REKLAMA
Dostojewski pisał, że człowiek to istota, która do wszystkiego się przyzwyczai. Z pewnością – do mediów. Żyjemy w ich otoczeniu. Niemal bezwolnie zrastamy się z nimi niewidzialnym węzłem. Kształtują nas i naszą rzeczywistość. Proces ten widać w kreowaniu przez media i polityków wizerunku tych drugich oraz uprawianej przez nich profesji. Mówimy – „Nic mnie już nie zdziwi”. To właśnie wyraz przyzwyczajenia. Na wytwarzaniu takiego przekonania – i płynącego zeń braku świeżego spojrzenia – opierają swoje rachuby polityczni macherzy. Przyzwyczajając się pozwalamy tworzyć fałszywą rzeczywistość.
Od wielu lat nasze myślenie o polityce kształtują w ogromnej mierze ciągle te same osoby. Te same twarze. Te same teksty i te same zagrywki. Świat zawężony do paru banalnych bon motów. Banalnych pytań i jeszcze banalniejszych odpowiedzi. Niewiarygodne! Wystarczy, że spojrzysz i wiesz, co za chwilę usłyszysz. „Dzień świstaka” to przy tym szczeniak. Zaledwie wprawka egzystencjalna. Mamy całe lata świstaków. Perspektywy wyglądają kiepsko. Millerowi brakuje trochę do siedemdziesiątki, ale zrobi wszystko, żeby sprzedawać swoje cyniczne politykierstwo jeszcze przez jedno pokolenie. Media i tak będą stać do niego w kolejce. To samo w przypadku Niesiołowskiego. Swoją niechęć do wszystkiego, co nie jest nim samym, będzie jeszcze wciskać moim wnukom. Z lodówki zawsze wyskoczy obdarzony łagodnym uśmiechem Matki Boskiej, ale z poglądami ostrymi jak brzytwa, Marek Jurek. Gorzej jest w przypadku Ziobry, Kurskiego, Cymańskiego, Hofmana, Kempy, Czarneckego, Czarzastego, Szejnfelda, Wróbel, Pitery, Radziszewskiej, Katarasińskiej-Śledzińskiej, Błaszczaka, „młodych” z SLD, „młodych” z PIS i dziesiątek innych. Oni mają jeszcze ze dwa pokolenia widzów. Dramat. Ci ludzie odkryli receptę na eliksir nieśmiertelności. Będą z nami do naszej śmierci.
Związek mediów i polityki ma charakter narcystyczno-infantylny. Najczęściej nie ma tu miejsca na żadne trudne pytania. Gadka-szmatka. Jak zresztą rozsądny człowiek może przypuszczać, że którykolwiek były czy obecny polityk powie w telewizji prawdę o uprawianej przez siebie polityce? O swoich decyzjach czy zachowaniach? Co w ogóle politycy mogą powiedzieć ci jako dorosłej osobie? Dokładnie – nic. To, że Ziobro hasa od studia do studia to zwykły skandal egzystencjalny. Kpina z naszego poczucia przyzwoitości i inteligencji. Wstyd dla tych, którzy go zapraszają. Podobnie jak w przypadku jemu podobnych. Stała obecność tych ludzi tworzy medialno-polityczną metarzeczywstość.
Nigdy dosyć kpin z naszej inteligencji. Nigdy dość Kurskich, Suskich, Wunderlichów, Brudzińskich, Jaworskich et consortes. I wszystkich po kolei Kamińskich. Łącznie z tym ostatnim – „chłopem, który ma się nie martwić, bo każdy skądś przychodzi”. Pewnie po to, aby pokazać, że w polityce wszystkie wartości są zwykłym śmieciem. Całej tej grupy ludzi, którzy tylko i wyłącznie poprzez obecność w mediach oraz robienie nam wody z mózgu od lat zamieszkują zbiorową wyobraźnię.
Dlaczego żaden dziennikarz nie przypomni zadufanemu w sobie Millerowi, że jako były aparatczyk on i jego partia doszli do władzy głównie dlatego, że zidiociała prawica dzieliła się na jakieś konwenty i kanapy, a wspólnie z kościołem zajmowała się tylko zaglądaniem nam pod kołdrę? Że aby wrócić do pierwszej ligi gotów był zaprzedać duszę diabłu. Że z tym samym co dziś cynicznym uśmieszkiem wchodził na listy Samoobrony. Dlaczego nikt nie przypomni Giertychowi – dziś brylującemu w mediach statecznemu mecenasowi – jak jeszcze wczoraj próbował po swojemu meblować głowy naszych dzieci oraz urządzać ich i nasz świat wartości? Że pryszczaci z Ruchu Narodowego też pewnie chętnie powołaliby się na LPR i wywiesili ją na sztandarach. Co z tego, że dziś zaklina się, iż nie ma z nimi nic wspólnego? Podobnie jest w przypadku dziesiątek innych wiecznych bywalców studiów telewizyjnych. Żeby było jasne – nie chodzi o medialną dintojrę, lecz o sprzeciw wobec robienia z nas cymbałów. I o pamięć. Warto przypomnieć słowa Aleksandra Sołżenicyna z „Archipelagu GUŁag”: „Mówią nam: ‘Kto starą złość wspomni, bodaj oko stracił’. Ale to powiedzonko ma też dalszy ciąg: ‘A kto ją zapomni, bodaj obu nie miał’”.
Poprzez wygodny dla nich brak pamięci i chodzenie na łatwiznę media tworzą nam fałszywą rzeczywistość. Sprzedają, bo chcemy kupować. Dzięki wielokrotnemu powtarzaniu nabiera ona cech trwałości. Jednak wspomniani harcownicy mogą hasać od TVN24 poprzez Polsat News i TVP do TVP Info tylko dlatego, bo wciskając bezmyślnie pilota, pozwalamy im na takie wycieczki. I na to, by wciąż na jedno kopyto rąbali nam w głowach. Do nas dorosłych ludzi należy wybór czy kupować tę odmóżdżoną papkę i kulturę trywializacji wszelkich wartości, czy powiedzieć wprost – bujajcie się panie i panowie. Wyłączam telewizor. Wychodzę. Jak spadnie oglądalność, może coś się zmieni.
Dzięki temu zyskujemy też możliwość podyskutowania z Dostojewskim. Może wielki pisarz nie miał racji. Może nie jestem istotą, która do wszystkiego się przyzwyczai, lecz taką, która mając wybór, potrafi z niego korzystać. W końcu idziemy naprzód, gdy postępujemy wobec siebie w sposób niekonwencjonalny. To samo dotyczy stosunku do naszych przyzwyczajeń. I mediów.
Pogodnych świąt. Ateistom – spokojnego wypoczynku. Wierzącym – duchowych zmartwychwstań. Nam wszystkim – jak najmniej wspomnianej metarzeczywistości. Wystarczy jedna. Bez żadnego przedrostka. I tak ciężko ją zrozumieć.
