Każdy świętuje dzień 1 maja tak, jak chce. Ci, dla których jest to Święto Pracy, uczestniczą w nielicznych już manifestacjach, wierzący wspominają św. Józefa Rzemieślnika, a euroentuzjaści cieszą się z kolejnych rocznic wstąpienia Polski do Unii Europejskiej.
Święto uzyskało charakter uniwersalny i ponadpartyjny, a data już od lat utrwalona jest w zbiorowej percepcji. Dlatego nikt przez 25 lat nie odważył się znieść święta 1 maja czy chociażby usunąć ten dzień z listy wolnych od pracy.
Pomimo tego zbiegu różnych okazji, myślę, że obchody 1 maja już nigdy nie będą zapełnione taką treścią, jaką miały dzięki potędze propagandy państwowej i partyjnej. Rozmach, który towarzyszył manifestacjom, jest nie do powtórzenia. Emocje zbiorowe na taką skalę pojawiają się właściwie tylko podczas uroczystości kościelnych, a ci, którzy nie odnajdują się w ich schemacie, przeżywają ten dzień w mniejszym gronie, często w domowym zaciszu.
Pamiętam bardzo dobrze czasy, gdy procowałem w Kancelarii Prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Spotkania, które organizował jako prezydent „świata” pracy i związków zawodowych, miały doskonałą i nowoczesną formułę. Wolny dzień dawał szansę na spotkanie ludzi z bardzo różnych środowisk. Dawał okazję do rozmowy o tym, co ważne. Bez zadęcia, bez fanfaronady, ale z przyjemnością i przyjaźnią, co w innych sytuacjach było niezmiernie trudne do osiągnięcia.
