Igrzyska Paraolimpijskie w Londynie. Dla większości sportowców niepełnosprawnych Paraolimpiada to wielkie marzenie i cel sportowej kariery. Tak było również w moim przypadku, tym bardziej że cztery lata wcześniej nie wystąpiłem w Pekinie.

REKLAMA

Od 2010 r., kiedy to zaczęła się moja przygoda ze sportem przez duże „S”, głównym moim celem był medal na Igrzyskach Paraolimpijskich w Londynie. Jaki był finał wieloletniej, ciężkiej pracy? Każdy wie. W sobotni wieczór, 8 września 2012 r. w Londynie, pokonałem własne słabości, wszystkich rywali i jako debiutant zdobyłem złoty medal. Okraszony nowym rekordem świata.

Ostatni rok przed Igrzyskami w Londynie był podporządkowany tylko i wyłącznie przygotowaniom do zawodów. Wszystko szło zgodnie z planem do lipca 2012 roku, kiedy doznałem groźnej kontuzji lewej stopy. Tej samej, która była operowana zaraz po urodzeniu. Konieczne było poruszanie się o kulach. Bałem się, że przepadną mi kolejne Igrzyska. Jednak nie poddałem się. Wraz z trenerem tak zmieniliśmy trening, abym mógł szykować formę na Londyn, jednocześnie rehabilitując kontuzjowaną stopę. Udało się praktycznie w ostatnim momencie. Stopa przestała dokuczać ledwie tydzień przed moim olimpijskim debiutem.

Moje przygotowania do Londynu nie były „usłane różami”. Dotyczy to zresztą wszystkich paraolimpijczyków. Przyczyna wszystkich utrudnień? Bardzo duże niedofinansowanie sportu osób niepełnosprawnych. Nie do przyjęcia jest fakt, że w roku olimpijskim mieliśmy tylko trzy zgrupowania, gdzie powinno być ich minimalnie dwa razy tyle.

Teraz przede mną Rio de Janeiro. Każdy trening, każda wylana kropla potu przybliża mnie do kolejnej, wielkiej imprezy sportowej. Życzę sobie przede wszystkim zdrowia. Bo wiadomo: jeżeli zdrowie dopisze, to z resztą sobie poradzę. Jest jednak parę rzeczy, które ułatwiłyby mi przygotowania. Mówię tu m. in. o specjalnym obuwiu lekkoatletycznym, dopasowanym na moją niepełnosprawną stopę, o współpracy z dietetykiem sportowym i psychologiem sportu. Chciałbym, żeby zgrupowań sportowych było więcej bo w moim mieście, Gorzowie, nie ma profesjonalnego obiektu lekkoatletycznego i nie mam gdzie trenować techniki skoku wzwyż.

Ale się nie poddaję. Za 2 lata planuję nie tylko obronić w Rio złoty medal Igrzysk Paraolimpijskich w skoku wzwyż i pobić swój rekord świata. Chcę wystąpić na Igrzyskach Olimpijskich i udowodnić, że niepełnosprawny nie znaczy gorszy.