Donald Tusk potrzebował dwóch dni, aby w poniedziałek poinformować społeczeństwo, że będzie ścigał tych, którzy nielegalnie podsłuchiwali. Bardzo szybko aresztowano pracownika restauracji i zaatakowano redakcję tygodnika. Dziś rano, tym razem bez zwłoki, premier odniósł się do zaistniałych wydarzeń i zaproponował rozwiązanie kryzysu: dziennikarze powinni natychmiast opublikować wszystkie posiadane nagrania, bo domaga się tego interes publiczny i to w wielu wymiarach.

REKLAMA

Prezes Rady Ministrów ani słowem nie zająknął się jednak na temat zawartości opublikowanych rozmów. Zachowuje się tak, jak gdyby różni panowie rozmawiali sobie o pogodzie...