Cześć, kochani! Jak Wam leci?
Na początek żart. Wysiada pani z tramwaju, pan do niej: -pani wychodzi? -nie. A panu?
Ależ mam zapiernicz. Praca, praca, praca. Sesje zdjęciowe, teledysk, nowa płyta, trasa koncertowa! Od rana do wieczora bieganina i załatwianie różnych ważnych spraw, które do załatwienia mają różne ważne osoby mieszkające w Warszawie. Na szczęście w weekend będę mogła sobie odpocząć, jadę do Brisbane – bardzo daleko i bardzo drogo. Mam trochę za dużo pieniędzy, a co!-pomyślałam.
Dziś upichciłam sobie superekologiczne ciasto z roszponki, topinambura, laktozy, czarnuszki i kłistirumki – wyszło cudownie, obiecuję, że jutro wkleję focię! Super jest tak sobie upichcić coś do jedzenia. Też tak czasem macie? To jest takie wspaniałe uczucie - móc zjeść coś, co się samemu zrobiło. To tak, jakby napisać sprawdzian samodzielnie albo nie ściągać na kolokwium! Rzadkie, małe przyjemności. Kocham to. Ale nie za dużo tego gotowania, bo „Namieście” robi naprawdę super jedzenie omomom.
Byłam dziś u fryzjerki. Boże! Jak ślicznie ścięła mi włoski. Kocham to. Kocham nierozdwojone końcówki i ten blask włosa tuż po wyjściu. Nie wiem, co oni dodają do odżywki, że tak świecą się potem włosy, ale pewnie działa tu ten sam mechanizm, co w przypadku psiej karmy. Ponoć dodaje się narkotyków, żeby psy się uzależniały i chciały jeść tylko taką-a-taką karmę. Czytałam na Onecie. Bardzo fajny jest ten onet. Można się dużo dowiedzieć. Na przykład o aferze taśmowej. Takie rzeczy to mi się w głowie nie mieszczą. Jak w filmie!
No nic, kochani! Będę kończyć i obiecuję, że wstawię to zdjęcie mojego „daniadnia” i włosków!
Całuję Was serdecznie i dziękuję, że jesteście. Bardzo Was kocham. Pa!
