W poniedziałek w programie „Kropka nad i” wystąpili Elżbieta Radziszewska i Zbigniew Ziobro. Temat – Trynkiewicz. Nie mogło być inaczej, bo wedle mediów nasz byt narodowy zależy dziś wyłącznie od dwu spraw – gender i mordercy-pedofila. W ciągu kilkunastu minut wzajemnego przekrzykiwania podlanego tłumioną agresją żadne nie powiedziało niczego sensownego na temat zagrożeń związanych z wyjściem zabójcy. Każde natomiast próbowało nam wcisnąć, że opracowało więcej – oczywiście lepszych! – projektów. „Ja”, „ja” i jeszcze raz – „ja”. Zero słuchania. Zero zrozumienia. I zero sensu.

REKLAMA
Niestety często takie właśnie „rozmowy” polityków słyszymy w telewizji. Dziś nawet poczciwy Martin Buber uznałby swoją głęboko humanistyczną koncepcję dialogu „ja-ty” za zwykły fantazmat.
Nawet pobieżny rzut oka na scenę polityczną mówi, że dominuje tu typ osoby o cechach narcystycznych. Jedną z nich jest nieustanna dbałość i promocja własnego obrazu. Osoba taka nieustannie usiłuje go wzmacniać. Temu celowi podporządkowuje całe swoje działanie. Bez popularności nie istniejesz. Tę zapewniają tylko media. Dlatego polityczny narcyz praktycznie nie wychodzi z telewizji.
Cechy narcystyczne posiada wielu z nas. Nie można na ich podstawie nikogo oceniać. Stanowią zapewne znak czasu. Wiążą się z ludzkim cierpieniem. Wolno nam jednak patrzeć na wynikające z nich konsekwencje. Osoby takie bywają niesłychanie twórcze. Mają problem z sobą, ale my dostajemy na przykład genialne dzieło. Szkoda, że nie spotykamy ich wśród naszych polityków. Tu dominuje typ narcyza do kwadratu. Zainteresowanego nawet nie własną robotą, lecz tylko tym jak wiąże się ona z własnym obrazem. Dlatego – jak wspomniana dwójka – przychodzi do telewizji, by się dopieścić. Osoba taka często też – choćby przypadek Ziobry – staje się jej pieszczochem. Występ wspomnianego duetu potwierdza jedynie obowiązującą regułę politycznego narcyzmu – zabierasz głos przede wszystkim, aby dowartościować siebie i pokazać się światu. Nawet mówiąc o „problemach”, pod płaszczykiem „rozmowy”, ględzisz głównie o sobie. Ludzie ci nie wnoszą niczego do naszego rozumienia świata politycznych wyborów i decyzji. Niczego nie wyjaśniają. Filtrowana przez media polityka stanowi dla nich wymarzone miejsce. Nigdzie lepiej się sobą nie zajarasz i nie podrajcujesz.
Jest jakieś koszmarny mechanizm sado-maso w zapraszaniu do studia ciągle tych samych ludzi. Nawet tych, o których dawno już winniśmy zapomnieć. W porażającej wprost powtarzalności tego, co za chwilę powiedzą. Komu dokopią. Kogo z fałszywym uśmieszkiem współczucia obsobaczą. Nie zawsze wiadomo, kto jest sadystą, a kto masochistą. Role nieustannie się zmieniają. Kto kogo katuje? W jakiej roli występuje widz, który ogląda ten kabaret? W jakiej uczestnik? Prowadzący? Oczywiście zawsze można wyłączyć pudło! Ale dlaczego? Nie mamy prawa żądać od mediów innej formy mówienia o rzeczywistości? Dlaczego mamy zgadzać się na nieustanną obecność tych facetów? A także dla porządku – i pań. Polska to chyba jedyny kraj na świecie, gdzie politycy dosłownie obsiedli telewizję. Brylują, gdzie tylko się da. W ogromnym stopniu wyparli już naprawdę rozsądnych komentatorów czy obserwatorów. Ale ci nie są dla niej sexy. Nie jesteś sexy, w ogóle cię nie ma.
Muszę do końca życia dzień w dzień znosić narcystyczny skrajny cynizm Millera? Ciągle te same wykuwane na blachę bon moty? Ten sam cyniczny uśmieszek? Tę samą często kpinę z naszej inteligencji? Choć przyznajmy, że w porównaniu z „młodzieżą” partyjną pokroju sekretarza Gawkowskiego, nawet on wydaje się skarbem lewicy. Muszę do śmierci znosić równie narcystyczne wieczne nadąsanie Niesiołowskiego, który wszystkich – a już szczególnie przeciwników politycznych – ma za nic nie wartych przygłupów. Powiedzenie „opędzać się jak od much” nabiera w ustach tego entomologa szczególnego znaczenia. Ten gość nie jest – on raczy być. Obrażony na wszystkich i wszystko, co nie zgadza się z jego wizją świata. Wciąż zresztą rodem jeszcze z ZChN.
Polityczny narcyz jest na stałe zrośnięty z telewizją. To sprzężenie zwrotne. Pełna symbioza. Ona nadaje mu wartość i sens. Bez niej nie mógłby istnieć. Ale i ona nie przeżyłaby bez jego obecności. Nawzajem sobą manipulują. Ona żywi się nim jak mityczny potwór jednocześnie erotycznie niemal pieszcząc jego wizerunek. To ostry symbiotyczny seks. Prawie porno. A my zachowujemy się jak uzależnieni podglądacze. Podtrzymując się przy życiu pełnią wobec siebie funkcję respiratora. Media i polityczny narcyz są jak bracia syjamscy – zrośnięci wszystkimi ważnymi organami. Nie odspawasz ich od siebie. Operacja? Spróbuj – a bliźniacy umrą. Na to nikt się nie zgodzi.
Warto jednak pamiętać, że dramat osoby narcystycznej polega też i na tym, że nie widzi ona swojej prawdziwej twarzy, a jedynie jej idealizowane przez siebie odbicie. I nie ma różnicy czy jak mitologiczny Narcyz w tafli wody, czy jak jego polityczny odpowiednik – na ekranie telewizora. Dla niej to obraz, którym się zachwyca i nieustannie podtrzymuje. Dla nas jednak – paradoksalnie – jej prawdziwe oblicze.
I dobrze. Chociaż tyle pożytku z telewizji.
Tutaj przeczytaj mój tekst na temat Pussy Riot Pamiętajmy o Pussy Riot