
Fala rasizmu na naszych stadionach na szczęście powoli maleje. Nieraz zdarzało się jednak, że piłkarze ze względu na kolor skóry zostali obrzucani bananami, opluci czy zwyzywani. Doświadczył tego także rodowity poznaniak, zawodnik Warty - Alain Ngamayama.
Na samym początku, gdy tylko pojawiłam się w klubie, sporym zaskoczeniem była dla mnie informacja, że jedynyny z warciarzy który na tle kolegów wyróżniał się kolorem skóry, pochodzi z naszego miasta. Tata Alaina pochodzi z Demokratycznej Republiki Kongo, mama - z Poznania. Jego ojciec wyjechał z powrotem do Afryki, kiedy Alain miał około 12 lat. Od tamtego czasu kontakt utrzymują przede wszystkim przez telefon i internet. Czasem tylko zdarza się, że ojciec odwiedzi Polskę.
Eskpedienci w sklepie czy pracownicy urzędów muszą nieźle się dziwić, gdy słyszą, że ktoś o trudnym do wymówienia nazwisku mówi do nich płynną polszczyzną. Alain od najmłodszych lat gra w Warcie Poznań - awansował z nią na zaplecze Ekstraklasy i nie ukrywa, że liczy na kolejny awans w barwach swojego macierzystego klubu.
W Warcie Poznań przeszedł wszystkie szczeble grup młodzieżowych i za czasów trenera Wojciecha Wąsikiewicza znalazł się w kadrze pierwszego zespołu. Na debiut musiał jednak trochę poczekać. Dopiero kiedy do klubu z Drogi Dębińskiej trafił Jarosław Araszkiewicz, dzisiejszy trener Warty, Alain doczekał się pierwszego występu w seniorskich barwach naszego klubu.
To walczak, zawsze na boisku zostawia wiele zdrowia. Niezależnie od sytuacji kadrowej czy finansowej - w drużynie zawsze odgrywa ważną rolę. Lubię oglądać jego zaangażowanie na boisku, gdy tylko jest w pełni dyspozycji stanowi jeden z filarów drużyny.
Alain w niedawnej rozmowie z Weszlo.com powiedział, że za młodu raczej nie spotkał się z rasistowskimi odzywkami pod jego adresem. Smutne jest jednak to, że poznaniak grając z Lechią Gdańsk czy ŁKS-em jest traktowany jak inna kategoria człowieka... Przypomnę tylko, że kibice z Gdańska ilekroć Alain dochodził do piłki udawali dźwięki wydawane przez małpy, a fani ŁKS-u ponadto próbowali go opluć, gdy wykonywał rzut z autu. Osobiście nie jestem w stanie zrozumieć tak wielkiej nienawiści. Wiem, że na stadionie mogą udzielić się emocje, ale takie zezwierzęcenie to dla mnie coś niewyobrażalnego.
Bardzo rozbawiła mnie jedna anegdotka, którą opowiedział kiedyś Alain. Kiedy reprezentacja Polski grała na mundialu w Niemczech, wybrał się ze znajomymi na jeden z meczów do Multikina. Pokazywano tam wówczas spotkania na żywo na dużym ekranie, a Alain wybrał się do kina ubrany w koszulkę z orzełkiem. Po powrocie z meczu na drodze przy przejściu dla pieszych stanął jakiś kilkunastoletni chłopak. Przyjrzał się warciarzowi i puścił do kolegi jakiś głupi tekst, w stylu "ej, nawet on w koszulce Polski?!”. Mina mu zrzedła, gdy usłyszał od pomocnika Warty, że Alain mieszka w Poznaniu dłużej od niego...
Na całe szczęście dziś nasze społeczeństwo, także kibicowskie, zdaje się być mniej ksenofobiczne. Oby na polskie stadiony powróciła normalność i tolerancja. W szczególności wobec Polaków...
