
Jestem z Krakowa, co oznacza, że mam krakowskie kompleksy. Gdy tylko mam okazję to źle się wyrażam o przeniesieniu stolicy z Krakowa do Warszawy (czym narażam się moim Przyjaciołom w Warszawie, w tym jednej Warszawiance, na której opinii mi szczególnie zależy :-) ), a także gdzie mogę i kiedy mogę staram się podkreślać, że my w Krakowie mamy lub (częściej...) MIELIŚMY coś najlepszego w Polsce albo wręcz na świecie. Oczywiście robię to żartem, co nie zmienia faktu, że ludzie spoza Krakowa się czasem na to ostro "zajeżają". Dzisiaj spróbuję wszystkich Niekrakusów zdenerwować jeszcze raz...
Kilka dniu temu zamieściłem na tym blogu wpis zatytułowany "Stare książki w nowej formie" w którym komentowałem zachodzącą tu i teraz, na naszych oczach, kolejną rewolucję cywilizacyjną, polegającą na przechodzeniu od książek drukowanych do książek gromadzonych i udostępnianych w formie cyfrowej. Ten wpis był bardzo serio, więc jak to zwykle z poważnymi wpisami bywa - przysłowiowy pies z kulawą nogą się nim nie zainteresował. Ani jednego komentarza!
No więc teraz znalazłem ciekawostkę, którą chcę Państwu pokazać w tym blogu. Żeby "oddać co cesarskie - cesarzowi" podkreślę od razu, że osobą, która wyłowiła tę ciekawostkę, był pan Stanisław Pilarz, kolekcjoner różnych wiadomości i twórca niezwykle ciekawego projektu repozytorium wiedzy pod nazwą Cyberakademia.
Otóż wspomniany pan Stanisław Pilarz odkrył, że wychodząca w Krakowie gazeta Ilustrowany Kurier Codzienny w numerze z dnia 19 marca 1926 (88 lat temu!) roku opublikowała wizjonerski artykuł "Świat w roku 2000-nym". W artykule tym czytamy między innymi (tu kopia z oryginalnej kolumny IKC):

No i co? Czyż nie jest prawdą, że my w Krakowie przewidzieliśmy e-booki i internet już prawie sto lat temu?
