Tegoroczny 1 maja ma specyficzny charakter. To bardziej święto związane z 10 leciem wejścia do UE, niż tradycyjne Święto Pracy. Nie do końca zresztą rozumiem, co by miało znaczyć owo "tradycyjne"...

REKLAMA

Kiedyś w PRL - 1 maja był dla wielu przymusem, ale za to dawali na trasach pochodów kiełbasę. To święto odzyskało znaczenie w okresie "Solidarności" i stanu wojennego. Msze w kościołach inicjowały pochody, rozdawanie ulotek. W kościele świętego Stanisława Kostki na Żoliborzu, w kościele ks. Jerzego Popiełuszki, także po Jego męczeńskiej śmierci, msze tego dnia miały wielką wymowę. Były okazją nie tylko do poczucia prawdziwej wspólnoty, zrozumienia sensu społecznej nauki kościoła, ale też uświadomienia sobie wagi podstawowych praw - jak prawo do swobodnego zrzeszania się i tworzenia związków zawodowych po to, by bronić praw pracowniczych.

Tak było... a największą wolną, pierwszomajową manifestacją była msza na Żoliborzu i późniejszy pochód już w 1989 roku. Swobodnie zebrało się prawie 150 tysięcy osób, by zacząć w Warszawie kampanię do wyborów 4 czerwca - szli z nami kandydaci spod kościoła aż po tereny zielone przy Wiśle pod murami Starego Miasta.

Czym własciwie dzisiaj jest i może być 1 maja, wtedy, gdy chcemy z tej okazji rozmawiać o sprawach pracowniczych ?

Zwracam uwagę na kwestię niezwykle istotną również z punktu widzenia 10 lecia polskiego członkostwa w Unii Europejskiej. Chodzi o rolę kobiet - ich zmieniającą się pozycję zawodową, rosnący szybko potencjał i bariery w rozwoju tego potencjału. 25 lat transformacji oraz ostatnie 10 lat przeorały, radykalnie zmieniły sytuację kobiet. Świadczy o tym wiele przykładów.

Więcej kobiet pracuje. Jeszcze w 2002 roku w Unii Europejskiej różnica między stopą zatrudnienia mężczyzn a kobiet wynosiła 17%, a obecnie mniej - bo 12 ( a po drodze był kryzys i tylko w niektórych krajach wzrosło zatrudnienie kobiet, w wielu zmalało, a w innych - jak w Polsce: nie wzrosło, ani nie zmalało w okresie 2008- 2013). W Polsce dzisiaj różnica ta wynosi 15%: stopa zatrudnienia mężczyzn jest na poziomie 73%, a kobiet - 58%. Tylko w krajach skandynawskich, patrząc na zatrudnienie wg. płci, różnica jest mała - kilka punktów. Ale wzorce kulturowe równości, aktywność zawodowa kobiet - od dawna są tam rozwijane i promowane, co nie zmienia faktu, iż dobre są również wskażniki dzietności. Bo praca kobiet w wielu krajach wcale nie przeszkadza w łączeniu funkcji zawodowych i rodzicielskich.

Co ważne i znamienne - w ostatnich latach wydłużył się czas aktywności zawodowej kobiet i przesunęła się granica wiekowa już widocznego odchodzenia z rynku pracy. 10 lat temu aktywność zawodowa kobiet słabła ok. 50 roku życia, a dziś dzieje się tak ok. 55 roku życia, dla mężczyzn zaś tą granicą jest obecnie 60 lat. To przesunięcie o 5 lat jest znaczące. Ważne dla rynku pracy, ale i dla samopoczucia osób zbliżających się do granicy srebrnego wieku w kondycji - zawodowej i zdrowotnej.

Kluczową sprawą jest luka w wynagrodzeniach między płciami. Przeciętnie w Europie wynosi ona (2013 - dane UE) - 16.4%. I tak było ok. 10 lat temu w Polsce, póżniej obniżył się poziom tej luki do 12%, a obecnie jest ona na poziomie 6.4% ! To kompletnie poza naszymi wyobrażeniami, bo zwykliśmy myśleć, iż luka w wynagradzaniu za godzinę jest o wiele większa. W tym samym czasie, w krajach takich jak Wielka Brytania, Finlandia, Niemcy, Austria, Czechy, Słowacja, Węgry luka ta zbliżona jest aż do 20%, a w Estonii sięga prawie 30%. Co ciekawe, jest pewna prawidłowość - różnica w wynagrodzeniach jest większa w krajach o wysokim poziomie aktywności zawodowej kobiet, pracuje ich więcej, na różnych pozycjach - ale może dlatego właśnie, za mniejsze stawki w porównaniu z mężczyznami. Wśród krajów mających względnie małą lukę w wynagrodzeniach między kobietami a mężczyznami, oprócz Polski - jest Luksemburg, Malta, Słowenia, Włochy. Ale gotowość do zatrudniania kobiet na rynkach pracy tych krajów jest niestety o wiele niższa, co skutkuje mniejszą de facto aktywnością zawodową i samodzielnością życiową.

Rodzi też konsekwencje w postaci wzrostu ryzyka biedy na starość. Różnica w płacach między kobietami a mężczyznami na poziomie 6.4%, jak obecnie u nas, przekłada się na różnicę w emeryturach rzędu aż 24%. Aczkolwiek, większa luka wynagrodzeniowa między płciami w Wielkiej Brytanii czy Austrii rzutuje na skalę bolesnej różnicy w emeryturach - aż do poziomu 40%! A przecież kobiety żyją dłużej, są aktywniejsze i zdrowsze, co oznacza, iż dla spełnienia swoich potrzeb niezbędne są im rozporządzalne pieniądze, pieniądze w ręku.

