Dobrze, że publikacja reportażu o podopiecznych sióstr boromeuszek poruszyła opinię publiczną. Dobrze, że szuka się w tej bulwersującej sprawie winnych, wskazuje na milczenie Episkopatu i pasywność Ministerstwa Edukacji Narodowej oraz zwraca uwagę na niejasne przepisy regulujące pracę tego typu placówek. Dobrze, że nagłaśnia się skandaliczny fakt, że siostra Bernadetta nadal przebywa na wolności.

REKLAMA
To wszystko jednak w mojej ocenie nie wystarczy, by wynagrodzić krzywdy jakich doznawali podopieczni zabrzańskiego ośrodka; za mało mówi się o rekompensacie, jaką powinny otrzymać ofiary siostry dyrektorki.
Winę za obecny stan rzeczy ponoszą nie tylko władze kościelne; fakty są niepodważalne: przez lata żaden kurator MEN nie skontrolował sytuacji w Ośrodku Sióstr Miłosierdzia w Zabrzu. Co więc z zadośćuczynieniem katowanych podopiecznych, którzy teraz są dorosłymi lub prawie dorosłymi ludźmi? Wyrok skazujący siostrę Bernadettę oraz zapewnienia Ministry Joanny Kluzik-Rostkowskiej o planowanej kontroli tego typu ośrodków nie zrekompensują krzywd jakich doznali wychowankowie.
To Państwo ma obowiązek bronić słabszych i chronić obywatelki i obywateli - w szczególności tych, którzy nie mogą bronić się sami. W sytuacji gdy ofiarami skandalicznych nadużyć padają dzieci, Państwo jest w obowiązku wyciągnąć wobec winnych najsurowsze konsekwencje. Jeżeli tego nie zrobiono, winę za obecny stan rzeczy ponoszą rządzący. Dlatego wszystkie osoby, które doznały krzywd od sióstr boromeuszek mają, w mojej ocenie, pełne prawo wystąpić na drodze cywilnej o odszkodowanie od Ministerstwa Edukacji Narodowej.
Przeszłości nie da się zmienić; ale być może istnieje sposób na choć częściowe powetowanie strat fizycznych i moralnych jakie ponieśli przez okres pobytu w Ośrodku. Ministerstwo, będące organem ponoszącym odpowiedzialność za działanie instytucji, nie stanęło na wysokości zadania, niech więc długoletnie cierpienie wychowanków zostanie choć w niewielkim stopniu zrekompensowane przez skarb państwa.