Premier Tusk złożył wniosek o wotum zaufania dla swojego rządu. Wystarczy zwykła większość głosów, a „szable zostały policzone”. Na pewno premier i jego ministrowie dziś w nocy wotum otrzyma. Pytanie tylko, czy rząd z tymi ministrami otrzymałby takie wotum zaufania od wyborców?
Tusk jest zwierzęciem politycznym. Strategiem. Cynicznym i skutecznym. Wyprzedza ruchy przeciwników z opozycji i wewnątrzpartyjnych (szczególnie kiedy chirurgicznym cięciem pozbywa się oponentów zanim urosną na tyle, żeby mu zagrozić). Nie inaczej jest dziś. Wnosząc o wotum zaufania dla Rady Ministrów, a więc tak dla siebie, jak i dla skompromitowanych podsłuchanych ministrów, premier zaszachował sejmową opozycję. Wczoraj dogadał się z koalicjantem i zwarł szeregi we własnej partii. Najlepiej podsumował sytuację poseł Kłopotek, który stwierdził, że szable zostały policzone. Zresztą już rano wicepremier Piechociński deklarował jedność koalicyjną, która jeszcze w zeszłym tygodniu nie była taka oczywista. Arytmetyka sejmowa nie pozostawia zatem wątpliwości, że rząd dziś w nocy wotum zaufania uzyska tym bardziej, że zgodnie z art. 117 Regulaminu Sejmu wystarczy do tego zwykła większość głosów przy kworum wynoszącym połowę posłów. Premier przeciął tym samym spekulacje o stworzeniu w drodze konstruktywnego wotum nieufności alternatywnego (technicznego) rządu, który miałby zostać poparty przez PiS, SP, PRJG, PSL, część PO (schetynowcy?) i ewentualnie lewicę. Ośmieszył pomysł Kaczyńskiego, który uparcie i niezależnie od kontekstu sytuacyjnego gra melodie o rządzie technicznym. Wystrychnął na dudka Leszka Millera, który o postawienie rządu pod głosowanie wotum zaufania apelował, ale realizacji tego scenariusza się nie spodziewał. Tylko lider partii, którego ambicją jest jedynie bycie przystawką, mógł proponować rozwiązanie korzystne dla rządzących. Donald Tusk zaskoczył opozycję, która może jedynie rozdzierać szaty nad aferą podsłuchową.
Jednak mleko się rozlało. Najważniejsze osoby w państwie okazały się wysoce nieodpowiedzialne, a nieudolne służby nie wykryły zagrożenia z jakiejkolwiek strony by ono nie płynęło („gang kelnerów”?, obcy wywiad?, mszczący się biznesmeni?, opozycja?). Najwyżsi urzędnicy – pomijając inne tematy – w knajpach „na mieście” po kielichu omawiali sprawy wagi państwowej. Dlatego nie można uznać, że były to rozmowy o charakterze prywatnym. Były poufne, ale nie prywatne. Tym bardziej, że ten przyjemny entourage został zapewniony z pieniędzy podatników. Spuszczając zasłonę milczenia na styl tych rozmów (to bez znaczenia) ich treść i przebieg budzi zaś wątpliwości etyczno-moralne oraz prawne.
Dziś Tusk kolejny raz przechytrzy opozycję, będzie – jak zwykle – o krok przed innymi. Zachowa rząd w obecnym składzie. Utrzyma koalicję rządzącą i większość w Sejmie. Po raz kolejny zjednoczy partię wokół siebie – jedynej osoby, która Platformę Obywatelską – jego dziecko i zawsze najważniejsze zmartwienie – może nadal trzymać „za twarz” i zapewniać choć cień szans na trwanie u władzy na kolejne lata. Tusk okaże znów siłę i brak alternatywy wobec jego rządów. Premier i jego rząd otrzyma dziś wotum zaufania. Otrzyma je od zjednoczonej wokół Tuska i bezgranicznie od niego uzależnionej koalicji rządzącej. Pytanie tylko, czy rząd z tymi ministrami otrzymałby takie zaufanie od społeczeństwa? Od wyborców? Czy to są ministrowie, którym można ufać? Zapewne na pytanie to społeczeństwo będzie mogło odpowiedzieć dopiero jesienią 2015 roku.
