Od paru dni trwa protest rodziców dzieci niepełnosprawnych w Sejmie. Rodzice chcą protestować aż do skutku, tj. do uzyskania warunków finansowych umożliwiających im w miarę godne życie. I okazuje się, że „okupacja” sejmu podziałała na premiera skuteczniej, niż regularne od paru lat spotkania z rządem i demonstracje pod kancelarią premiera. Premier Tusk najpierw odmawiał spotkania w sejmie, w końcu jednak podjął pilne działania, choć nie wystarczające dla protestujących. Tym samym potwierdził, że silna presja jest skutecznym instrumentem realizacji postulatów społecznych. Premier ugiął się w sprawie ACTA, uległ też matkom I kwartału. Teraz czas na rodziny z niepełnosprawnością.
Premier w rozmowie z matkami cały czas obciążał je odpowiedzialnością za to, że będzie musiał komuś zabrać, aby im dać. Taką retorykę uważam za głęboko niemoralną, premier nie może przerzucać na protestujących obowiązku wskazania źródeł finansowania. To rząd rządzi, a więc musi tak gospodarować pieniędzmi, by potrzebujący otrzymywali niezbędne wsparcie. Nota bene natychmiast przypomniano premierowi marnotrawienie pieniędzy publicznych na różne wątpliwe cele. Ale perfidia premiera polega na tym, że w ten sposób próbuje napuszczać na siebie grupy o rozmaitych potrzebach. Najwyraźniej chce w społeczeństwie wzbudzić niechęć do protestujących jakoby nadmiernie roszczeniowych rodziców. Taki przekaz do społeczeństwa jest wyjątkowo niegodziwy, biorąc pod uwagę ich szczególnie trudną sytuację.
W podejściu do rodzin żyjących z niepełnosprawnością potrzebna jest empatia i solidarność. Nie łaska, czy ochłapy. Pamiętajmy, oni mają pełne prawo do wyegzekwowania od państwa godnych warunków życia, zarówno w świetle konstytucji RP, jak i w świetle konwencji ONZ o prawach osób niepełnosprawnych, która niedawno została przez Polskę ratyfikowana.
