Tusk zgłaszając wniosek o głosowanie nad wotum zaufania dla rządu, skorzystał tu z „rady” Leszka Millera. Tyle że Miller sądził, iż wzywając premiera do złożenia takiego wniosku właśnie zapędził go kozi róg. Ale Tusk „policzył” się i zgłaszając wniosek był przekonany, że głosowanie wygra.

REKLAMA

Ale jeśli Tusk sądzi, że wygrał też sprawę podsłuchów, bo głosowaniem tym sprawę po prostu zamknie, to srodze się myli. Bo posiadanie większości na sali sejmowej nie oznacza posiadania racji, a już tym bardziej racji moralnej.

Donald Tusk od tygodnia usiłuje nas przekonać, że po stronie władzy miała miejsce jedynie wpadka obyczajowa – „ach ten język – cóż, za to należą się przeprosiny”. Ale poza tym nic poważnego – gdy mowa o przedstawicielach władzy – się nie wydarzyło. Jedynym problemem, którym trzeba się teraz zająć, to fakt, że jakiejś grupie (kelnerskiej? biznesowej?) udawało się przez dłuższy czas podsłuchiwać ministrów i bardzo ważnych prezesów.

Być może ostatnie zatrzymania sprawią, że nie zostaną już ujawnione żadne nowe nagrania. Ale już te, które poznaliśmy udowadniają, że to, kto i poco nagrywał jest mniej istotnym problemem, niż to, co jest treścią nagranych rozmów.

Jest prywatną sprawą pana Kulczyka, jak zareaguje on na to, iż pracujący u niego a wywodzący się z „platformowego zaciągu” młody a już, jak wynika z rozmowy, doszczętnie zepsuty „załatwiacz” mówi o nim, iż ma go w d...

Czym innym jest jednak kwestia rozmowy b, ministra Sławomira Nowaka, który próbuje – i wydaje się, że z pozytywnym skutkiem – w przyjacielskiej pogawędce z b. wiceministrem finansów „załatwić” sobie zablokowanie kontroli skarbowej dochodów swojej żony.

Ale już sprawą wagi państwowej jest to, że prezes NBP negocjuje z ministrem spraw wewnętrznych usunięcie innego ministra z rządu, za co platformowy rząd miałby uzyskać wsparcie NBP w niwelowaniu deficytu budżetowego – co w efekcie miałoby zapobiec przegranej Platformy w najbliższych wyborach. Tu mamy przecież do czynienia z jawnym złamaniem przepisów Konstytucji, za co grozi odpowiedzialność przed Trybunałem Stanu.

Żadne sejmowe głosowanie nie wymaże hańbiących i niemieszczących się w konstytucyjnych ramach wypowiedzi i zachowań przedstawicieli obecnej władzy. I przede wszystkich te wypowiedzi i zachowania trzeba dzisiaj rozliczyć.