To, co dodatkowo zastanawia w polskich warunkach i jest przejawem braku równości - to różnica między "męskimi" a "kobiecymi" wynagrodzeniami w różnych grupach wiekowych i na różnych stanowiskach. Największą różnicę wynagrodzeń ze względu na płeć, widać w przedziale wiekowym: 30 - 40 lat ( badania Sedlak&Sedlak), przeszło 1000 zł ! Uwidacznia się również dramatycznie ta różnica, gdy oceniamy stanowiska na pozycjach zarządu: ok.3000 zł, na funkcjach kierowniczych - 1000 zł, starszych specjalistów - prawie 1100 zł, specjalistów - 600 zł ( dane z badań Sedlak&Sedlak). To przypomina zjawisko "szklanego sufitu". Nie ma powszechnej i szanowanej akceptacji dla pełnego awansu zawodowego kobiet, jak odpowiedniego ich wynagradzania. Tamą jest właśnie swoisty, mentalny ""szklany sufit" - w płaceniu i awansowaniu. A w przypadku szeregowych pracowników różnica "płciowa” w wynagrodzeniach wynosi już tylko i często zarazem aż 250 zł.

Takie traktowanie i taki obraz wiąże się oczywiście z dominacją kobiet, jeśli chodzi o zatrudnienie w niepełnym wymiarze czasu pracy, częstsze przerwy w pracy - na opiekę zarówno dzieci, jak i starzejących się rodziców. Średni czas tygodniowy spędzany na tzw. pracy niepłatnej ( właśnie opieka nad dziećmi, dorosłymi, czy porządki i prace domowe) wykonywanej przez kobiety wynosił 26 godzin, a przez mężczyzn - 9.1 godz. (2010) - różnica jest znaczna, bo przeszło 16 godzin.Prawdopodobnie ta właśnie różnica decyduje o tym, czy z punktu widzenia pracodawcy dostrzega się sumienność kobiet, czy też ich odmienność od normy zaangażowania w pracę.

Istotne jest też powiązanie z pracą w sektorach, gdzie np. dominują kobiety. W branży edukacyjnej, czy opiekuńczej kobiet pracuje ok. 80%. I wtedy, pracodawcy niejako zwyczajowo płacą w takim sektorze sporo mniej! Tu widać brak nowych wzorców kulturowych i poczucia szacunku dla każdej pracy - bez względu na to, przez kogo wykonywanej, byle dobrze oczywiście. Jakościowa ocena pracy kobiet działa w Polsce w sposób ograniczony - jak negatywnie trzeba oceniać, to nie ma problemu i sztucznie "obiektywizuje się" kryteria, a jak pozytywnie - to zasada działa w drugą stronę: sztucznie "subiektywizuje się" kryteria i ogranicza możliwości awansowe kobiet.

A przecież, gdy analizujemy zjawisko przedsiębiorczości, to wynika jasno, iż kobiety w Polsce są bardzo aktywne. Wśród ogółu przedsiębiorców jest 35% kobiet, i to sytuuje nasz kraj na 6 miejscu w Europie, jeśli chodzi właśnie o zaangażowanie kobiet w biznes.

Kto wie jednak, czy jeszcze istotniejsze nie jest zjawisko boomu edukacyjnego wśród kobiet.

Na skalę wcześniej w historii niespotykaną - choć procesy szybkiego zdobywania przez kobiety przewag w edukacji zaczęły się ileś lat temu, to do Polski fenomen ten przyszedł stosunkowo niedawno. Ale rezultat jest taki, że wśród przeszło 5,6 mln osób pracujących z wyższym wykształceniem jest o milion kobiet więcej. Prawie 40% pracujących kobiet ma dzisiaj w Polsce wyższe wykształcenie, a tylko trochę ponad 20% wśród mężczyzn. Tu widać realny efekt 89 roku, zmian w postawach i wybuchu aspiracji edukacyjnych. I kobiety w realizacji tych aspiracji mają silną wolę i determinację. Tu widać również taką koncentrację potencjału kobiet!

Dobrze byłoby, gdyby ten potencjał dalej rozwijać, a nie ograniczać barierami. I nie chodzi o specjalną politykę, ale konsekwentne usuwanie barier dyskryminacyjnych i publiczna promocja tego, jaką wartością dla wykorzystania szans rozwojowych Polski są kobiety imich energia - we wszystkim.

Kobiety są w różnych rolach i zadaniach - niezastąpione. Kiedy na początku transformacji rosło bezrobocie na Śląsku i wielu górników zastanawiało się, co będzie dalej - kobiety z rodzin górniczych szły się rejestrować do urzędów pracy, starały się o szkolenia, by mieć - zapobiegliwie - szanse na pracę, gdy mężczyzna będzie miał trudności z jej utrzymaniem. A jak, przy restrukturyzacji PGRów, nadchodziły dni trudne i mężczyzna gubił się w problemach, to zarządzanie domem, rodziną przechodziło całkowicie w ręce kobiet. Były więc kobiety w klasycznej roli - opiekunek i cichych liderek, ale szybko dodały sobie ( same!) nową wartość dodaną: dobrze wykształconych profesjonalistek, wyrazistych liderek.

Wypada tylko, dedykując ten tekst nadchodzącemu Kongresowi Kobiet, podkreślić, że pełne uznanie niezastąpionego charakteru kobiet i ich siły będzie widoczne wówczas gdy po prostu je docenimy. W działaniach - nie tylko w słowach.

Michał Boni

1 maja 2014