Czy żona premiera Tuska umrze z powodu braku pomocy medycznej, gdy zajdzie w ciążę pozamaciczną? Czy jego córka zostanie odesłana z kwitkiem, gdy po tygodniach oczekiwania na wizytę pójdzie do państwowego ginekologa po pigułki antykoncepcyjne? Czy zgwałcona krewna ministra Arłukowicza usłyszy od personelu szpitalnego, że penis i sperma gwałciciela były narzędziem w rękach watykańskiego bóstwa, więc nie dostanie antykoncepcji awaryjnej by zapobiec “darowi życia”? Jeśli jesteś kobietą która mieszka w Polsce, a nie jesteś matką, córką, żoną albo kochanką tych i innych sprawujących władzę panów i pań, to niestety masz problem.
Grupa fundamentalistów katolickich przebranych za personel medyczny właśnie zapowiedziała, że mając w nosie polskie prawo i kontrakty z Narodowym Funduszem Zdrowia, zamierza łamać wolę i sumienia pacjentek i pacjentów. Zapowiedź łamania prawa pobłogosławili panowie biskupi, w stronę których rząd i Sejm wykonały niedawno rzekomo nieszkodliwy ukłon (wiernopoddańczą uchwałę o "kontynuacji dzieła” Karola Wojtyły). Teraz fundamentaliści odkłonili się rządowi i Sejmowi uzasadniając łamanie prawa oraz praw pacjentek i pacjentów wolą swojego bóstwa i jego samozwańczych reprezentantów.
Premier Tusk, minister Arłukowicz, reszta ministrów i szef NFZ nabrali wody w usta. Ich matki, córki, żony i kochanki są bezpieczne, mają dostęp do najlepszej opieki medycznej. To, że cała reszta kobiet w Polsce jest narażona na kontakt z katoszamanami, to nie ich problem. Kobiety zawsze mogą się pomodlić, pojechać po pigułki do Czech lub po prostu użyć wieszaka, gdy chałupnicze sposoby zapobiegania ciąży zawiodą. "Najśmieszniejsze" w tej sytuacji jest to, że przy przyzwoleniu rządu łamane będą prawa katoliczek i katolików (pacjentek i pacjentów), którzy nie są fundamentalistami.

Media informacyjne dokumentujące z zapałem kiedy premier kichnął, komu nie poda ręki, a komu wręczy kwiaty, nie mają już najwidoczniej sił, środków i chęci na zadawanie władzy podstawowych pytań. Na najbardziej ogólnym poziomie pytanie brzmi, czy zgodę władz na łamanie prawa mają tylko katoszamani, czy również członkowie innych grup społecznych, którzy być może wolą paść na kolana, klepać zdrowaśki czy składać hołdy Bogini niż wykonywać swoją pracę. Jeśli zaś tej zgody nie ma, to w jaki sposób władza zamierza egzekwować prawo.
Minister Arłukowicz wyspecjalizował się w ignorowaniu pism dotyczących łamania praw pacjentek. Premier Tusk wyalienował się tak bardzo, że do reakcji zmusza go już tylko publiczne nazwanie go zdrajcą. Dla wielu ważnych mediów temat nie jest tematem, póki komunikat jest cenzuralny. Co innego, gdyby któraś z nas wykrzyczała do kamery “Pierdolę, nie płacę na NFZ!”. Kwiatów od premiera raczej nie będzie, ale może poczuje się w obowiązku, by dać jakąś odpowiedź.
