Zawierzyliśmy nasze bezpieczeństwo opiece Stanów Zjednoczonych. I Barak Obama nas nie rozczarował: jego zapowiadana przez nasze media z taką swadą i patriotycznym uniesieniem wizyta w Polsce, już przyniosła nam pierwszy miliard dolarów. No, może niekoniecznie nam, ile całej Europie Środkowo-Wschodniej i niekoniecznie przyniosła, ile dała nadzieję - ale powód do dumy jest. Oto znów jesteśmy języczkiem u wagi (oraz: uwagi) Europy Unijnej, zostaliśmy namaszczeni na głównego sojusznika USA na kontynencie, „Together forever !“, „Stany Zjednoczone nie mają lepszego przyjaciela w Europie niż Polska“ (cyt.: Barak Obama). Ile razy to już słyszeliśmy?
I ile ta przyjaźń warta...? Cały miliard dolarów z podziałem na części. Czyim łupem padnie ? Zdecydują waszyngtońscy eksperci. A Kongres podejmie decyzję, czy w ogóle będzie co dzielić. Bo w zdominowanym przez Republikanów Kapitolu poświęcenie 1/600 amerykańskiego budżetu obronnego na Europę Środkowo Wschodnią wcale nie jest takie pewne. Ale bez względu na wszystko, nie pozostaniemy dłużni, nawet jeśli na wzniosłych deklaracjach się skończy. Nasz budżet także poniesie kolejne koszty przyjaźni z Ameryką: jeśli oni rwą koszulę to i my nie pozostaniemy dłużni. Że nasze zwiększenie wydatków budżetowych do 2% PKB na obronę jest niewspółmiernie wyższe, niż amerykański ułamek...? Nie ma znaczenia. Wizyta Obamy to kolejny raz wizyta gestów, słów i symboli. Jakże je kochamy ! Ekonomiści będą rwać włosy z głowy nieco później. Szkoda, że tylko u nas.
Deklaracje mają to do siebie, że długo żyją i pozostają w sferze marzeń. Kilka lat temu prezydent Obama karmił nas obietnicami budowy Tarczy Antyrakietowej. Rzekomo wymierzonej przeciwko ajatollahom. Niewiele z tego zostało po tym, jak w marcu 2012 r. w Seulu kolokwialnie położył rękę na kolanie (ściślej: dłoni opartej o kolano) ówczesnego prezydenta Rosji, Dmitrija Miedwiediewa. Czar prysł w zamian za deklarację (!) rosyjsko-amerykańskiego sojuszu przeciwko Iranowi. Ukraina przyniosła otrzeźwienie, prezydent Putin zrzucił maskę. Ale czy kiedykolwiek ją nosił?
Dzisiaj Obama nie jest już tak wylewny a w Warszawie zabrakło seulskiego, skutecznego kolokwializmu: amerykański przywódca prezydenta Komorowskiego za dłoń (tym bardziej – kolano) nie chwytał, na ucho mu niczego nie szeptał. Zainteresował się tylko losem wąsów polskiego głowy państwa, a odpowiedź zostawił dla siebie (może słyszał ją wszędobylski ambasador USA w Polsce, Stephen Mull, ale tę informację wyjątkowo zatrzymał dla siebie)
3 lata temu Barak Obama również deklarował współpracę - wówczas w dziedzinie wydobycia gazu łupkowego w Polsce. Miały być pieniądze, technologie, amerykańskie koncerny. Skończyło się na słowach. Teraz amerykański przywódca obiecuje nam dostawy swojego gazu łupkowego. To ma być taką formą dywersyfikacji strategicznych dostaw surowców energetycznych do naszego kraju. Cena nie gra roli. Ważne, by uniezależnić się od Rosji. Tyle, że premier Donald Tusk, wmurowując niedawno kamień węgielny pod terminal naftowy w Gdańsku, zdawał sobie sprawę, że ponad 95% importu tego surowca pochodzi z Rosji. To samo dotyczy gazu. Ale Ameryka nam pomoże. Więc w pogotowiu czekają zapewne kolejne kamienie węgielne. Bo ten amerykański gaz trzeba będzie jakoś odbierać a jeden gazoport w Świnoujściu może nie dźwignąć wyzwania.
