Krakowianie zadecydowali w niedzielę, iż prezydent Jacek Majchrowski w 2022 r. mecz hokeja na lodzie obejrzy w domu przed telewizorem. Najwyraźniej nie chcieli przeznaczyć ok. 200 mln złotych z niewielkiego miejskiego budżetu na sprawienie prof. Majchrowskiemu przyjemności obejrzenia tych rozgrywek w towarzystwie władz MKOL-u na nowym stadionie, który dzień po Igrzyskach zostałby zamknięty, zburzony bądź przerobiony na bazar, zgodnie z nową filozofią prezydenta Majchrowskiego, o której za chwilę.
Krakowianie wiedzą bowiem, iż w sytuacji, gdy w budżecie Krakowa nie ma pieniędzy na chleb, niewłaściwe jest fundowanie profesorowi Majchrowskiemu Igrzysk. Pamiętam, jak Prezydent Krakowa chcąc zaoszczędzić 120 tysięcy złotych rocznie proponował zlikwidować jedną ze szkół, wyrzucając na bruk nauczycieli i ignorując opinię rodziców. Pamiętam również, jak Prezydent Majchrowski pisał w odpowiedzi na jedną z moich interwencji, iż miasto nie ma żadnych możliwości udzielić pomocy mieszkaniowej matce samotnie wychowującej trójkę dzieci (w tym jedno niepełnosprawne), która musiała spędzić kolejną zimę w lokalu bez ogrzewania, prądu i gazu, za to z grzybem na ścianach. Pamiętam również, iż w ubiegłym tygodniu w Krakowie rodzice koczowali w nocy w długich kolejkach, by zapisać swoje dzieci na czas wakacji do tych nielicznych przedszkoli, które mają środki na prowadzenie swojej działalności w lipcu i w sierpniu.
Nic nie przeszkadzało jednak władzom Krakowa wydawać lekką ręką ciężkich pieniędzy na budowę stadionów. Dość wspomnieć, że budowa hali sportowo-widowiskowej Kraków-Arena kosztowała ponad 370 mln zł, zaś na nowy stadion Wisły wydano prawie 600 mln zł. Dziś nie korzysta z niego nawet Klub Wisły (którego piłkarze jeżdżą na treningi do Myślenic), ale i tak na jego utrzymanie płacimy rocznie 7-10 mln zł. Mimo tego, Prezydent Majchrowski deklarował, iż priorytetem powinna być organizacja ZIO i budowa kolejnych, potrzebnych jedynie garstce osób obiektów sportowych.
O ile jednak Prezydent z łatwością podjął decyzję o zmarnotrawieniu publicznych pieniędzy na organizację Igrzysk, o tyle przez długi czas nie mógł rozstrzygnąć, czy konsultować swoje zamierzenia z mieszkańcami, czy też może tradycyjnie już pominąć niemiły dla profesorskiego ucha „głos ludu”. Początkowo Jacek Majchrowski był niechętny idei referendum lokalnego, zaś w styczniu tego roku jego zastępczyni mówiła, że nie widzi „celowości” odwoływania się do decyzji mieszkańców. Po głębokich przemyśleniach, w marcu Prezydent w końcu dostrzegł głębszy sens zasięgnięcia opinii obywateli. W wywiadzie dla RMF FM mówił, iż referendum jest „sposobem na wzmocnienie poparcia dla Igrzysk”. Na każdą wątpliwość Profesor szybko znajdował odpowiedź. Na pytanie o to, dlaczego po zakończeniu ZIO mielibyśmy utrzymywać tor bobslejowy, Prezydent odpowiedział, że przecież „to może być rozebrane”, tym samym przedstawiając swoją nową filozofię budowania za setki milionów złotych obiektów sportowych i demontowania ich po kilku dniach wykorzystywania. Profesor nie miał natomiast wątpliwości co do wiążącego charakteru referendum. Wyraźnie potwierdził, że „będzie miał związane ręce”, jeśli Krakowianie opowiedzą się przeciw Igrzyskom.
Na krótko przed referendum Prezydent stwierdził jednak, iż nawet jeśli w Krakowie zwycięży opcja przeciw Igrzyskom, to wcale nie oznacza to, że wycofa on kandydaturę Krakowa. Najwyraźniej Jacek Majchrowski znów zmienił zdanie.
Na szczęście dzień po referendum Prezydent wycofał się z tej kuriozalnej wypowiedzi, i trochę narzekając na rząd, a trochę marudząc na Krakowian, okazał jednak mieszkańcom łaskę i wyrozumiałość, przyjmując do wiadomości wynik referendum wraz z wszystkimi jego konsekwencjami.
Warto jednak zauważyć, że ważność referendum jasno określa ustawa – jest ważne, jeśli frekwencja wyniesie co najmniej 30%, o czym Jacek Majchrowski, profesor prawa, chyba zapomniał. Inna ustawa mówi, że wyniki wyborów powszechnych, czyli i samorządowych, są niepodważalne. Ciekawe więc, czy gdyby w listopadzie Krakowianie nie wybrali Jacka Majchrowskiego na kolejną kadencję, to pogodzi się wówczas z demokratycznym werdyktem. Miejmy nadzieję, że mieszkańcy nie będą musieli wtedy siłą zdejmować z Prezydenta Majchrowskiego łańcucha herbowego.
