkową, nowoczesną i zgodną ze standardami krajów cywilizowanych edukację seksualną. Ale jest miejsce na kolejną niepotrzebną i pozorowaną dyskusję tam, gdzie szybko powinna zapaść jasna decyzja. Dalej – jak przez ostatnie prawie ćwierć wieku! – będziemy wlec się w ogonie nowoczesnego świata. Dalej będziemy świadkami cierpień i tragedii dzieci oraz nastolatków. Oni nie są wyborcami. Ich można olać. Gdy obecne dzieciaki dorosną, nawet nie będą wiedzieć, komu zawdzięczały brak dostępu do zorganizowanej wiedzy o jednym z najważniejszych i najpiękniejszych ludzkich doświadczeń. A Joanna Kluzik-Rostkowska? Będzie już zapewne w innej partii. A może nawet – dwóch. Kto wie czy nie jako minister rolnictwa i sprawiedliwości.
W polskim świecie absurdu wszystko jest możliwe.
