Świat jest podzielony. I nic nie zmieni się tak długo, jak kibice Barcelony gardzić będą białymi trykotami „królewskich”, wyznawcy LeBrona Jamesa zakochanymi w Kevinie Durancie mieszkańcami Oklahomy, wyborcy Korwina Unią Europejską, a talibowie - Big Mac'iem, w zestawie powiększonym o duże frytki.

REKLAMA
logo
youtube.com

Podziały nie omijają Hollywood. O dziwo, na dalszy plan zszedł nawet wybór najpiękniejszej kobiety świata magazynu „People” i skład jury tegorocznego festiwalu w Cannes. Nie ma obecnie w filmowym światku bardziej elektryzującego tematu od korespondencyjnego starcia Spider – Mana w wersji Sama Raimiego (2002 r., 2004 r., 2007 r. ) i Marca Webba (2012 r., 2014 r.).

Kto tak naprawdę jest lepszy, i w czym?

1) Spider – Man

Zarówno Tobey Maguire, jak i Andrew Garfield zostali wyjęci żywcem z kurzących się na półkach komiksów TM- Semic. Postać z filmów Raimiego to bohater cierpiący, zakleszczony między ciążącą nad nim odpowiedzialnością a miłością do ukochanej, z części na część coraz bardziej przypominający raczej nieżyjącego wuja Bena, niż samego Petera. Nowy Spidey to natomiast beztroski geek, ze swadą i uśmiechem pokazujący złoczyńcom ich miejsce w szeregu. Uśmiechnięty, beztroski, spontaniczny. Prawdziwy, a przez to zdecydowanie ciekawszy. I po stokroć lepiej zagrany.

SM vs. ASM: 0:1

2) Reżyser

Kiedy Sony ogłosiło, iż następcą mistrza wysokobudżetowych blockbusterów będzie reżyser „500 dni miłości” oniemiałem. Z niepokojem wyczekiwałem idola dzieciństwa w wersji emo, kontemplującego o sensie życia z Bellą Swan. Nic z tego! Co dziwniejsze, Marc Webb nadal trzyma poziom, do którego reżyser „Martwego Zła” zbliżył się co najwyżej na kilka minut w „Spider – Manie 2”.

SM vs. ASM: 0:2

3) Kobieta Nie żebym miał coś do rudych, ale love story Raimiego to trochę jak nowe „Przeminęło z wiatrem” w obsadzie z Natalią Siwiec i jej mężem – twór, który po prostu nie ma racji bytu w masowej wyobraźni. Emma Stone to wymarzona dziewczyna naszego bohatera. A Kirsten Dunst udowadnia u Sellesa i von Triera, że aktorką jest zdecydowanie lepszą niż marvelowska Mary Jane Watson.

SM vs. ASM: 0:3

4) Super – łotr

Nie mają znaczenia, bo i tak są jedynie tłem dla „Człowieka – Pająka”. Defoe, Langella i DeHaan byli nieźli. Role Franco, Foxx’a i Grace’a można potraktować jako obsadowe nieporozumienia. Czekam na nową odsłonę Venoma, choć na poziom nolanowskiego Jokera raczej się nie nastawiam.

SM vs. ASM: 1:4

5) Historia

Cały czas ta sama. Wuj Ben ginie. Ciocia May tęskni. Peter się zakochuje. Harry Osborn traci kontrolę nad własnym życiem. W nowej wersji za bonus można uznać, potraktowany po macoszemu przez Raimiego, wątek rodziców głównego bohatera.

SM vs. ASM: 2:5

6) Emocje

Dla fanów marvelowskiego uniwersum cały czas te same. Podobnie, jak dla wielbicieli francuskiej Nowej Fali. Można kochać lub nienawidzić. Jeśli o mnie chodzi, największym uczuciem darze części z przedrostkiem „Amazing…”.

SM vs. ASM: 2:6

7) Progres

Tam gdzie Webb poszukuje, Raimi upraszcza.

Gdzie Webb trafia w punkt, Raimi popisuje się subtelnością Andrzeja Gołoty.

Nowa wersja przygód Parkera to nie tylko ta, którą pamiętam z komisów kolekcjonowanych blisko dwie dekady temu. To przede wszystkim ta, która rozumie intencje Stana Lee, Steve’a Ditko i Jacka Kirby’ego, kreślących w 1962 roku postać przebierańca mającego zbawić Nowy Jork.

Odpowiedzialność odpowiedzialnością.

Honor honorem.

Ale dobra zabawa niech pozostanie dobrą zabawą.

Wynik trzeba przyznać, hokejowy: SM vs. ASM: 2:7.

Kolejna część w 2016 r. Czekam.

Dużo więcej tekstów autora na jegp popkulturalno - lifestyle'owym BLOGU: MARMOLADA.ST - Trendsetter radości - Kat chałtury ( KLIK i czytasz ;) )

logo
filmovie.it