Dźwigamy natomiast wyzwanie dotyczące przywództwa w Europie Środkowo Wschodniej: na Berlin czy Paryż Amerykanie nie mają co liczyć – zachodnioeuropejski merkantylizm wziął górę. To przywództwo (co z tego, że mniemane) powoduje, że wraz z innymi przywódcami byłych republik radzieckich przyjechał do nas prezydent elekt Ukrainy, Petro Poroszenko. To jego pierwsza zagraniczna wizyta po wyborach na Ukrainie. Zapewne i on usłyszy wiele ciepłych słów, wysłucha deklaracji. Ale jest biznesmenem. I on - w przeciwieństwie do polityków - wie, gdzie kończy się pustosłowie a zaczyna twarda rzeczywistość. Ukraina nie chce obietnic – chce pieniędzy. Wbrew pozorom niestabilna sytuacja na wschodzie Republiki jest w interesie nowych władz w Kijowie, które posługują się rebelią w celu wydobycia kolejnych środków pomocowych od Zachodu. Jak inaczej wytłumaczyć bezkarność tzw. separatystów w Doniecku czy Ługańsku ? Rinat Achmetow, oligarcha, do którego należy większość kopalni węgla kamiennego na Ukrainie, bez trudu zorganizowałby prywatne oddziały Jedności Ukrainy. Szczególnie po tym, jak zdał sobie sprawę, że bliżej mu do zachodnich kontraktów niż biznesów podwyższonego ryzyka z Kremlem. Achmetow jednak tego nie robi, nie robi tego także rząd premiera Jaceniuka - po to, by Petro Porosznko wykorzystał doniecką wojnę domową w rozmowie z Obamą. Taka politika staje się coraz bardziej przejrzysta, może dlatego media przestały już na tzw. czołówkach informować o ukraińskim kryzysie. A może też dlatego, że politycy i wspierający ich oligarchowie, chcieliby się pozbyć deficytowego Wschodu, do którego państwo dopłaca. To naprawdę duże pieniądze – a jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi właśnie o nie.
A że z aneksją Krymu świat się także pogodził ? To był strategiczny cel Moskwy, okupiony za cenę ofiar na Majdanie. O tym, że Moskwa rozmieszcza teraz na Półwyspie bombowce strategiczne TU-22M3, uzbrojone w rakiety średniego zasięgu X-15 i X-22, które mogą przenosić zarówno konwencjonalne jak i jądrowe głowice, nikt nie wspomina. A to wywraca całą koncepcję Tarczy Antyrakietowej do góry nogami(więcej na ten temat już wkrótce na www.pomorska.tv).
W Warszawie, podczas rozmów Poroszenki z Obamą, padną zapewne ostra słowa pod adresem Kremla: że śmigłowce ukraińskie zestrzeliwane są z rosyjskiej broni, że separatyści mówią wyłącznie po rosyjsku, że na wschodzi Ukrainy powiewają rosyjskie flagi. Co z tego, że cała broń na terenach byłego ZSRR jest radzieckiej lub rosyjskiej produkcji, co z tego, że Wschód Ukrainy zawsze posługiwał sie głównie rosyjskim językiem, co z tego, że „krymskich, zielonych ludzików“ ani tym bardziej rosyjskich jednostek specnazu tam nie ma...? Teza została postawiona dawno: to Rosja za wszystkim stoi. Owszem, stoi. Bo zdestabilizowana Ukraina leży także w interesie Moskwy, bo ta destabilizacja blokuje wstąpienie Republiki do Unii Europejskiej a Rosja chciałaby widzieć Ukraińców w swojej Unii Celnej. Ale ta destabilizacja jest też na rękę Kijowowi. Doraźnie. W walce o Zachodnie pieniądze. Które Obama Poroszence obieca. Pod flagą biało–czerwoną.
