Religijne deklaracje części lekarzy wydają się być bardziej interesujące w oświetleniu psychologicznym, niż moralnym czy prawnym. Kamienne tablice nowych dziesięciu przykazań mogą być zapisem niezaspokojonych potrzeb emocjonalnych grupy zawodowej, która w nowym świecie znalazła się na rozdrożu. Po części dotyczy to również innych zawodów, dawnej uznawanych za wolne, które dziś – czy tego chcemy czy nie – stają się zwykłymi dostawcami usług. Emocjonalną lukę trzeba czymś zapełnić.

REKLAMA

Pouczanie tej (chyba nie tak znowu licznej) grupy lekarzy na gruncie prawnym i moralnym niewiele pomoże. Tablice zostały wykute z potrzeby męczeństwa. Wyprane z emocji życie mieszczanina domaga się (jak życie każdego z nas) silniejszych przeżyć. W odmowie wystawienia recepty na środek wczesnoporonny zawiera się cała groza etyczności, która nie może być realizowana w inny (pozytywny) sposób. Mechanizmem obronnym staje się uwewnętrznianie.

Równie interesującą płaszczyzną jest postępujący rozwój bałwochwalstwa w obrębie polskiego katolicyzmu. Papieża Franciszka można lubić lub nie, ale wpuszcza on do Kościoła Boga jako przynajmniej częściowo niepoznawalnego. Bałwochwalcy w drugą stronę, opisują Go jako swojego bożka, którego normy poznali w szczegółach. Normy, których ów bożek nigdy nie stworzył wyiinterpretowują z Pisma Świętego, które to z kolei do ich kodeksów ma się nijak. Stary Testament jest zapisem praw i historii żydowskich (w tym sensie nie naszych). Nowy zakazuje osądzania innych – to grzech największy. Tymczasem lekarze ci chcą być właśnie sędziami.

PS O sprawie pisałem również TUTAJ.