REKLAMA
Komentując ustalenia premiera Donalda Tuska i prezydenta Françoisa Hollanda dotyczące stworzenia unii energetycznej stwierdziłem, że Jarosław Kaczyński mógłby o nich tylko pomarzyć. Uderz w stół a nożyce się odezwą: bo oto z nagłym atakiem na unię energetyczną wystąpił...Paweł Kowal, niegdyś zastępca Anny Fotygi.
Paweł Kowal zaprzecza sam sobie – podczas ostatniej sesji Parlamentu Europejskiego chciał kopać Unię jako ociężałego żubra i grzmi, że trzeba wywierać naciski na Rosję. Natomiast kiedy Donald Tusk podejmuje zdecydowane działania, która uniezależniłaby UE od rosyjskich dostaw gazu Kowal nagle uznaje, że są one ...niepotrzebną utopią. Zapomina, że nawet działając w opozycji należy zachować choć odrobinę spójności w myśleniu i działaniu.
Ale to nie koniec wyborczej ekwilibrystyki Kowala. Nie od dziś jest on lobbystą Ukrainy. Dlatego tak bardzo zdziwił mnie spot wyborczy, w którym Kowal szkodzi naszemu sąsiadowi, wykorzystując tragedię narodu ukraińskiego dla celów własnej kampanii wyborczej. Trudno o materiał, który bardziej odstręczałby przeciętnego Polaka od spraw ukraińskich. Logika przekazu, którą próbuje narzucić europoseł jest taka, że w obliczu kryzysu na Ukrainie Polacy powinni porzucić wszelką radość i poczucie dumy ze swoich osiągnięć, z normalnego życia, bo tego wymagają od nas sprawy ukraińskie.
Kowal usiłuje nam udowodnić, że Premier i Polacy zamiast świętować 10-lecie obecności w UE, mają obowiązek z przerażeniem wpatrywać się w telewizor i oczekiwać rosyjskiej inwazji. Zachęca do tego, na czym zależy Kremlowi w nowej odsłonie wojny nerwów: złamania ducha i osłabienia poczucia własnej wartości. Zgodnie z założeniami wojny chaosu Moskwa chce żerować na poczuciu zagrożenia, wysyłając samoloty nad Kuryle czy nad amerykańskie okręty na Morzu Czarnym.
Krytykując radość i dumę z wstąpienia do UE, Kowal wyśmiewa aspiracje Ukraińców – zapomniał chyba, że wydarzenia na Majdanie rozpoczęły się od reakcji na pogwałcenie proeuropejskich marzeń Ukraińców. A Polska jest dla nich atrakcyjna przede wszystkim jako zachęta i przykład, że podobna transformacja możliwa jest też na Ukrainie. I tylko z tej perspektywy nasze zaangażowanie w wydarzenia w Kijowie staje się wiarygodne.
Zarzuty Kowala są tym bardziej groteskowe, że zostały skierowane do Donalda Tuska, który w najbardziej dramatycznych dla Ukrainy momentach aktywnie namawiał europejskich partnerów do tworzenia proukraińskiej koalicji.
Premier wspominał wielokrotnie i bardzo wyraźnie o niebezpieczeństwie agresywnej polityki Kremla, czym naraził się na krytykę ze strony wielu środowisk. Promowana przez niego idea koalicji energetycznej, uniezależniającej UE od rosyjskich surowców, budzi niepokój w Rosji, o czym pisała niedawno Niezawisimaja Gazieta. Podobnie jak działania na rzecz wzmocnienia obecności wojsk NATO w Polsce.
Zaciekłość z jaką atakuje Donalda Tuska można wyjaśnić bardzo prosto: działania premiera demaskują gołosłowność i fałsz założeń kampanii Kowala. Poprzez wykorzystywanie sztuczek PR-owych Paweł Kowal zmienia się w podróbkę Janusza Palikota i stosuje pozbawione meritum ataki. Nie wziął tylko pod uwagę, że w tym wypadku podróbki, mimo, że tańsze – gorzej się sprzedają.
