Wojujący o zakaz handlu w niedzielę nie odpuszczają. Na tym posiedzeniu Sejm zajmuje się dwoma projektami ustaw w tej sprawie. Jeden to projekt obywatelski, drugi podpisała interesująca koalicja – posłowie PiS-u, Platformy, PSL-u, Solidarnej Polski i kilku posłów niezależnych. Tym ostatnim po drodze zdarzyła się wpadka – przepisali słowo w słowo uzasadnienie z projektu obywatelskiego. Dopiero oskarżeni o plagiat złożyli autopoprawką nowe uzasadnienie.
REKLAMA
I za jednym, i za drugim projektem stoi ten sam argument, wyrażany bardziej albo mniej wprost. Niedziela to dzień święty, a dzień święty należy, czy się tego chce, czy nie, święcić w miejscu innym, niż galeria handlowa. Warto tu dodać, że najważniejszym elementem opisanych w projekcie obywatelskim konsultacji społecznych było sympozjum na Uniwersytecie Kardynała Wyszyńskiego. Wzięli w nim udział dostojnicy kościelni, parlamentarzyści PiS-u i profesorowie uczelni – gospodarza. Jedyny głos przeciwny ustawie należał do Andrzeja Falińskiego z POHiD, który „starał się udowodnić wbrew wcześniejszym wystąpieniom, że zakaz handlu spowoduje znaczący wzrost bezrobocia i spadek dochodów z podatków”. Na szczęście, jak piszą wnioskodawcy, Faliński został przez salę „wybuczany”.
Oba projekty odwołują się także do troski o pracowników sklepów, którzy muszą pracować w niedzielę. W obu projektach wreszcie wnioskodawcy dowodzą, że ustawowy zakaz handlu w dodatkowe ponad 50 dni w roku nie spowoduje ani spadków obrotów sklepów, ani wzrostu bezrobocia. Autorzy projektu obywatelskiego idą nawet dalej: bezrobocie spadnie, bo powstaną nowe miejsca pracy w jednostkach związanych z kulturą i wypoczynkiem, w które przeniosą się tłumnie rodziny z galerii handlowych. Swoją drogą ciekawe, z czego wynika dyskryminacja pracujących w kulturze czy rozrywce, o których los – w przeciwieństwie do pracujących w handlu – wspomniani obywatele się już nie troszczą.
W uzasadnieniu ustawy Komitetu „Wolna Niedziela” jest jeszcze jedna niekonsekwencja (która zresztą była także – przed złożeniem autopoprawki – w projekcie poselskim). Z jednej strony wnioskodawcy piszą, że rodziny „zapędzone w szaleńczą chęć kupowania niekoniecznie z potrzeby”, pozbawione tej możliwości przeniosą się do centrów miast, na deptaki i skwery (z których teraz są „wsysani do centrów handlowych”). Z drugiej strony zamknięcie sklepów w niedzielę, poprzez „zacieśnienie więzów rodzinnych”, spowoduje poprawę trendów demograficznych. Autorzy ustawy najwyraźniej, mimo że chcą decydować o tym, co Polacy będą robić w niedzielę, pozostawiają pewną niewielką dowolność. Polacy będą mogli wybrać pomiędzy muzeum, parkiem i własną sypialnią.
Przewidywania ekspertów, choć różnią się liczbami, są zgodne. Zakaz handlu w niedziele spowoduje spadek zatrudnienia – na bezrobocie, według różnych szacunków, może trafić nawet 50 – 70 tys. osób. Bo trzeba pamiętać, że nie chodzi wyłącznie o sklepy, ale też np. ich dostawców, punkty usługowe w centrach handlowych, firmy sprzątające czy ochroniarskie. Spadek obrotów w handlu detalicznym w wyniku zamknięcia sklepów w niedziele szacowany jest z kolei na 5-7%, co oznacza w konsekwencji obniżenie wpływów budżetowych z VAT-u i CIT-u, a także spadek polskiego PKB, którego aż 60% pochodzi z konsumpcji wewnętrznej – czyli tego, co kupują Polacy. Efekty wprowadzenia zakazu handlu w niedziele oznaczają więc wymierne straty dla polskiej gospodarki, których niezauważanie oznacza całkowitą ignorancję ekonomiczną wnioskodawców obu projektów.
Pomijając argumenty ekonomiczne, z którymi trudno dyskutować, jest jeszcze jeden powód, dla którego Sejm nie może tych ustaw przyjąć. Każdy z nas powinien sam decydować o tym, jak spędza wolny czas. Wnioskodawcy obu projektów dają sobie prawo do decydowania za nas, traktując Polaków jak bezmózgie istoty, których działaniem kieruje reklama i „szaleńcza chęć” robienia
