9.06.2014 - początek szesnastego tygodnia. Jest to data, którą najchętniej wykleiłabym teraz cały pokój, żeby codziennie rano budzić się i motywować! Dlaczego? Tego dnia odebrałam wyniki sprawdzające wiremię.

REKLAMA

I jest! Pierwszy mały sukces! Po raz pierwszy od 21 lat i po raz pierwszy podczas jakiejkolwiek terapii wynik HCV RNA wyszedł ujemny! Napiszę to jeszcze raz… UJEMNY! Tyle szczęścia!

Nie będę ukrywać, że denerwowałam się tym dniem. Wiedziałam, że wyniki będą decydowały o dalszym leczeniu, o tym czy w ogóle będzie dalej kontynuowane. I całe szczęście… wynik był taki jakim go sobie wymarzyłam! Szaleństwo! Miałam ochotę krzyczeć, tyle we mnie było emocji! A w głowie piosenka „I feel good”! Tak!

Pozytywny kopniak i nadzieja! Dla takich momentów warto jest znosić te wszystkie mało przyjemne rzeczy związane z leczeniem! Łykać tabletki, wstrzykiwać interferon, trochę się przemęczyć. Warto! Teraz czuję, że mogę góry przenosić.

Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że powinnam na razie podejść do tego z dużym spokojem, bo to jeszcze nie koniec i wszystko może się zdarzyć. Ale bardzo ciężko mi włączyć czysto racjonalne myślenie, kiedy moja radość jest tak ogromna! Poza tym nie dopuszczam do swojej głowy już żadnej negatywnej myśli. Teraz kreuję same pozytywne scenariusze!

Pierwszy mały sukces! Mam nadzieję, że ta dobra passa będzie już trwać i tej myśli się trzymam!