Na czym mógłby polegać renesans naszych czasów? Na odejściu od modelu nieograniczonej eksploatacji i na systematycznym naturalnym zmniejszaniu populacji ludzkiej. Motywowanie ludzi do prokreacji jest dziś niczym jazda po pijaku samochodem. Nie mówimy o dwóch piwach. Mówimy o dwóch butelkach wódki. To bezdzietni powinni płacić mniej.

REKLAMA

Tymczasem Ziemia umiera na naszych oczach i umiera coraz szybciej. Niezwykle emocjonalnie opisuje ten proces kapitan Paul Watson. Charyzmatyczny szef organizacji „Sea Shepherd” pisze na fejsbukowym profilu SS: Natura nie przejmuje się tym, co myślą ludzie. Ci z nas, którzy przemierzyli świat od dołu do góry i dookoła, widzieli dowody. Nie ma zaprzeczenia na Filipinach. Zmiany klimatyczne uderzyły je w twarz. Klimatyczni negacjoniści motywowani są osobistymi interesami.

Ale naprawdę nie trzeba przemierzać świata, żeby owe dowody zobaczyć. Klimat polski z kontynentalnego zmienił się w ciągu dwudziestu lat w subtropikalny. Jeszcze w tym roku przez Polskę przejdą trąby powietrzne i kolejne powodzie. Tylko nieliczni akceptują prawdę. To już jest koniec i z roku na rok będzie coraz gorzej. Osobiście zgadzałem się początkowo ze Stephenem Hawkingiem, że zagłada rozciągnie się na okres około stu lat, ale i ta prognoza może się okazać zbyt optymistyczna. Oznacza to, że klimatyczna apokalipsa obejmie już nie tylko nasze wnuki, ale również dzieci i nas samych.

Miażdżąca większość woli taplać się w bredniach o naturalnej zmianie klimatu. W ciągu dwudziestu lat?! Czy gdyby w kierunku Ziemi leciała kometa też nie usiłowaliby odwrócić zagłady, mimo faktu iż kometa jest jak najbardziej naturalnym kawałkiem skały? Oczywiście również "większość" instynktownie czuje strach przed nadchodzącą zagładą, ale wynikający z niego gniew wyładowuje na whistleblowerach i aktywistach.

Na tym tle rodzi się osobliwa doktryna zwiększania przyrostu naturalnego. Działa tu ta prawidłowość psychologiczna, że kiedy wiemy, że to już koniec, robimy wszystko, aby nadszedł szybciej. Wszystkie nasze uświadomione i nieuświadomione myśli i działania ciążą ku zagładzie. W Polsce jej orędownikiem jest m.in. Tomasz Terlikowski, a na świecie papież Franciszek, choć tak naprawdę na większej ilości ludzi (jeszcze większej) zależy głównie politykom i korporacjom (wliczając w to większe kościoły i religie). Przyjmuje ona najczęściej postać udogodnień podatkowych dla wielodzietnych.

Stoją za tym jakieś pozornie racjonalne cele. Wzrost gospodarczy, utrzymanie sypiącego się systemu ubezpieczeń społecznych itp. Ale jeśli jednego dziadka, ma utrzymywać dwóch wnuczków, to dwóch wnuczków, którzy staną się dziadkami będzie musiało utrzymywać czterech nowych wnuczków itd. Tymczasem każdy organizm żywy, który pożre i zabije wszystko wokół siebie musi umrzeć wraz ze środowiskiem, które zniszczył. Tyczy się to również wirusów i bakterii. W realnej przyszłości druga Ziemia to mrzonki. Coś daleko mniejszego od mrzonek.

Emocjonalne słowa kapitana Watsona padają w kontekście faktu, iż rząd Kanady zmierza do uchwalenia prawa zakazującego naukowcom mówienia o zmianach klimatycznych. Na kanadyjskim gruncie prawo to miałoby odgrodzić opinię publiczną od wydobycia ropy naftowej z piasków bitumicznych. Można domniemywać, że już niebawem większość państw będzie uchwalać podobne ustawy, bo działalność państw sprowadza się dziś do umożliwiania niczym nie zakłóconego działania wielkiemu (i tylko takiemu) biznesowi.

Na całym świecie każdego dnia trwa dziś niekontrolowany wyrąb lasów, z godziny na godzinę niszczone są kolejne gatunki. Umiera nie tylko Bałtyk. Dzięki naszej działalności również oceany stają się przełowioną i zakwaszoną kałużą bez życia. Hekatomba zwierząt przybrała rozmiary nieznane w dziejach ludzkości. Każdego dnia miliardy stworzeń umierają po krótkim wypełnionym cierpieniem życiu, aby zaspokoić chciwość oraz sztucznie pobudzaną rządzę konsumpcji. Pod wpływem pestycydów giną pszczoły i owady. Zapomniana Afryka staje się wysypiskiem e-śmieci całej ludzkości. Turyści wnoszą pozwy, kiedy w raju na ziemi, do którego się wybrali (paląc przy tym każdego dnia niewyobrażalne ilości paliwa) zobaczą górę śmieci, jaką sami wyprodukowali w swoim kraju. Rozum instrumentalny w końcu zabija swojego nosiciela – ludzkość.

Polska ma tę swoją gombrowiczowską, mrożkowską perspektywę. Kiedy młodzi ludzie uciekają stąd, niczym szczury ze statku, rozprawiamy o polityce prorodzinnej. Tymczasem wystarczyłoby odpuścić kuriozalny podatek dochodowy, zwiększyć kwotę wolną od podatku i wprowadzić akceptowalne stawki ZUS, aby Polacy zostali w tym kraju i rozwijali tu świetne biznesy od przyszywania guzików, po innowacje w informatyce, lotnictwie, medycynie i czym tam jeszcze. A tak każda inicjatywa jest karana nieakceptowalną ani co do sposobu naliczania, ani co do wysokości stawką ZUS. Przede wszystkim to kryje się za brakiem innowacyjności i sukcesem tzw. nowej prawicy. W każdym razie niewiele więcej.

I choć dla kogoś, jak ja, zatroskanego o losy Ziemi, pozornie każde utrudnienie dla dalszego wzrostu przyrostu naturalnego wydaje się być czymś cennym, to zapewne nie tędy droga.

Jeśli ma nas czekać jakakolwiek akceptowalna przyszłość, musimy zmniejszać dzietność i konsumpcję. Politycy na całym świecie powinni myśleć o rozwiązaniach podatkowych promujących jedno dziecko i bezdzietność, a ludzie, którzy dobrowolnie rezygnują z dzieci, powinni być przedstawiani jako wzory. Dziś określa się ich mianem szkodników.

Nic podobnego oczywiście nie nastąpi. Redukcja populacji dokona się w końcu w wyniku innych procesów, to jest ponownego triumfu bakterii, głodu, braku wody i - tradycyjnie - wojny wszystkich ze wszystkimi.

Bezdzietni powinni płacić mniej, bo bezdzietność to heroizm w każdym wymiarze istnienia. Motywy są już nieistotne.