Dekadę temu wstępowaliśmy w szeregi Unii Europejskiej. To były duże emocje, całe pokolenia czekały na ten moment. Staliśmy się, już formalnie, częścią zachodniej cywilizacji. Otworzyły się granice, które przez kilkadziesiąt lat były niemal zamknięte. Bilans jest oczywiście na plus, ale to również powód do smutnej refleksji.

REKLAMA

W spotach reklamowych często powtarzane jest pytanie- „Co Tobie dała Unia Europejska?”. W tych samych reklamach dowiemy się, o kilometrach wybudowanych, dzięki unijnym pieniądzom, dróg. O zmieniającej się rzeczywistości, pięknych rynkach, parkach, ulicach. Estetycznie wyglądające miasta, to oczywiście ich wielki atut, ale w żadnym wypadku nie powinien być to wyznacznik szczęścia. To bardzo złudne, jednocześnie bardzo wygodne dla elit, ukazać zadbane miasta, szczęśliwych aktorów, którzy odzwierciedlać mają całe społeczeństwo.

Sama Unia Europejska, dekadę temu była inna. Nie była biurokratycznym molochem. Być może to również zasługa tego, iż wówczas, członków UE było po prostu mniej. Rozrastające się międzynarodowe korporacje, które dziś stanowią esencję wolnego rynku, stały się trwałym elementem składowym dzisiejszej Unii. To jeden z wielu efektów obecnego kryzysu wspólnoty, gdzie prymat nad interesem obywateli mają korporacje. Zapisy Traktatu Lizbońskiego niejako przypieczętowały prymat neoliberalnej ideologii, która skompromitowała się na świecie.

Polski rząd, we właściwy sobie sposób, czyli na bogato, kryzys jak wiadomo jest dla wybranych, wypuścić spot, wynoszący pod niebiosa naszą obecność w UE. Abstrahując już od tego, że ten spot kosztował kilka milionów złotych, należy sobie zadać pytanie- co nam tak realnie dała UE? Jedna tylko odpowiedź nasuwa się od razu- godną pracę, której nad Wisłą mało kto widział. To jest realna spuścizna naszego członkostwa. Prawie dwa miliony osób opuściło zieloną wyspę. Tyle osób spieprzyło przed „polskim cudem gospodarczym”, który lansują elity i media. Choć cud to wydarzenie, które łączy, a u nas, jak zwykle. Tyle osób nie wyjechało podczas trwającego półtora roku stanu wojennego, za tej wrednej komuny. Dzisiejsza data powinna być również dniem zadumy dla rządzących.

Zbliżające się wybory do PE potwierdzą tylko tezę o tym, że każda praca na zachodzie, nawet na zmywaku, będzie dużo bardziej atrakcyjniejsza niż tu, na miejscu. A praca posła do PE, to nad wyraz eksponowane stanowisko. Frekwencja będzie zapewne niska, zagłosują Ci, którzy jeszcze nie wyjechali oraz kandydaci wraz z rodzinami.

Unia moich marzeń to bezpieczny dom, z socjalnym zabezpieczeniem, który na zachodzie jest jeszcze standardem, u nas zwany bolszewią. Chcę, by moja UE była bardziej solidarna. Nie wobec upadających banków, ale wobec bankrutujących ludzi. Wolna od rasizmu, ksenofobii, z dużą ilością bananów, na skórce której, wszelkiej maści faszyści poślizgną się i stracą wszystkie zęby.